czwartek, 11 czerwca 2015

Jak sparaliżowaliśmy pracę urzędu

W związku z niedawną przeprowadzką, miałam sporo do załatwienia w Urzędzie Dzielnicowym. Meldunki, wywóz śmieci, podatek od nieruchomości, nowe Dowody Osobiste (już bez adresu), długo możnaby wymieniać.
Do Urzędu wybrałam się z chłopcami, na szczęście jest to miejsce przyjazne dzieciom - tuż obok punktu informacyjnego stoi kolorowy plastikowy stolik i takież krzesełka, na półce obok kilka książek z obrazkami. Chłopcy bez dodatkowej zachęty natychmiast usiedli przy stoliku, ja tymczasem wzięłam numerek, a gdy nadeszła moja kolej, podeszłam do okienka w sali obok, zostawiając chłopców zatopionych w lekturze.
Załatwienie kilku spraw zajęło mi trochę czasu, może nawet więcej niż początkowo zakładałam. Tym bardziej dumna byłam z moich chłopaków, że tak cichutko potrafili się zająć sami sobą i ani razu nie przybiegli do mnie z awanturą. Widocznie rozumieli, że mama załatwia sprawy wyższej wagi.
Po odejściu od okienka i przejściu do sali obok moim oczom ukazał się następujący widok: Jaś, po kolana w papierkach, stoi przy automacie do pobierania numerków i z ogromnym zaangażowaniem raz po raz wciska przycisk "Zameldowania/Wymeldowania". Tuż obok podekscytowany Michał dźga palcem "Dowody Osobiste - odbiór". Ze zgrozą zauważyłam na wypluwanym właśnie przez maszynę numerku komunikat "liczba oczekujących osób: 260". A przecież urząd był prawie pusty!
Dopiero po chwili powiązałam fakty i dotarło do mnie, dlaczego tak wiele osób wchodząc do sali obsługi interesantów, zaledwie rzucało okiem na tablicę wskazującą numer aktualnie załatwianego petenta i - pomimo, iż sala świeciła pustkami – z malującym się na twarzy wyrazem niemej rezygnacji opuszczało mury Urzędu. Wszak system Q-matic ma tę ogromną zaletę, że nie wymaga pełnego napięcia warowania w kolejce „do okienka” a nawet fizycznej obecności w sali - pozwala pobrać numerek i bezstresowo oddalić się (w czasie oczekiwania na przyjęcie) na papierosa, kawę czy gdzie bądź.
Jestem pewna, że system wskazał niezbicie, iż w owym dniu Urząd obsłużył rekordową liczbę petentów i chciałabym wierzyć, że zaskakująco sympatyczne Panie w okienkach zostały z tego powodu docenione, chociażby dobrym słowem przełożonych.

















wtorek, 9 czerwca 2015

Spotkanie

Na parkingu przed centrum handlowym spotkałam dawno niewidzianego kolegę. Podszedł do mnie uśmiechając się szeroko, przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw o tym, co za spotkanie, jak dawno się nie widzieliśmy i co nas przywiodło w te strony. Potem pogawędka bezpiecznie zdryfowała na dzieci i superbohaterów Marvela.
W miarę jak rozmawialiśmy, chłopak robił się coraz mniej podobny do mojego kolegi. Włosy bardziej kręcone, zęby trochę inne, owal twarzy jakby nie ten, aż w końcu nabrałam pewności, że to wcale nie jest mój kolega!
On chyba doszedł do podobnego wniosku (to znaczy, że mnie z kimś pomylił), bo wzrok zrobił mu się podejrzliwy, a uśmiech - początkowo szeroki - z sekundy na sekundę stawał się coraz węższy.
Pożegnaliśmy się nagle i cokolwiek ozięble. Żadnych tekstów w stylu "musimy się znów zobaczyć"!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...