wtorek, 24 maja 2016

Holly

Przez dwa dni i jedną noc mieliśmy psa. Czteromiesięcznego kundelka znalezionego w okolicy, którego pokochaliśmy wszyscy od pierwszego wejrzenia. Piesek spał ze mną w łóżku, H. ze zrozumiałych względów musiał przenieść się na rozkładany fotel i trzy razy w nocy wstawał z tego fotela, żeby pieska wyprowadzić na spacer. Tylko raz nie zdążył.
Od dawna, a może nawet nigdy, nikt tak się nie cieszył na mój widok. Piesek chodził za mną wszędzie, nawet do łazienki. Czułam się trochę, jakbym miała trzecie dziecko, zdążyłam już zapomnieć, jakie to uczucie. Uniesienie.
Nie spodziewaliśmy się, że pojawienie się psa, a ściśle rzecz biorąc suczki, będzie miało tak wielki i korzystny wpływ na dzieci. Bez rutynowych, ponawianych ad nauseam apeli, próśb, pogróżek, prób korupcji i szantażu, wymachiwania batem itp. instrumentów nacisku chłopcy samorzutnie i błyskawicznie posprzątali swój pokój. Mało tego, również bez poniewierania nerwów i strun głosowych rodziców zerwali się raniutko, umyli i z grubsza starannie ubrali. Szok! Obawialiśmy się tylko, że efekt nowości minie i żeby podtrzymać u dzieci ten stan grzeczności, co tydzień będziemy musieli powiększać sforę o kolejny okaz.
Zrobiliśmy konkurs na imię. Wahaliśmy się między Jadzią (ale wtedy babcia mogłaby się obrazić), a Krysią (wtedy obraziłaby się ciocia). I kiedy już prawie zdecydowaliśmy się na "Lolę", znalazła się właścicielka suczki. 
Trochę nam smętnie, ale pozostały miłe wspomnienia, liczne ślady ukąszeń i trzy prezenty w ogródku. 
Okazało się, że suczka ma na imię Holly. 
She went lightly.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...