środa, 31 grudnia 2014

Więcej wykrzykników!

Szczęśliwego Nowego Roku!
Fajerwerków na co dzień!!
Wanny z szampanem!
Deszczu konfetti!
Zaplątania w serpentyny!
I jeszcze - jak mi kiedyś pięknie życzyła przyjaciółka - mniej średników, więcej wykrzykników!!!

Lubicie Sylwestra? Odczuwacie przymus imprezowania? Świętujecie dziś na parkiecie, czy na kanapie?


Na pierwszym zdjęciu wschód, na drugim zachód.


wtorek, 23 grudnia 2014

Mandarynkowe Lampiony

Dzisiaj bladym świtem odwiedziła nas Babcia i od progu jęła mnie łajać. Wszak to niedopuszczalne, żeby na blogu było tylko jedno zdjęcie choinki!
A ponieważ człowiek w piżamie i w dodatku przed pierwszą kawą ma tendencję do uległości wobec kogoś, kto ewidentnie już rozpoczął dzień i to rozpoczął kilka godzin temu, nie miałam wyjścia, obiecałam, że zdjęć będzie więcej.
No to jest więcej. Może nawet aż za dużo.

Wesołych Świąt dla Was!
Jeśli nie mogą być śnieżne, to niech chociaż nie będą deszczowe!

























niedziela, 21 grudnia 2014

Pomyłki w szatni

Wigilia za pasem, śledź goni śledzia, w styczniu i lutym będzie mi brakowało tych dorocznych spotkań z przyjaciółmi, potem się przyzwyczaję. 
W piątek u Fukiera zostawiłam w szatni płaszcz z pustymi kieszeniami, odebrałam z 72-godzinnym biletem autobusowym (nawet nie wiedziałam, że takie są!) i dwoma kilogramami bilonu. Płaszcz na pewno był mój, ale pomyłki się zdarzają, zwłaszcza w sezonie przedświątecznym. Nie dalej jak dwa lata temu H. opuścił adwentową imprezę w odcinanym w talii, rozkloszowanym płaszczyku mojej przyjaciółki. Rękawy tego eleganckiego okrycia sięgały mu do łokcia. Poza tym płaszcz był łudząco podobny, bo przecież też czarny!
Pomyłka wyszła na jaw następnego dnia przy śniadaniu, kiedy H. pochwalił mój nowy płaszcz (jak to jaki - ten, który wisi w przedpokoju!).


wtorek, 9 grudnia 2014

Rum pum pum pum

Świąteczny biało-czerwony sznurek plącze się po kuchennym stole i wokół fotela, odklejam z podłogi kawałki taśmy klejącej, grudniowe dni pędzą jak szalone - czują, że meta już blisko. Wieczory, które zaczynają się właściwie o czternastej, zamiast dłużyć się i ciągnąć w nieskończoność, mijają jeszcze szybciej. W dziecięcym łóżeczku rywalizujemy z Jasiem, kto uśnie ostatni i zazwyczaj ja przegrywam.
Kolejne, już ostatnie, kartki handmade lądują w kopertach, mogłoby się wydawać, że nie wyjmujemy kolorowych papierów i nożyczek z rąk. W pewnym sensie tak właśnie jest - ledwo odłożymy, chwytamy znowu.
Wszystko w marszowym tempie.
Rum pum pum pum. 




The Little Drummer Boy - Johnny Cash










Rękawice wyszły takie bardziej bokserskie.


niedziela, 7 grudnia 2014

Domowe szlaki komunikacyjne

Rozstrząsanie kwestii, którędy właściwie do naszego domu wchodzi Święty Mikołaj, nie ma końca. Komin i dalej przewody wentylacyjne? Ale jakim sposobem udaje mu się przecisnąć przez tę małą przykurzoną kratkę nad lodówką? Nawet jeśli jest ponadprzeciętnie chudy, to przecież ciągnie za sobą wielki worek z prezentami. Więc może raczej okno w sypialni? 
Tymczasem, za nic mając niestandardowe szlaki komunikacyjne, zwyczajnie drzwiami przyszedł do nas kurier z kolorowymi tuszami i pudełkiem stempli. Podejrzewam zresztą, że Mikołaj tylko na Boże Narodzenie zapuszcza brodę i przywdziewa odświętny czerwony mundur, a przez resztę roku roznosi prezenty w skromnym brązowym uniformie i czapce z daszkiem ze złotymi literami UPS.
Przez resztę dnia chłopaki w dużym skupieniu wycinali, kleili i stemplowali kartki świąteczne dla babć. 
I dla Mikołaja, z dopisanym na marginesie zapewnieniem - byłem bardzo grzeczny. 


















wtorek, 2 grudnia 2014

Renifery tu były

Wieczorem, oprócz listów do Świętego Mikołaja, chłopcy zostawili na parapecie MARFETKI dla reniferów. I wiecie co? Kiedy wszyscy spali, Mikołaj zabrał listy, a renifery obgryzły marfetki i zostawiły odciski kopyt! Teraz wiem, do czego H. był potrzebny ziemniak. Radość dzieci po przebudzeniu nieprawdopodobna! 
Zadanie dla chłopaków na dziś to wizyta u fryzjera. Idziemy robić adwentowe porządki na głowach.










poniedziałek, 1 grudnia 2014

Co szyje krawiec

Elfy zawiesiły nad łóżkiem adwentowy kalendarz, chwilę później po cukrowych laskach zostały tylko puste kieszonki i lepkie palce. W tajemniczy sposób zniknęła nawet biało-czerwona laska sprzed kilku lat.
Jest też pierwsze zadanie - pisanie listów do Świętego Mikołaja.
Ni stąd ni zowąd zrobiło się całkiem świątecznie. Choć to jeszcze ponad trzy tygodnie! Zawiesiliśmy światełka choinkowe, w tle nam gra Nina Simone, kroję plastry pomarańczy i wrzucam garść goździków do grzanego wina. Trochę za dużo miodu, ale kto by liczył kalorie w taki ziąb.
H. tymczasem wysłałam po marchewki dla reniferów. Wrócił z tajemniczą miną i jednym ziemniakiem.
Dla podkręcenia świątecznej atmosfery zapraszam tu.

I jeszcze taka rozmowa z mniejszym elfem:
- Co szyje szewc?
- Nie wiem.
- Szewc szyje buty. A wiesz, co szyje krawiec?
- Wiem! Krawaty.



poniedziałek, 24 listopada 2014

Kazimierz

Październikowy weekend z dziewczynami i dzieciakami. Zdecydowanie zbyt krótki!
Droga do Kazimierza prowadziła czerwonymi i żółtymi tunelami z drzew, przez okno wpadały ostatnie ciepłe promienie jesiennego słońca, nastawiłam stację z muzyką filmową i nawet nie zauważyłam, kiedy po prawej stronie szosy pojawiła się Wisła, a po lewej znajome spichlerze i budynki z szarego wapienia zwieńczone fantazyjnymi attykami.
Dalej to już czas galopował - wspinaczka na Górę Trzech Krzyży, spacer bulwarem wdłuż Wisły i ulicą Krakowską, na rynku obowiązkowe wróżenie z ręki u Cyganki (- Pani to taka nasza!), obiad u Fryzjera (to już nie ta sama restauracja, co kiedyś...), kawa. I kolejna. Ale przede wszystkim niekończące się rozmowy. Jak to z dziewczynami.












































Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...