czwartek, 8 listopada 2012

King of Mushrooms i upadająca szafa

Przez pewien czas w bieszczadzkim pensjonacie byliśmy jedynymi gośćmi. Początkowo przy śniadaniach i kolacjach w dużej pustej jadalni towarzyszyła nam para Chińczyków uwielbiających całodzienne piesze wycieczki. Pewnego wieczoru wrócili do pensjonatu z malującym się na twarzach wyrazem zmęczenia, ale także szczególnej dumy i przejęcia. Wyraźnie podekscytowani, wciąż jeszcze lekko dysząc, zwierzali się właścicielowi, że oto w czasie wędrówki znaleźli wyjątkowo okazałego   grzyba. "It is King of Mushrooms!" relacjonowali z przejęciem "We found the King of Mushrooms!!!". Z opisu i gestykulacji wynikało, że grzyb ma rozmiary co najmniej stolika do kawy. Właściciel z życzliwym zainteresowaniem przysłuchiwał się dalszej relacji, nas zaś przeszyło ukłucie niepokoju, gdy okazało się, że ów dorodny okaz posiada czerwony kapelusz upstrzony białymi cętkami. Właściciel w pełni podzielał zachwyt fortunnych grzybiarzy, a nawet zdawał się dawać, przynajmniej niewerbalnie, do zrozumienia, że sam chciałby być na ich miejscu i że faktycznie mieli wprost niezwykłe szczęście.  Dzierżąc Króla Grzybów w wyciągniętych dłoniach niczym Graala, z wielkim namaszczeniem małżonkowie udali się w stronę kuchni.  
Więcej ich już nie widzieliśmy.

Pobyt w pensjonacie obfitował zresztą w niebezpieczne sytuacje. W kącie naszego pokoju stała duża sosnowa szafa, która oprócz pojemnej jamy z półkami i drążkiem, posiadała również dwie przepastne szuflady. Zdaniem chłopców, znacznie lepiej niż do innych celów, szafa nadawała się do zabawy w chowanego.
Leżałam już w łóżku, kiedy Jaś usiłował zwinąć się w precel i zapakować do szuflady, a Michaś stał obok z zainteresowaniem przyglądając się tym poczynaniom. Nagle – o zgrozo! – szafa nie wytrzymała przeciążenia i runęła prosto na Michasia. Chłopiec zamknął oczy i zasłonił się rękami, czekając na to, co się stanie. Na szczęście H. był w pobliżu, wykonał błyskawiczny skok, którego mógłby mu pozazdrościć nawet szykujący się do ataku lampart i zdążył lecącą już na łeb, na szyję szafę zatrzymać.
Michaś otworzył oczy. Przyjrzał się z uwagą swoim rękom. Potem spojrzał na tatę:
- Uff.  Dobrze, że zatrzymałem tę szafę i uratowałem Jasia, prawda?



















15 komentarzy:

  1. ufff Michasiu, to naprawdę wielkie szczęście, że udało Ci się Jasia uratować :):):)
    PS. zdjęcia jak zwykle bajeczne...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. żartownis mały:) i rozrabiaka;);). Na szczęście, Tata stał na straży:))
    zachwycam sie zdjęciami, są wspaniałe.

    Małgosiu, od początku jak odkryłam To miejsce, korciło mnie aby zapytać jakiego programu uzywasz do obróbki zdjęć?:)
    Jeśli to nie jest tajemnica oczywiście;))
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia. A podobny wypadek z szafą zdarzył się na naszych toskańskich wakacjach. Wtedy jednak stuletnia (a może nawet starsza) szafa z wielkim lustrem spadła na siedmiolatkę. Szczęściem w nieszczęściu było to, że miała otwarte drzwi i dziewczynka znalazła się na ich wysokości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Michaś to mały czarodziej:) i uratował brata, dzięki swoim tajemnym mocom:)też bym chciała cofnąć się w czasie, by trochę poczarowac, polatać na latającym dywanie, wykonac parę sztuczek za pomocą zaklęc czary-mary:)
    Dziękuję za kolejną, ciekawą historię:)
    ps. mam nadzieję, ze jednak Chińczcycy zasuszyli króla grzybów na pamiątkę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak ja lubię Was czytać! Mam nadzieję, że Chińczycy wyjechali o własnych siłach hihi ;-)
    Zdjęcia jak zwykle piękne.

    OdpowiedzUsuń
  6. najważniejsze to szybki refleks. dobrze, że historia z szafą zakończyła się tak jak się zakończyła. a widoki z wyjazdu cudne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Agnieszko, żadna to tajemnica :) Korzystam z Lightrooma i Photoscape'a, a czasem także z Photoshopa i Picasy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ewo, ale mam nadzieję, że dziewczynka nie odniosła żadnych poważniejszych obrażeń? Bo domyślam się, że stuletnie lustro nie wyszło z tego cało?

    OdpowiedzUsuń
  9. mroczny ten pensjonat;))
    uściski Małgosiu!
    J

    OdpowiedzUsuń
  10. :) albo macie na sumieniu gości zza chińskiego muru albo oni potrafią wszystko odpowiednio uzdrowić :), zdjęcia przepiękne, a co do refleksu to nie wiem czy to refleks czy instynkt rodzicielski czy tzw. Opatrzność, ważne że zadziałała :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak czytam o Twoich dzieciach to mam tylko jedno w głowie... MATKO BOSKA.

    OdpowiedzUsuń
  12. A że zdjęcia piękne to się samo przez się rozumie, ale na wszelki wypadek podkreślę - bieszczadzka magia działa!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziewczynka nie odniosła większych obrażeń na szczęście, ale najadła się strachu i przeniosła do innego pokoju na resztę wakacji. A lustro w kawałkach.

    OdpowiedzUsuń
  14. Piekne te zdjecia i zakochalam sie chyba we wszystkich ... :-) M

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...