poniedziałek, 24 listopada 2014

Kazimierz

Październikowy weekend z dziewczynami i dzieciakami. Zdecydowanie zbyt krótki!
Droga do Kazimierza prowadziła czerwonymi i żółtymi tunelami z drzew, przez okno wpadały ostatnie ciepłe promienie jesiennego słońca, nastawiłam stację z muzyką filmową i nawet nie zauważyłam, kiedy po prawej stronie szosy pojawiła się Wisła, a po lewej znajome spichlerze i budynki z szarego wapienia zwieńczone fantazyjnymi attykami.
Dalej to już czas galopował - wspinaczka na Górę Trzech Krzyży, spacer bulwarem wdłuż Wisły i ulicą Krakowską, na rynku obowiązkowe wróżenie z ręki u Cyganki (- Pani to taka nasza!), obiad u Fryzjera (to już nie ta sama restauracja, co kiedyś...), kawa. I kolejna. Ale przede wszystkim niekończące się rozmowy. Jak to z dziewczynami.












































środa, 19 listopada 2014

Brooklyn Flea Market

Kiedy lecieliśmy do Ameryki, bardziej wtajemniczeni znajomi instruowali mnie, żebym brała prawie pustą walizkę. Z niedowierzaniem unosiłam brwi, bo nie wyobrażałam sobie, że za oceanem mogą istnieć jakiekolwiek dobra, których nie ma w Polsce. To już nie te czasy. A jeśli nawet czasy są te, pozostaje jeszcze Amazon. Ale ponieważ mam zgodną naturę i dopuszczam możliwość, że czasem przyjaciele wiedzą lepiej, zastosowałam się do ich zalecenia. Poleciałam z pustą walizką i o mały włos z tak samo pustą bym wróciła. 
Honor mojego bagażu uratował dopiero pchli targ na Brooklynie, na który natknęliśmy się ostatniego dnia. Targowisko akurat na tyle małe, żeby się zachwycić, ale nie mieć poczucia przesytu. Robiąc trzecią rundę dookoła, błyskawicznie przeliczałam w myślach wymiary sporej szafki bibliotecznej z małymi szufladkami, ale, mimo że liczyłam kilka razy, za każdym razem wychodziło mi, że jednak do walizki się nie zmieści. Szkoda, bo szafka definitywnie załatwiłaby sprawę pustego miejsca i pozwoliła mi wrócić do ojczyzny na tarczy.
Ostatecznie wzbogaciłam się o dwa czeskie syfony, z których każdy waży sto kilo, ale w odróżnieniu od tych, które widziałam na Kole, zawory mają metalowe, a nie plastikowe. Syfony chyba nie przypuszczały, że długą drogę przez ocean będą pokonywać raz jeszcze, w przeciwnym kierunku.
A także o parę miniaturowych, dziecięcych prawideł, za które również nie dam sobie palca uciąć, że nie są europejskie. Ale przynajmniej teraz nie będę musiała tłumaczyć się znajomym, dlaczego nie byłam w outlecie w New Jersey.


















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...