środa, 30 września 2015

Dębki. Pamiątkowa sztuczna szczęka.

Trochę się obawiałam tego plażowania w oblężonym kurorcie w szczycie sezonu. Tymczasem wiatr już drugiego dnia wywiał wszystkie parawany i na plaży zostali tylko nieliczni. Włosy splątane, gazeta uciekała i przyznaję, że nawet oddychać było ciężko, za to skoki przez fale udawały się fenomenalnie. Ludzie w dresowych spodniach i puchówkach spacerowali między opalającymi się w kostiumach kąpielowych.
Przy drodze na plażę niezmiennie czekały na nas rozmaite pokusy, istny tor przeszkód złożony z pokus i nawet lawirowanie z zamkniętymi oczami nie gwarantowało, że się im nie ulegnie. Zapach gofrów unosił się na całej długości deptaka i jeszcze dalej. Dźwięki muzyki dyskotekowej dobiegające z wesołego miasteczka obiecywały świetną zabawę na ogromnej trampolinie albo na czarnym lodowisku zderzających się ze sobą samochodzików, raz po raz wypluwających snopy iskier. Podobnie jak w roku ubiegłym, nie udało nam się uniknąć pływania po płytkim basenie w wypełnionych powietrzem gumowych kulach, niemniej innym rozkoszom opieraliśmy się dzielnie. Choć nie zakupom tzw. pamiątek, niestety.
Nieodzowną, oryginalną pamiątką z Dębek, bez której wrócić do domu niepodobna i która jeszcze długo przypominać nam będzie morze, piasek, wakacje, słońce etc. okazała się różowa plastikowa sztuczna szczęka z automatu (w cenie złoty pięćdziesiąt) z pokruszonymi, prawie nieobecnymi jedynkami, sterczącymi pod dziwacznymi kątami dwójkami, z nadającymi jej odrobinę drapieżny, ale jednak nie przerażający wygląd ponad miarę wystającymi kłami oraz tu i ówdzie ogólnymi brakami w uzębieniu. Szczęka, ponieważ jest gadżetem nie tylko pamiątkowym, lecz zarazem pięknym, zdobi naszą półkę w przedpokoju (czyli innymi słowy zalega tam razem ze starymi rachunkami, korespondencją, kluczami, długopisami i dużą ilością okularów przeciwsłonecznych). Któregoś dnia odwiedziła nas babcia i w trakcie powitania, a może zdejmowania okrycia, wzrok jej padł na pamiątkową sztuczną szczękę.
- Po co zrobiliście odcisk szczęki Michała?! - zapytała zaciekawiona.
W pierwszej chwili miałam ochotę roześmiać się i poprosić babcię, żeby przyjrzała się szczęce dokładniej, że przecież ledwo wyrżnięte jedynki, dziwacznie sterczące dwójki, potężne braki w uzębieniu...
Ostatecznie machnęłam tylko ręką. Ciężko byłoby cokolwiek wyjaśnić, ponieważ pamiątkowa szczęka dosyć wiernie odzwierciedla aktualny stan uzębienia naszego starszego syna. Babcia i tak by nie uwierzyła, że to nie oryginał.





























5 komentarzy:

  1. Piękna sesja :) jak to dobrze, że tłumy wywiało ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka pustą plażę lubię najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku myślałam, że w tym wietrze itd., ktoś zgubił szczękę uciekając z plaży :D Na szczęście nie ;)
    Śliczne zdjęcia. Mam swoje ulubione - to z kubkiem i słomkami :) Nie wiem dlaczego, ale najdłużej mnie zatrzymało, można się na nie patrzeć i patrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A gdzie fotografia sztucznej szczęki ? Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
  5. I moje ukochane Dębki...po sezonie:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...