niedziela, 21 grudnia 2014

Pomyłki w szatni

Wigilia za pasem, śledź goni śledzia, w styczniu i lutym będzie mi brakowało tych dorocznych spotkań z przyjaciółmi, potem się przyzwyczaję. 
W piątek u Fukiera zostawiłam w szatni płaszcz z pustymi kieszeniami, odebrałam z 72-godzinnym biletem autobusowym (nawet nie wiedziałam, że takie są!) i dwoma kilogramami bilonu. Płaszcz na pewno był mój, ale pomyłki się zdarzają, zwłaszcza w sezonie przedświątecznym. Nie dalej jak dwa lata temu H. opuścił adwentową imprezę w odcinanym w talii, rozkloszowanym płaszczyku mojej przyjaciółki. Rękawy tego eleganckiego okrycia sięgały mu do łokcia. Poza tym płaszcz był łudząco podobny, bo przecież też czarny!
Pomyłka wyszła na jaw następnego dnia przy śniadaniu, kiedy H. pochwalił mój nowy płaszcz (jak to jaki - ten, który wisi w przedpokoju!).


4 komentarze:

  1. :):):) przynajmniej jeden, a nie trzy ;)
    Rodzinnych i zdrowych, bo że Wasze Święta będą radosne, nie ma żadnych wątpliwości ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Można spytać, co za lakier?

    OdpowiedzUsuń
  3. I need to to thank you for this excellent read!! I absolutely loved every little bit
    of it. I have you book-marked to look at new stuff you post…

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...