piątek, 16 listopada 2012

Nad dachami Paryża

Powoli traciłam nadzieję, że w ogóle uda mi się te paryskie dachy zobaczyć. Zamiast spodziewanych ostrości i przejrzystości - mglistość i dżdżystość.
Paryż spóźniał się na spotkanie i, jak każda wielka gwiazda, kazał na siebie czekać.





Na szczęście niebawem miasto zrzuciło woal deszczu i mgły bezwstydnie ujawniając cały przepych srebrnych kalenic, ozdobnych kopuł i cynkowych mansard. Na nieruchomym morzu wszelkich odcieni srebra i szarości gdzieniegdzie wznosiły się samotne, czerwonawe wyspy drobnych łupkowych dachówek. Z odbijających październikowe światło dachów wystawały krótkie, przywodzące na myśl zardzewiałe rury wydechowe, kominy.
Tam w dole szumiało miasto - po gwiaździstych placach pędziły samochody, na podwórzach hałasowały dzieci, o chodniki stukały obcasy. Pajęczą siecią podziemnych tuneli przemykało metro.
Tylko w górze, ponad dachami - cisza zupełna.














wtorek, 13 listopada 2012

Saska Kępa. Hon?

Jedno z naszych ulubionych miejsc na Saskiej Kępie. Lubimy tam zaglądać porą późnojesienną, kiedy na spacery, piaskownicę i tym podobne szaleństwa już za zimno. Zamawiamy wodę z miodem, imbirem i cytryną albo gorącą czekoladę. A w ubiegłą niedzielę, po teatrze, nawet naleśniki ze szpinakiem okazały się zjadliwe!
Podczas gdy H. ofiarnie bawił się z dziećmi w sali obok, my siedzieliśmy na uszytych z worków po kawie materacach i zaplanowaliśmy kalendarz spotkań chyba do końca roku. Wiemy już, gdzie będzie  andrzejkowe lanie wosku, gdzie malowanie twarzy i u kogo upieczemy świąteczne pierniki. Tylko z wyjazdu w góry na Święta i z Wigilii w gronie przyjaciół, niczym w teledysku do Last Christmas, jak zwykle nic nie wyszłoBo jednak Święta bez cioć, babć i dziadków są jakieś takie, bo ja wiem? Mniej ciepłe? Samolubne trochę?

W ręku Jasia tradycyjnie słoń. Wymawiany koniecznie pytająco i przez krtaniowe h: - Hon?























czwartek, 8 listopada 2012

King of Mushrooms i upadająca szafa

Przez pewien czas w bieszczadzkim pensjonacie byliśmy jedynymi gośćmi. Początkowo przy śniadaniach i kolacjach w dużej pustej jadalni towarzyszyła nam para Chińczyków uwielbiających całodzienne piesze wycieczki. Pewnego wieczoru wrócili do pensjonatu z malującym się na twarzach wyrazem zmęczenia, ale także szczególnej dumy i przejęcia. Wyraźnie podekscytowani, wciąż jeszcze lekko dysząc, zwierzali się właścicielowi, że oto w czasie wędrówki znaleźli wyjątkowo okazałego   grzyba. "It is King of Mushrooms!" relacjonowali z przejęciem "We found the King of Mushrooms!!!". Z opisu i gestykulacji wynikało, że grzyb ma rozmiary co najmniej stolika do kawy. Właściciel z życzliwym zainteresowaniem przysłuchiwał się dalszej relacji, nas zaś przeszyło ukłucie niepokoju, gdy okazało się, że ów dorodny okaz posiada czerwony kapelusz upstrzony białymi cętkami. Właściciel w pełni podzielał zachwyt fortunnych grzybiarzy, a nawet zdawał się dawać, przynajmniej niewerbalnie, do zrozumienia, że sam chciałby być na ich miejscu i że faktycznie mieli wprost niezwykłe szczęście.  Dzierżąc Króla Grzybów w wyciągniętych dłoniach niczym Graala, z wielkim namaszczeniem małżonkowie udali się w stronę kuchni.  
Więcej ich już nie widzieliśmy.

Pobyt w pensjonacie obfitował zresztą w niebezpieczne sytuacje. W kącie naszego pokoju stała duża sosnowa szafa, która oprócz pojemnej jamy z półkami i drążkiem, posiadała również dwie przepastne szuflady. Zdaniem chłopców, znacznie lepiej niż do innych celów, szafa nadawała się do zabawy w chowanego.
Leżałam już w łóżku, kiedy Jaś usiłował zwinąć się w precel i zapakować do szuflady, a Michaś stał obok z zainteresowaniem przyglądając się tym poczynaniom. Nagle – o zgrozo! – szafa nie wytrzymała przeciążenia i runęła prosto na Michasia. Chłopiec zamknął oczy i zasłonił się rękami, czekając na to, co się stanie. Na szczęście H. był w pobliżu, wykonał błyskawiczny skok, którego mógłby mu pozazdrościć nawet szykujący się do ataku lampart i zdążył lecącą już na łeb, na szyję szafę zatrzymać.
Michaś otworzył oczy. Przyjrzał się z uwagą swoim rękom. Potem spojrzał na tatę:
- Uff.  Dobrze, że zatrzymałem tę szafę i uratowałem Jasia, prawda?



















poniedziałek, 5 listopada 2012

Będą mi się śnić pająki!

- Będą mi się śnić pająki! - któregoś wieczora, leżąc już w łóżku, Michaś oznajmia zaskoczonemu tacie.
- A ty nie lubisz, jak ci się śnią pająki?
- Nie, bo one są ogromne i straszne.
- Pająki wcale nie są wielkie, są znacznie mniejsze od ciebie! Wcale nie są też straszne. Najlepiej pomyśl sobie, Michałku, o czymś przyjemnym, żeby to coś przyjemnego ci się przyśniło, a nie pająki - zachęca tata.
- Dobrze - zamyśla się Michaś. I już spokojniej: - pomyślę o muszlach, to będą mi się śniły muszle...
- Świetny pomysł, niech ci się przyśni miły sen o muszlach - tata wzdycha z wyraźną ulgą.
- ... z pająkami! - dodaje cieniutki głosik po chwili milczenia.

Halloweenowy teatrzyk cieni, którego bohaterami były dinozaury oraz królewna Małgosia z jakiegoś powodu po zamążpójściu zmieniająca się w Babę Jagę. 
Gdybym wcześniej wiedziała, że w tym roku Halloween będzie się u nas cieszył taką popularnością, gdybym wiedziała, że co chwila do naszych drzwi będą pukać upiornie przebrane bandy z okrzykiem "cukierek albo psikus!", zawczasu zaopatrzyłabym dom w większą ilość słodyczy!

Dobranoc! Żeby Wam się przyśniły muszle bez pająków!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...