poniedziałek, 8 maja 2017

Trullo w winnicy (ale i tak najlepiej u mamy!)

Alberobello słynie przede wszystkim z trulli - okrągłych domów zbudowanych z kamieni wapiennych kładzionych jeden na drugim bez zaprawy i krytych, również kamiennym, stożkowatym dachem. Wieczorem, leżąc w łóżku w naszym trullo, z niepokojem obserwowałam ten kamienny dach od spodu i zastanawiałam się, jak bardzo solidna jest ta konstrukcja i co by się stało, gdyby wyciągnąć jeden kamyczek. Ale chyba jest dość solidna, bo najstarsze trulli mają po siedemset lat. 
W Alberobello i okolicach jest tych domków mnóstwo, czy spojrzeć w lewo, czy w prawo, zawsze w zasięgu wzroku znajdzie się jakieś trullo. Rzuć patykiem, a zawsze trafisz w trullo.
W samym miasteczku skupisko trulli tworzy coś w rodzaju otwartego skansenu dla turystów. W kamiennych domkach mieszczą się przeważnie sklepy z pamiątkami (np. z miniaturowymi trulli-skarbonkami), są też hotele, restauracje, winiarnie, a nawet kościół. 
Trulli są również rozrzucone pośród okolicznych pól, można sobie wynająć taki kamienny domek z widokiem na sad i w nim pomieszkać.



Nasze trullo znajdowało się pośrodku winnicy i prowadziła do niego wąska polna dróżka otoczona z obu stron kamiennym murkiem. Ilekroć tą dróżką przejeżdżałam samochodem, drżałam że połamię lusterka i to oba równocześnie. Dróżka była tak wąska i tak sprytnie ukryta wśród zieleni, że wielokrotnie zdarzyło mi się przegapić skręt z głównej drogi. Szczególnie w nocy jeździłam po kilka razy w tę i z powrotem zanim wcelowałam we właściwy skręt. Uśmiech na mojej twarzy gasł, a powietrze rozdzierały dźwięki coraz większej ilości klaksonów, kiedy tocząc się z prędkością 20 km/h wybałuszałam oczy, żeby odnaleźć właściwą ścieżkę i jednocześnie nie wpakować się w murek.










Trullo, w którym mieszkaliśmy miało prawie dwieście lat i zbudował je prapradziadek obecnego właściciela. Prapradziadek wyrabiał w nim wino. Obecny właściciel, Angelo, wyremontował trullo własnymi rękami, mając do pomocy sześciu ludzi. Remontował z sercem i wyjątkową dbałością o szczegóły. Zajęło to aż siedem lat. Zamontowano nawet ogrzewanie podłogowe, dzięki czemu podczas chłodnej marcowej nocy mogliśmy śmiało chodzić po domku boso. 
Kiedy akurat nie ma gości, Angelo sam chętnie wprowadza się do trullo. A gdy goście są, przenosi się do mamy!

2 komentarze:

  1. Cudowny domeczek, przywodzi na myśl domostwa hobbitów,choćbez trawy na dachach :)
    W głowie liczę, kiedy moje dzieci podrosną na tyle, żeby można było je zabrać do Włoch, bo czuję się bardzo zainspirowana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doczekasz się szybciej niż myślisz :) Pamiętam, że jeszcze niedawno taszczyłam wózek parasolkę do samolotu, a teraz chłopaki sami ciągną swoje walizki :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...