środa, 27 września 2017

Sprawiedliwy podział

W przedpokoju stoi pudełko z nowymi sportowymi butami. Jaś przygląda im się zafascynowany.
- Michał, kupiłeś dla mnie te buty? - pyta z nadzieją.
- Nie, to moje na WF.
Na Jasia twarzy maluje się rozczarowanie. Dostrzega jednak możliwość kompromisu:
- A może być jeden twój, a drugi mój?



piątek, 22 września 2017

Tarta ze śliwkami



Niektórzy twierdzą, że nie ma prostszego ciasta niż tarta. No cóż, mam kompletnie inne zdanie na ten temat. Pieczona pięć minut za krótko, może się okazać surowa w środku, za to jeśli posiedzi w piekarniku pięć minut za długo, będzie za twarda i przypalona. Nie ma mowy, żeby zostawić piekące się ciasto i oddać się surfowaniu po internecie - tarta lubi, kiedy myślisz o niej przez cały czas. 
Trzeba też pamiętać o wielu, niby nieistotnych, szczegółach, takich jak wcześniejsze schłodzenie ciasta, czy ponakłuwanie widelcem. Nie jest również bez znaczenia, której półki w piekarniku użyjecie.
Moja pierwsza tarta okazała się kompletną klapą: piekarnik włączyłam na program z termo-obiegiem i to był błąd - boki ciasta natychmiast opadły. Ciasto zrobiłam za grube, a co za tym idzie w środku okazało się kompletnie surowe, a na wierzchu przypalone. Skłonna już byłam obwiniać piekarnik, ale jednak kiepskiej baletnicy... Teraz coraz bardziej skłaniam się ku przekonaniu, że nie ma takiego piekarnika, w którym by tarta nie wyszła.
Ale dosyć gadania, bierzmy się za robienie tarty.




Składniki:

mąka pszenna (niecałe pół opakowania czyli ok 350-400 g)
100 g cukru
szczypta soli
łyżeczka proszku do pieczenia (opcjonalnie)
2 jajka
200 g masła
1 kg śliwek, najlepiej węgierek
odrobina brązowego cukru
papier do pieczenia (opcjonalnie)

Przygotowanie:

Mąkę wymieszać z cukrem, solą i proszkiem do pieczenia. Dodać jajka, masło i zagnieść ciasto. 
Formę do tarty o średnicy 26-30 cm wyłożyć papierem do pieczenia lub posmarować masłem. Spód i boki formy wylepić cienko ciastem. Następnie włożyć wylepioną formę do lodówki na pół godziny.
W tym czasie umyć śliwki, przekroić na pół, wypestkować i połówki do połowy ponacinać.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 200 stopni.
Wyjąć formę z ciastem z lodówki i ponakłuwać ciasto widelcem. Włożyć do piekarnika i piec około 15 minut na środkowej półce (nastawiam piekarnik na opcję góra-dół, bez termoobiegu).
Po 15 minutach ułożyć śliwki zaczynając od krawędzi formy i posypać brązowym cukrem. Przełożyć ciasto na najniższą półkę piekarnika i piec jeszcze ok. 25 minut. Wyjąć, kiedy brzegi zaczną się rumienić.





Do tej konkretnie tarty ze zdjęć, użyłam śliwek węgierkopodobnych i to był błąd. Poprzednio robiłam z węgierkami i była smaczniejsza. Ale i tak wiadomo, że chociaż potem boli brzuch, to kruche ciasto najlepsze jest na surowo. W przepisie wzięłam to pod uwagę i dałam takie proporcję, żeby trochę go jeszcze zostało. Taka solidna kulka.

Smacznego!




wtorek, 19 września 2017

Latawiec, który nie chciał latać

Zamiast poszybować w górę, kręcił młynki tuż nad ziemią. 
Ale przecież latawce, które latają są banalne.
Ponoć dał czadu następnego dnia.

Calabria jest dowodem na to, że nie wszystkie włoskie plaże są zatłoczone i pełne leżaków z parasolkami. Piaszczysto-kamienista plaża w Monasterace Marina okazała się zupełnie bezludna. Choć po naszym wyjeździe, to już właściwie tylko piaszczysta, bo wywiozłam z niej worek marmurowych otoczaków. Na lotnisku łaskawie przymknęli oko na te trzy kilo nadbagażu.










czwartek, 14 września 2017

Co można znaleźć w morzu?

Na przykład okulary przeciwsłoneczne, które zgubiło się pływając z dziećmi kajakiem trzy dni wcześniej. Po których to okularach wylało się morze łez i które spisało się już na straty.
Ale też dużo ciekawsze rzeczy. 
W Monasterace Marina (dawna Kaulonia, Magna Graecia), H. nurkując dwieście metrów od brzegu, znalazł napoleońską armatę, trochę tylko skorodowaną. Dzień później do morskich znalezisk mojego męża dołączyły dwie doryckie kolumny zatopione ok. dwa i pół tysiąca lat temu.
Z wypiekami na twarzy (skutek ekscytacji, nie poparzeń słonecznych) pobiegliśmy do lokalnego muzeum archeologicznego, poinformować o naszych znaleziskach. 
Spodziewaliśmy się słusznej nagrody. Może zwrócą nam się te wakacje? - rozmyślałam - a może wystarczy chociaż na powrotny bilet do Warszawy? - No dobra, niech będzie przynajmniej darmowy bilet do muzeum.
Niestety. Lokalni muzealnicy, na wieść o naszych znaleziskach, jęli pokładać się ze śmiechu. Kiedy już doszli do siebie po usłyszeniu tak przedniego żartu, wyjaśnili: - Tu leży tego pełno. Cha, cha, cha, nawet tego nie wyławiamy. 
Nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko pośmiać się razem z nimi.





















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...