poniedziałek, 29 września 2014

Warszawa Wschodnia

W ubiegłą sobotę odkryliśmy fantastyczne miejsce, do którego z pewnością będziemy wracać. Po prawej stronie Wisły. I nie na Saskiej Kępie! 
W Soho Factory spędziliśmy cały dzień, czas biegł niespiesznie, przy dobrym jedzeniu, którejś z kolei kawie, rozmowach i grach planszowych. Tłumów nie było. Tłumy zostawiliśmy na Placu Zbawiciela.
Wróciliśmy z kieszeniami pełnymi błyszczących kasztanów, które teraz marszczą się i wysychają rozrzucone po całym domu - na stole, półkach z książkami, podłodze. Niektóre usiłowały uprać się w pralce i znalazłam je dosłownie w ostatniej chwili w zakamarkach bluzy kangurki.
W drodze powrotnej, na Moście Łazienkowskim zamajaczyła najpiękniejsza panorama Warszawy, jaką w życiu widziałam - na niedalekim horyzoncie rysowały się zamglone, przydymione na różowo budynki śródmieścia, a między nimi, na niewidzialnych linach, powoli opadała ogromna czerwona kula - słońce, które przypominało księżyc i to księżyc czterokrotnie powiększony. 
Za to cały następny tydzień spędziłam w domu, walcząc z przeziębieniem. Żeby jakoś przetrwać dokuczliwy ból gardła, miałam do wyboru dwie skrajności - albo przez cały czas coś pić, albo wcale nie przełykać śliny. Na szczęście przeziębienie minęło, więc niedługo znów wybierzemy się do Soho.
A za dwa tygodnie może do Kazimierza?


























Najlepsza pozycja do medytacji i obserwacji otoczenia :)

wtorek, 23 września 2014

Popołudnie gier planszowych. Dixit

Gracie w gry planszowe? My rzadko (o wiele za rzadko!) i teren planszówek jest mi prawie zupełnie obcy.
A Dixit znacie? Ta gra mnie oczarowała - nie tylko świetną grafiką, ale przede wszystkim tym, że uruchamia dziecięcą wyobraźnię, a wyobraźnia, jak wiadomo, nie ma granic. Mimo, że ilość kart jest ograniczona, wszystko opiera się na skojarzeniach, można zatem grać w Dixit nieskończoną ilość razy. Dzieciaki często wymyślały tak abstrakcyjne opisy do kart, że naprawdę trudno było odgadnąć, o którą chodzi! Szczególnie, jak komuś monety kojarzą się z naleśnikami :)
Zasady gry są proste, nie trzeba więc czytać żadnej skomplikowanej instrukcji, co czasem potrafi skutecznie zniechęcić. Te zasady z miłym uśmiechem, w kilku słowach przedstawiła nam Nana, a potem z tym samym uśmiechem, bez żadnych skrupułów nas wszystkich ograła. Dorosłych też!
Wieczory coraz dłuższe, powietrze wpadające przez uchylone okna coraz zimniejsze, mam wrażenie, że jesień to świetna pora, żeby w coś pograć. Tylko w co? Polecacie coś? Żeby były emocje, ale nie za wielkie! Do dziś w rodzinie krąży anegdota, jak kiedyś, przy grze w Tabu ugryzłam kolegę w palec.









środa, 17 września 2014

Sportowe urodziny

Na urodziny Tomka chłopcy czekali prawie tak samo niecierpliwie, jak na własne. Michał zakreślił sobotę w swoim kalendarzu wiszącym na ścianie (zabranym babci, to nic, że na 2011 rok). Zapisał również nadchodzące wydarzenie w moim telefonie i dodatkowo, na wszelki wypadek, w telefonie taty. Ustawił przypomnienie. A w sobotę rano jeszcze budzik, żebyśmy na pewno nie zapomnieli wyjść! Nie zapomnieliśmy :)
Urodziny miały być ze sportem w tle, a jak ze sportem, to na boisku... albo na stadionie! Niestety, ku zdziwieniu dzieci, zaproszonych małych gości było trochę mniej niż czterdzieści tysięcy.
Dzieciaki biegały między biało-czerwonymi trybunami w poszukiwaniu ukrytych olbrzymich puzzli, grały w balonową siatkówkę, skakały, tańczyły, przeciągały linę i sama nie wiem co jeszcze. Na koniec, ani trochę nie zmęczone, zgodnie zabrały się do odpakowywania Tomka prezentów. I tu największe rozczarowanie - dlaczego nie możemy od razu pojechać do Tomka domu? Przecież koniecznie już teraz, natychmiast, trzeba zagrać w te wszystkie wspaniałe gry! 




















sobota, 13 września 2014

W drodze

Uwielbiam wycieczki samochodowe. Często celowo omijam płatne drogi i wybieram wąską szosę wijącą się przez wsie i małe miasteczka, pola i lasy. Co prawda do celu podróży docieram dopiero wieczorem, ale o ile przyjemniej podziwiać widoki, niż stacje benzynowe przy autostradzie.
Podczas wolniejszej jazdy wyłączam klimatyzację, po której zawsze drapie mnie w gardle i opuszczam szyby do samego końca.
Bywa, że towarzyszy mi zapach lawendy. Ale bywa, że gnojówki :)
Lubię samo poczucie przemieszczania się, bycia w drodze. Trochę pomiędzy, bo już nie tu, a jeszcze nie tam. Nie mam nic przeciwko temu, żeby od czasu do czasu zgubić drogę, odrywam się wtedy od rzeczywistości i pozwalam myślom też pobłądzić.





















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...