piątek, 27 kwietnia 2018

(Brudnym) palcem po mapie

- Ale brudna ta książka - krzywi się zdegustowany Jaś - jak mogli przysłać taką brudną?!
Przyglądam się książce, faktycznie, czysta nie jest. Na kilku stronach widać czarne odciski palców, jakby ktoś grzebał w ziemi, a następnie, bez umycia rąk, wszedł w kontakt z literaturą.
Po chwili Jaś znowu się skarży - i tu też jest brudna, wszędzie te odciski!
Trochę przesadzili, myślę, i zaczynam pisać reklamację.
- Cała książka jest taka brudna, czy tylko część? - dopytuję się.
- No... nie cała. Od tej strony, od której zacząłem czytać.
Wtedy coś mnie tknęło: - pokaż mi, Jasiu, swoje paluszki.
Podejrzenia okazały się słuszne, między liniami papilarnymi Jasia tkwiły spore ilości czarnoziemu. Widać, że na boisku szkolnym była fajna zabawa.



Jaś planuje kolejną podróż. Ale chociaż Jasia palec najczęściej celuje w Chiny (bo tam żyją wielkie salamandry chińskie!), tym razem majówka nieco bliżej, bo w Puszczy Białowieskiej. 
Chłopaki właśnie kończą skręcać bagażnik do przewożenia rowerów (Michał: - jestem taki podekscytowany tym skręcaniem, że aż się cały trzęsę!).
Chiny następnym razem ;)





środa, 11 kwietnia 2018

Kryształy Rady Dzieci. Positano

O urokach i mankamentach Wybrzeża Amalfi pisałam już TU, jednak Positano zasługuje, żeby napisać o nim osobno.
Kiedyś rybacka wioska, dziś luksusowy kurort, w którym turyści wypłoszyli wszystkie ryby, a po rybakach nie pozostał żaden ślad. Przy pomoście, zamiast rybackich łodzi, stacjonują rowery wodne, kajaki i deski surfingowe. W przyklejonych do skały domkach, w których kiedyś kwaterowali rybacy, dziś mieszczą się hotele i eleganckie butiki z lnem i ceramiką. Opowieści o tym, że gdy w Positano skończy ci się mydło, to za nowe zapłacisz 20 Euro, wcale nie są przesadzone.
Dziś już chyba nikt tutaj na stałe nie mieszka. Podobno w XIX w. połowa mieszkańców miasteczka wyemigrowała do Australii. Zostały tylko syreny w okolicznych wodach.

Na łamach Harper's Bazaar John Steinbeck pisał, że Positano wydaje się nierealne, gdy w nim przebywasz, a powraca do normalności dopiero, gdy je opuścisz. Cóż, na mnie Positano zrobiło wrażenie aż za bardzo realnego. Poruszający się w żółwim tempie sznur samochodów na drodze dojazdowej był wybitnie namacalny. 
Obecny klimat miasteczka zapewne różni się od atmosfery panującej tam w latach 50-tych ubiegłego stulecia, choć pastelowe domki z arkadowymi tarasami, kościół Santa Maria Assunta z żółtawą kopułą z ceramicznych płytek i lazurowy kolor morza pozostały bez zmian.

Plaża w Positano, jak zresztą wszystkie plaże na Wybrzeżu Amalfi ma tę zaletę, że pomiędzy kamieniami połyskuje mnóstwo kolorowych, wypolerowanych przez wodę, szkiełek. Takim skarbom nie oprze się chyba żadne dziecko, a więc motywację "jedziemy na wycieczkę, dostaniecie najlepsze lody we Włoszech" możemy zachować na inną okazję, a tym razem zachęcić dzieci do wycieczki rozpalającym wyobraźnię "chodźcie, nazbieramy kryształów".
I rzeczywiście, nazbieraliśmy. Z Wybrzeża Amalfi wróciliśmy z workiem kolorowych szkiełek, z którymi, do dziś, nie bardzo wiadomo, co zrobić. Chłopcy uważają, że są piękne.


















poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Wojna psychologiczna

To zastanawiające, że w wojnie psychologicznej, tlącej się bezustannie pomiędzy chłopcami, z przerwami na najlepszą komitywę oraz taktyczne rozejmy służące stworzeniu wspólnego frontu przeciwko rodzicom, to ten młodszy ma wyraźną przewagę i bez trudu wygrywa większość potyczek. Opanował przebogaty repertuar prowokacji werbalnych i fizycznych, absurdalnych żartów i ripost, zamaskowanych donosów („Dobra, przyznaję się, to Michał wylał!”) itp. Posiadł  też i bez żadnych skrupułów stosuje, umiejętność subtelnego trącania strun nękających brata lęków, np. rzucone w czasie wspólnej żeglugi kajakiem, tak niby mimochodem, pod nosem i tylko do siebie pytanie: „ciekawe, czy tu są sumy?” w sytuacji, gdy Michał przeczytał gdzieś o wielkich sumach atakujących dzieci kąpiące się w Wiśle i w związku z tym przez dwa miesiące odmawiał wejścia do wanny. Świeżo zaleczona trauma wróciła i tylko fakt, że byliśmy na środku jeziora powstrzymał Michała przed natychmiastowym opuszczeniem pokładu. 
Po chwili refleksji dodam, że ja też zazwyczaj wracam z takich z Jasiem okazji całkowicie na tarczy. 

W tych warunkach Michał już od dawna uskarża się na trwały rozstrój nerwowy, kreśli wizje przyszłości spędzonej w domu bez klamek i domaga się stanowczo leków i terapii. 
Chociażby wczoraj. Wieczór, tak ok. 23.20. Chłopcy, acz z ociąganiem, udali się w końcu do łóżek. Z tym, że Jaś natychmiast opuścił swoje, zakradł się do sypialni rodziców i wygodnie umościł w ich łóżku. To bardzo rozsierdziło starszego brata, który zaczął się głośno domagać wyjaśnień, dlaczego jest sam w dziecięcym pokoju. Ani trochę nie uspokoiły go zapewnienia taty, że absolutnie nie jest tam sam, bo pod jego łóżkiem aż roi się od potworów. Wręcz przeciwnie, w stanie wielkiego wzburzenia pofatygował się do naszej sypialni i nuże wylewać potoki pretensji, żądań i pogróżek do pleców doskonale go ignorującego brata. Kiedy zakończył tę trwającą kwadrans tyradę, usłyszał jedynie wyrecytowane głosem automatu, z niezmąconym spokojem i pełną powagą: „Jasio, do którego dzwonisz, jest w tej chwili niedostępny. Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału. Biiiiip..."














Autorem tekstu jest Hubert.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...