środa, 17 września 2014

Sportowe urodziny

Na urodziny Tomka chłopcy czekali prawie tak samo niecierpliwie, jak na własne. Michał zakreślił sobotę w swoim kalendarzu wiszącym na ścianie (zabranym babci, to nic, że na 2011 rok). Zapisał również nadchodzące wydarzenie w moim telefonie i dodatkowo, na wszelki wypadek, w telefonie taty. Ustawił przypomnienie. A w sobotę rano jeszcze budzik, żebyśmy na pewno nie zapomnieli wyjść! Nie zapomnieliśmy :)
Urodziny miały być ze sportem w tle, a jak ze sportem, to na boisku... albo na stadionie! Niestety, ku zdziwieniu dzieci, zaproszonych małych gości było trochę mniej niż czterdzieści tysięcy.
Dzieciaki biegały między biało-czerwonymi trybunami w poszukiwaniu ukrytych olbrzymich puzzli, grały w balonową siatkówkę, skakały, tańczyły, przeciągały linę i sama nie wiem co jeszcze. Na koniec, ani trochę nie zmęczone, zgodnie zabrały się do odpakowywania Tomka prezentów. I tu największe rozczarowanie - dlaczego nie możemy od razu pojechać do Tomka domu? Przecież koniecznie już teraz, natychmiast, trzeba zagrać w te wszystkie wspaniałe gry! 




















4 komentarze:

  1. Ale fajny pomysł :) Myślę, że mimo braku kilkudziesięciotysięcznej publiczności dzieciakom wcale, a wcale nie przeszkadzała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysł był super - dziękujemy Aga!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...