czwartek, 29 marca 2012

Powroty taty

Kiedy rano wchodzę do łazienki, zastaję tam H. spryskującego się wodą toaletową.
- To wieczorowy zapach, nie za ciężki do pracy?
- Stosowny do sytuacji. Przecież siedzę w pracy głównie wieczorami.
I to jest prawda. H. wraca z pracy późno. Zbyt późno. Gdyby nasze dzieci chodziły spać o godzinie, o jakiej spać powinny chodzić dzieci, widywałyby tatę tylko w weekendy.
Ostatnio tata wrócił z pracy tak zmęczony, że kiedy sadzał Michała na sedesie, zapomniał położyć dziecięcą deskę i zorientował się dopiero wtedy, gdy połowa chłopca zniknęła w muszli, a druga połowa zaczęła krzyczeć: - Tata gapa!
Innym razem H. przez pomyłkę położył Jasia spać bez pieluchy, w samych spodniach od piżamy i dzięki temu okazało się, że Jaś już nie sika w nocy.
Ale rano owszem!
Gdzieś tak od dziewiętnastej, dwudziestej zaczynam wydzwaniać i zachęcać do powrotu do domu. Czasem zdecydowanie zbyt stanowcze i zbyt wykrzyczane te moje zachęty. Ale mam wrażenie, że gdybym nie zadzwoniła, H. całkowicie by się w swojej pracy zatracił i zapomniał wrócić. 

Wielkanocny świecznik z recyklingu

wtorek, 27 marca 2012

Gimnastyka

Ponieważ zima nadwątliła moją, i tak już wątłą, kondycję fizyczną, postanowiłam wiosną trochę ją podreperować. Reperuję ja, ale w porannych ćwiczeniach uczestniczą wszyscy. Kiedy układam na podłodze matę do ćwiczeń, Jaś - przekonany, że to legowisko dla niego - natychmiast przybiega i wygodnie się na niej układa. O żadnym przesunięciu się nawet nie ma mowy, zazwyczaj ćwiczę więc obok niego na podłodze. Młody człowiek zgadza się opuścić swoją matę dopiero wtedy, gdy uzna, że na moim brzuchu będzie mu jeszcze wygodniej. A dochodzi do tego wniosku zawsze w chwili, kiedy właśnie kończę serię brzuszków.
Jeśli z jakiegoś powodu Jaś nie ma ochoty wskoczyć mi na brzuch podczas brzuszków, to z całą pewnością będzie miał ochotę mnie pocieszyć podczas nożyc, jest bowiem dzieckiem o dobrym charakterze i wrażliwym sercu. Widząc grymas cierpienia na twarzy mamy wykonującej nożyce już drugą minutę, Jaś przybiega się przytulić, pocałować i - o ile zasób słów na to pozwoli - zapewnić, że wszystko będzie dobrze. I faktycznie, po chwili mama się rozpogadza i przechodzi do kolejnego ćwiczenia, które podobno sprawia, że pośladki zmieniają się w czystą stal, a którego częścią jest robienie wypadu do przodu z ciężarkami - w moim przypadku zastąpionymi słownikami - i przyklękanie na jedno kolano.
Tu chłopcy przechodzą samych siebie. Krztusząc się ze śmiechu przebiegają tuż przed moim nosem między jednym, a drugim wypadem do przodu. Domyślam się, że przegrywa ten, kto pierwszy zostanie zmiażdżony.
Po skończonej gimnastyce każdy pije swoją wodę, obowiązkowo z butelki z dzióbkiem. Bo przecież zmęczyli się wszyscy.

Zdjęcia z niedzielnego spaceru. Murki - zaliczone.












poniedziałek, 19 marca 2012

Gnijące dywaniki i plany, plany

Cztery dni przed czasem przyszła wiosna. Wygląda na to, że nie wpadła tylko z weekendową wizytą, ale ma zamiar zostać na dłużej.  Podwórko w mgnieniu oka wypełniło się dziećmi, tymi samymi co w zeszłym roku, choć o rok starszymi. Te, które jesienią nie umiały chodzić, teraz biegają.
Razem z dziećmi na podwórku pojawiła się cała menażeria - królik, chomik i kot, który rozmiarami i ufutrzeniem bardziej przypominał tygrysa. 
Przyszła pora na wiosenne porządki. Postanowiłam gruntownie opróżnić komórkę lokatorską i wyrzucić wszystkie rzeczy, których nie używaliśmy przez ostatnie dwa lata. Stare zabawki. Stare meble. Nielubiane ubrania. Filmy, których nie mam zamiaru oglądać po raz drugi. Co do nietrafionych prezentów, to jeszcze się zastanowię. Do pustej komórki przeniosę szafę z przedpokoju wraz z całą obecną zawartością. W miejsce starej, ciemnej szafy wstawię nową, białą, a w niej tylko kilka wiosennych płaszczy. Chciałabym też powiesić nowe lustro. Nowe, ale jednak stare. Przy odrobinie szczęścia może uda mi się upolować takie zasnute mgłą, z ciemnymi plamami w narożnikach. W którym nie widać siwych włosów.
Muszę zmienić opony na wiosnowe.
I perfumy. Swego czasu uwielbiałam Escape Calvina Kleina, w których pobrzmiewa nuta zgniłych wodorostów. Zlana tymiż perfumami, jechałam kiedyś samochodem znajomego. Znajomy krzywił się, kręcił nosem, a na koniec przeprosił mnie za ten zapach tłumacząc, że chyba mu dywaniki gniją.
Zaplanowałam wakacje, chyba pierwszy raz w życiu z takim wyprzedzeniem. Kupiłam bilety i zarezerwowałam hotel. W tym roku nie będziemy czekać do października, jedziemy w czerwcu. 
Chociaż właściwie, w październiku też. Ktoś zna jakiś miły pensjonat w Bieszczadach?  



