wtorek, 25 lutego 2014

Poranki

Nie znoszę rano wstawać. Wiem, nikt nie lubi. Moment, gdy budzik wyrywa nas z głębokiego snu, a za oknem jest jeszcze szaro lub wręcz czarno, należy do najgorszych z całego dnia.
Nikt nie lubi, ale jednak moja droga M. codziennie opuszcza ciepłe łóżko przed szóstą rano, wychodzi z psem, kupuje ciepłe bułki na śniadanie, a czasem - zanim wyjdzie do pracy - zdarza jej się upiec brytfankę muffinek dla syna do przedszkola. I drugą dla kolegów z pracy. Nie traci przy tym dobrego humoru.
H. i ja, z racji długoletniego uprawiania wolnego zawodu, do wczesnego wstawania jesteśmy nieprzyzwyczajeni. Zdecydowanie preferujemy opuszczać pielesze gdy dzień już trochę okrzepnie, a ludzka krzątanina na ulicach nieco się uspokoi. Nie przeszkadza nam, że wychodząc do pracy nie napotkamy mleczarza. Wolimy raczej do wieczora zostać w pracy niż szarpać się z nieprzychylnym porankiem.
Niestety w przedszkolach, przynajmniej tych publicznych, czas płynie inaczej. Wszystko zaczyna się wcześniej i kończy wcześniej, a śniadanie podawane jest kwadrans po ósmej. Nie ma wyjątku dla spóźnialskich. Musieliśmy więc się dostosować.
Z perspektywy tych kilku miesięcy mogę już powiedzieć, że prawie się udało, choć wstawać rano nadal nie lubimy. Początki były trudne - zaspany H. jadąc do pracy, zamiast do taksówki potrafił wsiąść komuś na tylne siedzenie samochodu i kazać zdumionemu człowiekowi się wieźć na rondo ONZ. Przepędzony, ze wzmożoną uwagą rozglądał się za swoją taksówką, a gdy nadjechała, próbował otworzyć drzwi zawieszoną na szyi kartą dostępową do biura.
Ile razy zaspani wychodziliśmy w świat w niebieskich przedszkolnych ochraniaczach na buty, tego nie jestem w stanie policzyć. Za to po odwiezieniu dzieci do przedszkola jest jeszcze czas na kawę z mężem. Już nie pamiętam kiedy chodziłam na randki w środku tygodnia!
Chociaż pewnie z mężem to nie randka.

***

Zanim zaplanuję kolejne wakacje, przeglądam zdjęcia z ubiegłorocznych.
Sporo tego.
Dziś padło na domki jak posklejane pudełka zapałek.













8 komentarzy:

  1. Czy moglabym wiedzieć jaka jesg nazwa tego pieknego miasta ?

    OdpowiedzUsuń
  2. To należąca do Cinque Terre Manarola :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Randka z mężem to też randka! ;-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zmora wolnych zawodów. Dziś też obiecałam sobie, że wstanę wcześniej, Ogarnę projekty. Na spacer pójdę. A może w takiej ładnej okolicy, jak na zdjęciach, wstawałoby się łatwiej? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Droga M. chciałaby zaznaczyć, że przez lata uprawiając wolny zawód, również wstawała o świcie ;) Ot, miłość do wschodów słońca plus niska potrzeba snu :) A poza tym kto raz zaznał rozkoszy porannych spacerów z czworonogiem po zamglonych łąkach, dobrze wie, jaki to energetyczny kop! Lepszy niźli tuzin kaw!!! Potem można funkcjonować już do późnej nocy... Wytrwale polecam ;)
    Zdjęcia cudne!!! Ściskam mocno! M.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja za to spotykam mnóstwo osób, które lubią wstawać o świcie co dla mnie jest prawdziwą drogą przez mękę. Ja się budzę do życia w nocy, dzień to dla mnie idealna pora na sen, więc w życiu mam mocno pod górkę;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No właśnie ;) W dodatku nocą nikt nie przeszkadza, telefon nie dzwoni, można w spokoju poczytać, film obejrzeć. Wieczorem budzi się we mnie nieznośne dziecko, które krzyczy 'nie pójdę spać! nigdy!' :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...