poniedziałek, 28 października 2013

Niedoszłe wykopaliska

Odkąd dwa miesiące temu rozpoczęliśmy sezon przedszkolny, ciągle ktoś kaszle, ktoś pociąga nosem albo ma temperaturę. 
Właściwie dopiero teraz, choć jeszcze na antybiotyku, wybraliśmy się na pierwszy w tym roku porządny szeleszczący spacer.
Nawdychaliśmy się jesieni. Ale wciąż nie do syta!
Chłopaki ganiali wrony i wiewiórki, zrobili bukiet z żółtych liści i mieli szczery zamiar wykopać kilka szkieletów na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich, lecz na szczęście zrobiło się zbyt późno.
Wyprawę zakończyliśmy w ulubionej kawiarence kawą i ciastem śliwkowym. Wszak niewiele jest rzeczy smaczniejszych niż solidnie nasiąknięte owocami kruche ciasto.










mała Ania



czwartek, 10 października 2013

Portofino, bez piosenki

Tamten sierpniowy dzień zaczął się nie najlepiej, bo od choroby lokomocyjnej Jasia, na którejś z kolei górskiej serpentynie. Kiedy już udało mi się uporać z wyczyszczeniem pożyczonego fotelika (choć kawałki szynki jeszcze przez kilka następnych dni znajdowałam w najbardziej nieoczekiwanych miejscach) zrobiło się tak późno, że zmuszeni byliśmy porzucić wszystkie dotychczasowe plany i zatrzymać się w najbliższym miasteczku.
Z najbliższego miasteczka powędrowaliśmy na najbliższą plażę, która okazała się najfajniejsza z całego wyjazdu. Może dlatego, że po południu nie było już tak upalnie. A może za sprawą tego, że elegancja pobliskiego Portofino zdawała się udzielać nawet żywiołom - wiatr przynosił zapach mandarynek, woda przybrała wytworny odcień błękitu, biało pręgowane kamienie, preferujące najwyraźniej styl marynarski, mieniły  się w dogasającym słońcu.
Między przybrzeżnymi skałkami migały pasiaste kąpielówki chłopców, a od czasu do czasu na horyzoncie pojawiał się żółty kajak, którym każdy chciał pływać pierwszy.





wtorek, 8 października 2013

Portofino, z piosenką














dla wszystkich dziewczyn w Portofino 
wystarczy w samochodach miejsc

Ale dziewczyny, nie pchajcie się tak do tych samochodów, bo drogi w okolicach Portofino wąskie i kręte, a wolnych miejsc parkingowych jak na lekarstwo!
Daleko lepiej przypłynąć do Portofino jachtem, albo przyjechać pociągiem.

i każda będzie mieć na kino

Na kino też bym się raczej nie nastawiała. Portofino jest niewielkie, najbliższy duży ekran prawdopodobnie w La Spezii.

Na jesienne wieczory odpowiedniejsze będzie wykonanie Magdy Umer, dla mnie nieskończenie smutniejsze (po części za sprawą głosu Umer, po części przez narrację w trzeciej osobie).
Groniec śpiewa o dziewiętnastolatce, która przeżyła rozczarowanie, ale ma przed sobą jeszcze całe życie, życie dziewczyny z piosenki Umer się skończyło.


środa, 2 października 2013

Michaś sprzedaje nasze mieszkanie

Czas spojrzeć prawdzie w oczy - kawalerskie mieszkanie H. już dawno stało się za małe dla naszej czwórki i pora zamienić je na coś większego. Z ogromnym żalem i niemałymi oporami daliśmy w internecie ogłoszenie o sprzedaży. 
Jeszcze tego samego dnia odebrałam około czterdziestu telefonów od agentów nieruchomości, najwyraźniej zastrzeżenie "agencjom dziękujemy" tylko ich rozochociło. Trening zdziałał cuda - mniej więcej po piętnastym telefonie nauczyłam się jak być miłą i stanowczą jednocześnie. Dla porównania: przy drugim telefonie zgodziłam się na wszystko, co mi zaproponowano, przy trzecim prawie się popłakałam, a przy czwartym zaczęłam krzyczeć i rzuciłam słuchawką (inna sprawa, że akurat myłam głowę, więc byłam bardziej poirytowana).
Niestety nie od razu przyszło mi do głowy, że skoro dałam ogłoszenie, to przez najbliższe pół roku, bo tyle średnio trwa sprzedaż mieszkania, będę musiała mieć zawsze czysto. Wobec czego, kiedy zadzwonił pan gotowy wpaść na oglądanie za pół godziny, wpadłam w panikę. Gorączkowo zabrałam się do usuwania suszących się w przedpokoju ubrań, a kiedy po dwudziestu minutach zadzwonił domofon, byłam właśnie w połowie szorowania kafelków w łazience. I choć przez całą drogę z łazienki do drzwi podbiegając wycierałam mokrą rękę w dżinsy tak mocno, że prawie zrobiłam w nich dziurę i tak podałam panu wilgotną dłoń, a to zgodnie z moim prywatnym systemem znaków nie wróżyło niczego dobrego.
Całą dalszą robotę wykonał za mnie Michaś - oprowadził pana po mieszkaniu, pokazał zakamarki i detale ze szczególnym uwzględnieniem poduszek, zabawek i kosza na brudne ubrania.
Wcześniej, gdy ja byłam zajęta sprzątaniem, mój starszy syn przezornie przykleił taśmą klejącą do drzwi wejściowych liczne karteczki z zakazami: zakaz wnoszenia myszy i szczurów, a także zakaz wstępu krowom i koniom. Pewnie na wypadek, gdyby pan przyprowadził ze sobą krowę, albo usiłował wjechać do mieszkania konno.
W którymś momencie Michaś chyba uznał, że zakup naszego mieszkania przez pana jest już przesądzony, wobec czego interesuje nas kwestia nie "czy", ale "kiedy" do transakcji dojdzie. Aby zdjąć ze mnie ciężar negocjacji chłopiec bez mrugnięcia poinformował naszego gościa, że jeśli chodzi o niego, Michasia, to jest gotowy wyprowadzić się w każdej chwili, choćby natychmiast.
Na koniec poczęstował pana czerstwą kajzerką, a gdy ten z niejasnych powodów odmówił, Michaś sam począł zjadać bułkę z głośnym chrupaniem i malującym się na twarzy wyrazem ekstazy, dając do zrozumienia, że czerstwe kajzerki to w tym domu największy przysmak.
Byliśmy bardzo zawiedzeni, że w końcu pan naszego mieszkania nie kupił. Bądź co bądź na wysoki standard lokalu ma wpływ nie tylko rodzaj materiałów użytych do jego wykończenia, ale także, a może zwłaszcza to, co można w nim zjeść.










Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...