środa, 7 marca 2012

Łazienkowe rozmyślania

W niektórych domach szczere rozmowy najczęściej przeprowadza się w sypialni. W innych, do najintymniejszych zwierzeń dochodzi zazwyczaj w kuchni. W naszym domu rolę gabinetu terapeutycznego pełni łazienka, a rolę kozetki - sedes. Usytuowana naprzeciw regałów z książkami niewielka umywalnia, to zdecydowanie więcej niż tylko miejsce, w którym zaspokaja się podstawowe potrzeby ciała. 
Michasiowi niezwykle rzadko zdarza się udać do tego pomieszczenia bez książki lub gazetki motoryzacyjnej w ręku. I to własnie tu padają najważniejsze pytania.
Mamo, skąd się biorą dzieci? Babciu, dlaczego masz dwa brzuchy?
I odrobinę bardziej surrealistyczne.
Kiedy przestanę mieć ślinę w buzi? Bo przecież dorośli nie mają śliny na języku, tylko dzieci.
Ależ dorośli też mają!
Mamo, żartujesz, prawda?
Niekiedy Michaś tylko cichutko siedzi i rozmyśla. Porozmawiamy jak skończę. W zależności od aktualnie panującej pory roku, zmieniają się też tematy michasiowych kontemplacji.                                                                 
Idzie wiosna. Kiedy pojedziemy zmienić opony na wiosnowe?
Siedzenie na sedesie jest czynnością zbyt poważną, żeby wycieczki do łazienki urządzać o dowolnej porze, kiedy tylko przyjdzie nam ochota. Chwila, w której zostanie podjęta decyzja o natychmiastowej ekskursji musi być szczególna i dobrana z nadzwyczajnym rozmysłem. Najlepiej taka, kiedy mama upora się już z najbardziej palącymi domowymi obowiązkami i weźmie do ręki książkę. Wtedy, gdzieś w okolicy drugiego zdania, do moich uszu dobiega głośne skandowanie: mi chce siusiu! Mi chce siusiu!
O ile wzięcie przeze mnie do ręki książki jest dla Michasia ledwie delikatnym, przypominającym odległe pianie koguta, sygnałem do ogłoszenia konieczności udania się do łazienki, o tyle włączenie komputera działa w tym wypadku jak syrena alarmowa. Na widok sadowiącej się przed komputerem mamy, w ułamku sekundy zachciewa się iść do łazienki, choćby się tam było chwilę temu. Nawet gdyby się nie chciało, to się chce. Już samo wyobrażenie matki przy komputerze wywołuje znajome pulsowanie pęcherza. A okrzyk 'mi chce siusiu!' sam ciśnie się na usta. Ba, nie jeden, nie dwa, ale cała chmara, rój cały, dziesięć, sto okrzyków! Okrzyki wylatują parami i trójkami, dopóki mama od komputera nie wstanie i na ratunek nie przybiegnie. Bo nie z gardła się te okrzyki wyrywają, ale z samego pęcherza, a kto wie, może nawet z duszy samej.
Rzecz jasna, nasza łazienka jest równie dobrym miejscem jak każde inne, żeby trochę pochuliganić. Niekiedy w okolicach okołosedesowych można zaobserwować rzadki okaz mumii przypominającej niedużego chłopca zawiniętego w kilka rolek papieru toaletowego (Jaś). Czasem jakiś chłopiec tak strasznie nie może się doczekać kąpieli w wannie wypełnionej pianą, że wskakuje do wody w ubraniu (też Jaś).

czwartek, 1 marca 2012

Od Babci

Dziękuję Babci Heni za udzierganie tych pięknych rękawiczek. 
I to w jeden wieczór zaledwie, bez gotowego wzoru, tylko na podstawie mojego opisu. 
Z bólem rozstałam się z nimi na czas snu. A i rano wstałam jakoś wcześniej.
U Babci Jadzi zamówiłam podobne w kolorze miętowym.
Ach, co ja bym zrobiła bez tych moich utalentowanych Babć!
Dzisiejszy deszczowy dzień wcale nie jest szary, tylko kolorowy.
Trochę turkusowy, dzięki rękawiczkom.
A trochę czerwony, bo wieczorem wino z Dziewczynami.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...