poniedziałek, 1 maja 2017

Arbuzową na Okęcie

Po raz pierwszy do Apulii wybraliśmy się niespełna rok temu, 25 maja. Na lotnisko dotarliśmy na czas, a nawet przed czasem. Nie tylko dążyliśmy się spakować, ale także wrócić po zapomniane okulary i zawieźć klucz do szkolnej szafki starszej z pociech. I wciąż mamy jeszcze przeszło dwie godziny do odlotu. Wszystko wskazuje na to, że tym razem obędzie się bez stresu i cichych dni. 
Ubrani w lekkie płaszcze, zsuwając na czoło ciemne okulary, przy stanowisku nadawania bagażu nonszalancko pokazujemy dowody osobiste.
- Ale pana dowód stracił ważność dwa tygodnie temu - słyszy H i nie od razu wierzy w zdanie, które właśnie padło. Przygląda się dokumentowi, czyta, marszczy mrwi. Faktycznie, dowód nieważny od 29 marca 2016. Aż przykro patrzeć, jak na niezmącenie dotąd pogodnym obliczu H wyraz głębokiego odprężenia ustępuje pośpiesznie miejsca bezradności, zmieszaniu i panice narastającej w tempie kwoty długu publicznego na liczniku przy Rondzie Dmowskiego. 

I nagła, olśniewająca myśl - przecież jest jeszcze paszport, gdzieś w domu, w komodzie. Ale czy zdążymy? Do odlotu dwie godziny, może się uda.



Zostaję na lotnisku z bagażami, a H biegnie do taksówki i błaga o błyskawiczny kurs na Sadybę i z powrotem. Ruszają. 
Pech chce, że nieubłaganie nadchodzą godziny szczytu i Dolinka Służewiecka zaczyna się korkować. - Jedźmy Arbuzową - wpada na genialny pomysł mój mąż.
- Ale Arbuzowa jest otwarta tylko z jednej strony, Arbuzową nie przejedziemy.

- Wczoraj  tamtędy jechałem i była przejezdna! - upiera się H.

- Na pańską odpowiedzialność - taksówkarz wzrusza ramionami, wiadomo - nasz klient, nasz pan i kieruje pojazd w stronę Arbuzowej.

Ten manewr rzeczywiście pozwala zaoszczędzić sporo czasu, podczas gdy tysiące mniej zaradnych Warszawiaków toczą się koło za kołem Dolinką Służewiecką. I byłby to manewr iście genialny, gdyby nie fakt, że ulica Arbuzowa okazuje się nieprzejezdna. To, że nie dalej niż wczoraj H przejechał tamtędy na rowerze, nie oznacza wcale, że wijącą się wśród drzew ścieżynką da się przejechać s a m o c h o d e m. Kolejne przykre zaskoczenie tego dnia.



Ale za późno, żeby się wycofać. Odwrót z pewnością skutkowałby spóźnieniem na samolot. A ja czekam na lotnisku i H nie ma wątpliwości, że lada chwila zacznę wydzwaniać z pogróżkami.

Przed nimi drzewa i koniec drogi, po prawej strumyk, jakieś domki, po lewej plac budowy. Co robić? 
Tu zimną krew i przytomność umysłu wykazuje Pan Taksówkarz. Widząc uchyloną bramę w ogrodzeniu budowy i kolejną bramę naprzeciwko, wychodzącą na Aleję Wilanowską, wjeżdża śmiało, jak po swoje, na teren budowy. Wychyla się przez okno i krzyczy do robotników rozładowujących rury z blokującej przejazd ciężarówki, żeby przerwali na chwilkę i przestawili pojazd, bo pasażer śpieszy się na Okęcie. Na takie dictum zaskoczeni robotnicy przerywają rozładunek, kierowca posłusznie przestawia ciężarówkę i taksówka mknie żwawo dalej, zanim komukolwiek na budowie zdąży zaświtać, że Okęcie jest w dokładnie przeciwnym kierunku.

