poniedziałek, 12 czerwca 2017

Kawęczyn

Wiosna to pora klasowych wycieczek. Ponieważ klasa Michała uchodzi za najbardziej niesubordynowaną w całej szkole (ale to chyba dlatego, że inne klasy są takie hiper grzeczne?!) na razie wchodzą w grę wyłącznie jednodniowe wypady. Ponieważ chętni do dodatkowej opieki jakoś nie pchali się drzwiami i oknami, postanowiłam zgłosić się na wycieczkę do Kawęczyna. I przyznam, że w tym Kawęczynie chwilami czułam się, jakbym znowu miała te 8 lat. Na przykład wtedy, gdy przewodniczka w skansenie wywoływała mnie do odpowiedzi. Albo, gdy na dyskotece dzieci wciągnęły mnie na parkiet i tańczyłam w rytm dziecięcych przebojów.

Odwiedziliśmy pracownię kowala, gdzie wykuliśmy monetę i podkowę, a także odpowiedzieliśmy na odwiecznie nurtujące pytanie - czy konia boli podkuwanie?
Usiedliśmy w ławkach starej szkoły w młynie i dowiedzieliśmy się, jak kiedyś uczono. Dzieci najbardziej zszokowała linijka, którą, wcale nie tak dawno temu, za karę dostawało się po palcach. To była specjalna linijka, specjalnie do tego bicia przeznaczona!
Robiliśmy mąkę, jechaliśmy bryczką, huśtaliśmy się na linie.
Na koniec popląsaliśmy na dyskotece i nawet nauczyciele się przyłączyli.











2 komentarze:

  1. Uwielbiam zwiedzać skanseny. Tym bardziej miło mi podglądać zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię takie miejsca, gdzie czas się zatrzymał :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...