poniedziałek, 2 marca 2015

Tam, gdzie dymy o świcie. Times Square

Już od rana miasto zapewnia turystom efekty specjalne. Kłęby pary wodnej unoszą się z pomarańczowo-białych kominów i znad studzienek kanalizacyjnych. Superbohaterowie wylegają na ulicę. Spider-Man rozdaje ulotki, a człowiek-Statua Wolności zachęca do wejścia do sklepu.
Rzeka ludzi płynie po chodniku. Miejscami wylewa się na jezdnię, walcząc o miejsce z powoli pełznącymi samochodami. Olbrzymie ekrany zawieszone na budynkach bez wytchnienia emitują spoty reklamowe. Nie ma dokąd uciec wzrokiem, bo światła odbijają się również w kałużach i szybach samochodów. 
Grupka japońskich studentów przysiadła na tworzących rusztowanie metalowych schodach. Z widocznym spokojem obserwują tłum i robią zdjęcia kieszonkowym aparatem. Brodacz w niebieskiej czapce z czerwonym pomponem zbiera drobne do kubka ze Starbucksa. Pomiędzy tym wszystkim krążą patrole policji konnej. Konie stąpają z gracją, dziwnie obojętne na pulsujące światła i dźwięki klaksonów. 
Kiedy zaczyna padać, w jednej chwili, jak grzyby po deszczu wyrastają stoiska z parasolami i kolorowymi pelerynami. Oświetlone numery na dachach taksówek oznaczające, że pojazd jest wolny, gasną jeden za drugim. Pora gdzieś się schować. 


















Podobno w Nowym Jorku pożar wybucha co osiem minut. 
Nasz hotel stał w bezpośrednim sąsiedztwie remizy strażackiej i miałam wrażenie, że te statystyki są mocno zaniżone.












Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...