piątek, 10 października 2014

Tort z twardymi migdałami

We wtorek, podczas jedzenia urodzinowego tortu taty, Michał trafił na wyjątkowo twardy migdał, którego, choć wkładał w to wszystkie siły, nie udało mu się pogryźć. Po ukradkowym wypluciu na talerzyk okazało się, że to wcale nie migdał, tylko ząb! Dolna jedynka! Taki prezent dla taty na urodziny.
Dokładne oględziny wykazały, że druga jedynka też lada chwila wypadnie, bo obluzowana mocno i rusza się we wszystkich kierunkach. Jak tak dalej pójdzie, Wróżka Zębuszka będzie chyba musiała pozrywać lokaty... A Michał nie będzie miał czym gryźć... 
Na tę drugą ewentualność znalazła radę moja przyjaciółka - zaproponowała, żeby Michałowi wstawić złoty ząb.
- Ale by rządził w zerówce!  Zgodnie z piracką tradycją!

Dziś w nocy właściwie nie zmrużyłam oka. Jaś kasłał i wymiotował, a ja robiłam inhalacje, nacierałam maścią, poprawiałam poduszki, zmieniałam pościel... i denerwowałam się podwójnie, bo H. na kilka dni wyjechał.
Rano wyszłam do sklepu po bułki i dwie osoby, w tym pan przy kasie, powiedziały mi, że pięknie wyglądam! Chyba odkryłam sekret urody - zero makijażu, brak snu i dużo stresu, ha ha ha! To rozkojarzone, powłóczyste spojrzenie, którym omiatałam półki z mrożonkami musiało być zabójcze!



Lubicie książki kucharskie? Ja niespecjalnie i zazwyczaj, gdy jakąś dostanę, oddaję dalej. Od czasu do czasu, szczególnie kiedy zbliżają się święta, lubię u babci przejrzeć Nigellę, i tyle.
Ale ta książka jest pod wieloma względami wyjątkowa i nie zamierzam się z nią rozstawać. Przywodzi na myśl album o sztuce, a stare, spatynowane sztućce, odrapane garnki, przypalone patelnie, wystrzępione serwetki i niejednokrotnie rozpaćkane po całym stole jedzenie składają się na wycyzelowane, dopracowane w najmniejszym szczególe, martwe natury.
Nie to, żebym zaraz nabrała ochoty na eksperymentowanie w kuchni, moje dzieci i tak jedzą cztery potrawy na krzyż, a na nowości kręcą nosem, ale poczytać o jedzeniu zawsze fajnie i niskokalorycznie.
W dodatku 'What Katie Ate' wspaniale pachnie. Nie, nie jedzeniem, choć nosem wyobraźni komuś pewnie uda się poczuć aromat babeczek z okładki - pachnie klejem introligatorskim i wysokiej klasy papierem.










Tak wracaliśmy ze szkoły. Radość po części zapewne spowodowana piękną, wręcz letnią pogodą i jesiennymi kolorami, ale trochę też brakiem zęba i wkraczaniem w dorosłość ;)







8 komentarzy:

  1. Śledzę bloga What Katie ate od bardzo dawna i zawsze zachwycam się zdjęciami właśnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wpadłam tam raz, czy dwa i chociaż nie jestem miłośniczką blogów kulinarnych, nie mogłam oderwać wzroku od zdjęć :)

      Usuń
  2. Może kobieta jest najpiękniejsza właśnie wtedy, kiedy nie stara się być piękną, kiedy o tym nie myśli?...

    A dla bibliofila zapach kleju introligatorskiego i papieru jest równie piękny jak zapach babeczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Zbyt dużo ingerencji w naturę często przynosi efekt wręcz odwrotny ;) Np. kiedy oglądam swoje cienko wyskubane brwi na zdjęciach z liceum, jestem zupełnie pewna, że przesadziłam :)

      Usuń
  3. Ja lubie ksiazki kulinarne a na strone What Katie Ate zagladam od dluzszego juz czasu. Ksiazki jej nie mam ale bardzo mozliwe, ze ta rowniez znajdzie sie kiedys u mnie w domu .. :) Pozdrawiam. M

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale macie piękne pudełeczko na ząbki mleczne :-)
    Mój synek zostawił pierwszego zęba mlecznego w kanapce w szkolnej stołówce ;-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...