czwartek, 28 grudnia 2017

Rybka w bagażniku

Wbrew oczekiwaniom, nie były to białe Święta. Ale nie tracimy nadziei, może w Wielkanoc przyprószy. 
Wybrałam najsmutniejszą choinkę na całym stoisku z iglakami, bo mi się jej zrobiło szkoda - chudą, rzadką, kostropatą. Po ubraniu i tak wyglądała jak królowa. Chłopaki powiesili na niej cały bombkowy dobytek, czyli świecidełka w ilości obliczonej na jakieś cztery do pięciu drzewek. Oni wieszali, a ja ukradkiem zdejmowałam, potem znowu wieszali, to co już zdążyłam zdjąć i tak do wieczora.
W drodze do Babci potłukł nam się słoik ze śledziami, na szczęście nie w samochodzie, a tuż przed. Kiedy H. był mały i jechał z rodzicami na Wigilię do rodziny, półmisek z rybą potłukł im się w bagażniku. I nie dość, że półmisek się potłukł, to jeszcze ryba szparko bryzgnęła po całym bagażniku, po czym przymarzła do tapicerki. Bo kiedyś w grudniu panowały solidne mrozy, nie to, co teraz! Zapach w samochodzie był potworny i z każdym dniem stawał się potworniejszy. Aż do marca, kiedy mrozy litościwie odpuściły i można było wreszcie rybkę zeskrobać.

















piątek, 1 grudnia 2017

Krystaliczne sadybiańskie powietrze

Śnieg zasypał uliczki Sadyby, mieszkańcy zdecydowali, żeby nie solić, a ja nie zdążyłam zmienić opon (ale tak jak w zeszłym roku, mam jeszcze czas do lutego), więc teraz zostają nam wyłącznie spacery. 
Z aparatem.
W drodze do szkoły Cicha noc sama cisnęła się na usta. Choć był wczesny poranek i do Świąt daleko.
W jednym z kadrów złapałam sadybiański smog.
I pomyśleć, że jeszcze do niedawna byłam przekonana, że w górskich miejscowościach to krystalicznie czyste powietrze zimą tak świeżo pachnie dymem. Ba, to był jeden z ulubionych zapachów mojego dzieciństwa, kojarzony z feriami w Wiśle. Albo w Sromowcach.











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...