środa, 2 października 2013

Michaś sprzedaje nasze mieszkanie

Czas spojrzeć prawdzie w oczy - kawalerskie mieszkanie H. już dawno stało się za małe dla naszej czwórki i pora zamienić je na coś większego. Z ogromnym żalem i niemałymi oporami daliśmy w internecie ogłoszenie o sprzedaży. 
Jeszcze tego samego dnia odebrałam około czterdziestu telefonów od agentów nieruchomości, najwyraźniej zastrzeżenie "agencjom dziękujemy" tylko ich rozochociło. Trening zdziałał cuda - mniej więcej po piętnastym telefonie nauczyłam się jak być miłą i stanowczą jednocześnie. Dla porównania: przy drugim telefonie zgodziłam się na wszystko, co mi zaproponowano, przy trzecim prawie się popłakałam, a przy czwartym zaczęłam krzyczeć i rzuciłam słuchawką (inna sprawa, że akurat myłam głowę, więc byłam bardziej poirytowana).
Niestety nie od razu przyszło mi do głowy, że skoro dałam ogłoszenie, to przez najbliższe pół roku, bo tyle średnio trwa sprzedaż mieszkania, będę musiała mieć zawsze czysto. Wobec czego, kiedy zadzwonił pan gotowy wpaść na oglądanie za pół godziny, wpadłam w panikę. Gorączkowo zabrałam się do usuwania suszących się w przedpokoju ubrań, a kiedy po dwudziestu minutach zadzwonił domofon, byłam właśnie w połowie szorowania kafelków w łazience. I choć przez całą drogę z łazienki do drzwi podbiegając wycierałam mokrą rękę w dżinsy tak mocno, że prawie zrobiłam w nich dziurę i tak podałam panu wilgotną dłoń, a to zgodnie z moim prywatnym systemem znaków nie wróżyło niczego dobrego.
Całą dalszą robotę wykonał za mnie Michaś - oprowadził pana po mieszkaniu, pokazał zakamarki i detale ze szczególnym uwzględnieniem poduszek, zabawek i kosza na brudne ubrania.
Wcześniej, gdy ja byłam zajęta sprzątaniem, mój starszy syn przezornie przykleił taśmą klejącą do drzwi wejściowych liczne karteczki z zakazami: zakaz wnoszenia myszy i szczurów, a także zakaz wstępu krowom i koniom. Pewnie na wypadek, gdyby pan przyprowadził ze sobą krowę, albo usiłował wjechać do mieszkania konno.
W którymś momencie Michaś chyba uznał, że zakup naszego mieszkania przez pana jest już przesądzony, wobec czego interesuje nas kwestia nie "czy", ale "kiedy" do transakcji dojdzie. Aby zdjąć ze mnie ciężar negocjacji chłopiec bez mrugnięcia poinformował naszego gościa, że jeśli chodzi o niego, Michasia, to jest gotowy wyprowadzić się w każdej chwili, choćby natychmiast.
Na koniec poczęstował pana czerstwą kajzerką, a gdy ten z niejasnych powodów odmówił, Michaś sam począł zjadać bułkę z głośnym chrupaniem i malującym się na twarzy wyrazem ekstazy, dając do zrozumienia, że czerstwe kajzerki to w tym domu największy przysmak.
Byliśmy bardzo zawiedzeni, że w końcu pan naszego mieszkania nie kupił. Bądź co bądź na wysoki standard lokalu ma wpływ nie tylko rodzaj materiałów użytych do jego wykończenia, ale także, a może zwłaszcza to, co można w nim zjeść.










16 komentarzy:

  1. :):):) ja bym chyba się umawiała na oglądanie raz w tygodniu po sobotnim sprzątaniu, szybkiej i satysfakcjonującej sprzedaży życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak będę robić.
      I bez chłopaków w domu, bo oni szybciej bałaganią niż ja sprzątam :)

      Usuń
  2. Od marca do czerwca zeszłego roku sprzedawaliśmy mieszkanie. Z każdą wizytą oglądających nasz zapał i uprzejmość gasły. Kiedy zgasły całkowicie, w 3 miesiącu sprzątania i poddawania się krytyce różnym zwiedzającym Heńkom,kolejnym oglądającym powiedzieliśmy że już musimy wychodzić, bo budowlańcy na budowie czekają i nie mamy czasu - a oni że kupują... Metodą aby żyć w miarę normalnie podczas takiej akcji jest umawiąć wszystkich na jeden dzień tygodnia, co 15 minut, wtedy sprzątać, wynosić wszystkie osobiste gadżety typu suszarka, deska do prasowania, nocnik, na balkon i zacisnąć zęby. Uwielbiałam Panów wytykających mi osad na baterii w łazience.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie, że udało Wam się sprzedać w niecałe 3 miesiące :)

      Usuń
  3. W sumie dobrze, że pan mieszkania nie kupił. W końcu facet, który nie lubi czerstwych kajzerek nie może być fajny, a w konsekwencji (jestem pewna) nie zająłby się dobrze Waszym mieszkaniem (nudziarz jakiś:-P).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale przynajmniej nie krytykował :) i nie opowiadał, które ściany zburzy :)
      pan był zresztą bardzo sympatyczny, oby wszyscy oglądający byli tacy

      Usuń
    2. Ukłony więc dla Pana, zbyt pochopnie przeze mnie osądzonego :-).

      P.S. Bardzo polubiłam Twój blog.

      Usuń
  4. :) umarłam ze śmiechu:))) to gotowy scenariusz na dobrą komedię:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ależ te twoje chłopaki wyrosły?!?!?!?!


    PS "krem z czerwonych burków"?

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że Pan nie przyjechał konno. W sumie i tak zgodnie z zakazem by nie wszedł do mieszkania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie to nie wiem, może zostawił konia gdzieś dalej ;)

      Usuń
  7. Gdyby przyjechał konno to kajzerkę zabrałby dla konia, może ten zakaz wejścia koniom go tak zdezorientował?
    Powodzenia, bo wiem że to nie takie od ręki, no chyba ze traf!
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. cudni bracia :) pięknie u Ciebie, z chęcią będę wpadać :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Oplułam ekran :) Powodzenia życzę :)

    P.S. jestem dawną Gosią Maik, tylko z nowego adresu bloga przychodzę :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...