czwartek, 10 października 2013

Portofino, bez piosenki

Tamten sierpniowy dzień zaczął się nie najlepiej, bo od choroby lokomocyjnej Jasia, na którejś z kolei górskiej serpentynie. Kiedy już udało mi się uporać z wyczyszczeniem pożyczonego fotelika (choć kawałki szynki jeszcze przez kilka następnych dni znajdowałam w najbardziej nieoczekiwanych miejscach) zrobiło się tak późno, że zmuszeni byliśmy porzucić wszystkie dotychczasowe plany i zatrzymać się w najbliższym miasteczku.
Z najbliższego miasteczka powędrowaliśmy na najbliższą plażę, która okazała się najfajniejsza z całego wyjazdu. Może dlatego, że po południu nie było już tak upalnie. A może za sprawą tego, że elegancja pobliskiego Portofino zdawała się udzielać nawet żywiołom - wiatr przynosił zapach mandarynek, woda przybrała wytworny odcień błękitu, biało pręgowane kamienie, preferujące najwyraźniej styl marynarski, mieniły  się w dogasającym słońcu.
Między przybrzeżnymi skałkami migały pasiaste kąpielówki chłopców, a od czasu do czasu na horyzoncie pojawiał się żółty kajak, którym każdy chciał pływać pierwszy.





10 komentarzy:

  1. Świetne wakacyjne kadry,,,, aż poczułam ten beztroski letni czas :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się spodobały te dwa posty, jeden po drugim, z przecinkami, zez i bez :) Zawsze zresztą lubię Twoje posty, Twój styl pisania - tylko marna ze mnie jednostka komentująca, niestety, bo zazwyczaj czytam na telefonie, a na telefonie nie cierpię pisać! Zaprawdę, jeśli obsmażę się kiedyś w piekle, to pewnikiem podczas smażenia będę musiała pisać opowiadania na telefonie :)
    Kończy się nam pod koniec listopada umowa wynajmu naszego obecnego mieszkania, w związku z czym zawitał dziś w naszych progach, z niewiadomych właściwie przyczyn, pan-z-agencji. W związku z czym ja latałam cały ranek ze szmatą i z odkurzaczem. Obcy człowiek w domu, błysk musi być, w innym razie moja babcia w grobie by się pewnikiem przewracała. I tak sobie przypomniałam podczas tego sprzątania Twój post o sprzedawaniu mieszkania :) Nasze mieszkanie wkrótce zaczną nawiedzać ewentualni wynajmujący - i w naszym przypadku teoretycznie powinno nam na niczym zależeć, a jednak wiem, że widmo babci zmusi mnie do każdorazowego sprzątania :)
    Oddalam się zatem z tą myślą - i z pozdrowieniami! - kontynuować poszukiwania nowego lokum (stąd dziś włączony komputer). M. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. * na niczym nie zależeć! - mózg mi się przemęczył nadmiarem wrażeń przy oglądaniu ludzkich koncepcji na urządzanie mieszkań :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boskie kamienie!
    Ile wzięłaś do domu?:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapachniało latem! I nawet mi - miłośniczce jesieni troszkę się za nim zatęskniło ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo zawsze najfajniej się kończą te wyprawy nieplanowane, te przypadkowe, zrodzone z potrzeby chwili czy spontanicznego wewnętrznego impulsu.
    Piękne zdjęcia. Jak zwykle.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rewelacyjnie oddajesz klimat wrażeń, aż można się zapomnieć że lato minęło...
    Serdeczności ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super kadry :) ..wspomnienie lata !

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaiste sama elegancja :)
    Powakacyjna nostalgia mnie ogarnęła, kiedy obejrzałam te piękne kadry... ach, do kolejnych wakacji już tylko rok!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...