sobota, 26 kwietnia 2014

Jak minął dzień

Po powrocie z przedszkola tata pyta Michała: - jak dzień?
- Jaki dzień? Piątek - informuje Michał.
- Wiem, że dziś piątek - obrusza się tata (wyraźnie niezadowolony z posądzenia, że mógłby tego nie wiedzieć) - pytam, jak ci minął dzień.
- Jaki minął dzień? Czwartek!





wtorek, 22 kwietnia 2014

Średniowieczne festiwale. Monteriggioni

Wśród licznych zamiłowań H., na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się fascynacja średniowiecznymi festiwalami. Gdziekolwiek jesteśmy, z wypiekami na twarzy i pełen nadziei śledzi lokalne płoty, mury i słupy w poszukiwaniu plakatów informujących o takowych imprezach. Niby myślami jest ze mną, niby podziwia uroki miejsca, gdy nagle z szerokim uśmiechem na twarzy ze stosiku hotelowych folderów triumfalnie wyciąga folder, z którego uśmiecha się niewiasta w czepku i długiej sukni. Albo, jeszcze lepiej, brzuchaty mężczyzna w zbroi! Plakat lub ulotka z gotującym się do walki brzuchatym mężczyzną w zbroi, to jest święto!
Nie trzeba być wybitnym psychologiem, aby domyślić się, że na średniowieczny festiwal H. najchętniej sam przywdziałby zbroję i odegrał, może nie od razu główną, ale choćby drugoplanową rolę. Niechby nawet rolę statysty. Tymczasem - póki co - uczestniczy w charakterze obserwatora. Ma przy tym taki wyraz twarzy, jak ja, kiedy będąc siedmiolatką wjechałam wyciągiem krzesełkowym na Czantorię, a wokół świeży śnieg, słońce i wszyscy, oprócz mnie, szusują na nartach - miałam ochotę złapać pierwszą lepszą osobę i zabrać jej narty!
















środa, 16 kwietnia 2014

EtnoUrodziny

Jeśli w ubiegłą sobotę, spacerując ulicą Kredytową, usłyszeliście dźwięki tam-tamów, to prawdopodobnie Mary i jej goście wypróbowywali właśnie swoje nowe instrumenty. 
Najtrudniej było naciągnąć balon na tekturową tutkę. Bo potem, to już czysta przyjemność - wycinanie kolorowych papierów, dziurkowanie, przyklejanie, oprószanie brokatem. No i, oczywiście, samo bębnienie.
Tiulowe spódnice we wszystkich kolorach wdzięcznie furkotały do rytmu, Mary sprawnie tym wszystkim dyrygowała, a matki, jak to matki - oddzielone od dzieciaków szklaną szybą (fantastyczna sprawa taka szyba - przez cały czas miałyśmy je na oku, ale nie dochodziły do nas żadne wrzaski), więc matki przy kawie przegadały całą imprezę. Wiadomo wszak, że im częściej ludzie się spotykają, tym więcej mają sobie do powiedzenia, a że ostatnio spotykamy się bez przerwy, musiałyśmy niemal się przekrzykiwać.
Szkoda tylko, że mój nowy aparat był w naprawie i musiałam wyszperać z szuflady stary. Przyzwyczaiłam się już do pełnej klatki.






































wtorek, 8 kwietnia 2014

Stara szopa

Jeśli nachodzi mnie ochota na szukanie skarbów, zaglądam do naszej starej szopy na wsi. Czego tam nie ma! Narzędzia, zardzewiałe puszki pełne śrubek i gwoździ, skrzynki, donice, ogromne zakurzone słoje, drewniany stół bez nogi, są nawet grzędy - pozostałość po kurniku. Wędrówkom do tego skarbca towarzyszy zwykle intensywne poczucie, że gdzieś pod tymi wszystkimi śmieciami czeka na mnie niespodzianka. Jak stylowy przedwojenny wieszak.
Sądząc po surrealistycznych kolorowych bohomazach na drzwiach i ścianach, szopa służyła kiedyś jakiemuś malarzowi do wypróbowywania kolorów. Dziś latem chłopaki bawią się tu w chowanego, za to zimą pająki mogą cieszyć się niczym niezmąconym spokojem.
Ale, Boże broń, przy mojej mamie nazwać ten sypiący się murowany obiekt szopą. Jaka tam szopa! Pawilon.
Miałam nadzieję, że w Wielkanoc rozpoczniemy sezon działkowy, nie ważne, że w starym kurniku nie ma już jajek. Tymczasem, zamiast wycinania świątecznych ozdób, w Wielki Piątek czeka nas wycięcie trzeciego migdała. Choć, podobno, możemy mówić o szczęściu - na zabieg czekamy tylko trzy tygodnie.














Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...