czwartek, 25 stycznia 2018

Dobra, przyznaję się

Chłopcy siedzą przy stole w kuchni i rysują koty. Rysowanie kotów to nowe zajęcie, które zajmuje im mniej więcej dwadzieścia godzin na dobę.
- Przyznajcie się, który z was nasikał na podłogę obok sedesu? - zagajam nieśmiało.
- To nie ja - szybko odpowiada Jaś.
- To nie ja - wtóruje Michał.
- To naprawdę nie ja - zarzeka się Jaś.
- Ja też nie! - Michał prawie krzyczy.

Po chwili przerwy odzywa się Jaś: - Dobra, przyznaję się! To Michał!






W tym roku wykorzystaliśmy na pójście na sanki wszystkie śnieżne dni. Można powiedzieć, że wycisnęliśmy tegoroczny śnieg jak cytrynę. Nie oznacza to jednak, że białe szaleństwo trwało od listopada do marca. Byliśmy na sankach trzy razy. Michał zgubił rękawiczkę, ale to nic, bo w Fosie Morszyńskiej znalazł coś o wiele lepszego - połamane sanki! Wielka radość Michała i mój wielki strach, że lada moment przewróci się na tych sankach i nadzieje na którąś z wystających części. 
Na takich znalezionych sankach nie tylko zjeżdża się przyjemnie, ale także przyjemnie się je wnosi na górkę pod pachą (nie mają sznurka), a nawet samodzielnie taszczy po tą pachą do domu. A następnego dnia już od samego rana jest się gotowym na kolejne wyjście na sanki. Chociaż nie ma śniegu.
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...