H gubi się w domysłach, gdzie może znajdować się jego paszport. Ostatni raz miał go w ręku jeszcze przed przeprowadzką. Oczyma duszy widzi siebie gorączkowo miotającego się po piwnicy, wywracającego szuflady, podczas gdy cenny czas upływa nieubłaganie.
Wpada do domu, jakby ścigały go wszystkie ogary piekieł. Sadzi po schodach po cztery stopnie naraz. Komoda. Otwiera pierwszą szufladę, sięga. Zaciska palce na pierwszym wymacanym obiekcie. Wyciąga – paszport. Otwiera – tak, to jego paszport! Sytuacja kryzysowa zażegnana!

Tańcząc i śpiewając rusza do taksówki. W przypływie wielkiej ulgi wpada na pomysł, aby z właściwym sobie poczuciem humoru zadzwonić do mnie i zameldować łamiącym się głosem: „Kochanie, mam dwie wiadomości – dobrą i nieco gorszą. Dobra jest taka, że owszem, znalazłem paszport - i to od razu! Natomiast ta nieco gorsza wiadomość jest taka,  że paszport niestety także stracił ważność”.
To ci dopiero będzie beczka śmiechu! Żeby tylko wpuścili na pokład parę tak szczerze ubawionych, pokładających się wprost ze śmiechu pasażerów!
Aby brzmiało to wiarygodnie, H musi nadludzkim wysiłkiem stłumić radość i słuszne poczucie dumy. To emocjonalne dostrajanie jednak potrwa. Ale przecież zdąży uraczyć mnie tym przednim żarcikiem w drodze na lotnisko. A póki co – biegiem do oczekującej taksówki.
Po drodze, tuż przed furtką, H zagląda kolejny raz do paszportu, tak aby jeszcze odrobinę dłużej sycić się triumfem i poczuciem własnej zaradności. Syci się. Sięga po klamkę. Wtem wzrok jego przykuwa niepozorny komunikat na ostatniej stronie: Data ważności: 4 kwietnia 2016.
Co?!
Jak to?!
Zaraz!!!!
5 dni po dowodzie osobistym!
Czyta raz jeszcze – to samo. I znowu. I jeszcze raz. Szczypie się, przeciera oczy. Zamyka i otwiera ponownie dokument, jakby liczył na to, że pod wpływem jakiegoś zaklęcia litery zmienią swój kształt. No niechby chociaż ta ostatnia, feralna cyfra 6 zmieniła się w - nie wymagajmy zbyt wiele - 7.
Ale na pewno?
Który mamy rok – na pewno 2016?
A miesiąc, może to wciąż marzec?
Pomału dociera doń straszna świadomość… już trzeci raz w ciągu godziny.
Bez śladu niedawno rozpierającej go dumy i szczęścia, już całkiem markotny H dociera do taksówki. – To co szefie, udało się? No to gazem na Okęcie!!! – entuzjazmuje się taksówkarz na widok czerwonej książeczki z orłem i napisem „Paszport”, którą H wciąż bezwiednie ściska w garści. Kiedy H dzieli się z nim hiobowymi wieściami, też nie może z początku pojąć. W końcu głęboko, autentycznie przejęty, stwierdza ze współczuciem: - No, to żona pana zabije…i posmutniały odjeżdża.
H sięga po telefon. Z ociąganiem wybiera numer. I już nie musi wznosić się na wyżyny sztuki aktorskiej, aby przybrać odpowiednio żałosny ton.
- Kochanie, mam dwie wiadomości…

Alberobello















2 komentarze:

  1. Świetnie napisane! :) Czytałam z zapartym tchem i prawie popłakałam się ze śmiechu, ale Tobie usłyszawszy dwie wiadomości, pewnie wcale do śmiechu nie było...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale mi się śmiać nie chciało! Ale jakimś cudem udało mi się nie powiedzieć złego słowa ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...