wtorek, 9 października 2012

Na emeryckim szlaku

Uzbrojeni w kijek, ciupagę i nie do końca do chodzenia po górach odpowiednie buty, kroczymy żółtym szlakiem. „Szlakiem emeryckim”, jak się wyraził góral inkasujący opłaty parkingowe u podnóża masywu. H. najwyraźniej słów górala nie dosłyszał, bo przez całą drogę dopytuje się: - jak się nazywa ten szlak, ekspercki?
Przecież niemożliwe, żeby emerycki.
Wreszcie wyraża przypuszczenie, że nieformalana nazwa szlaku z pewnością pochodzi od łacińskiego emeritus, znaczącego tyle, co weteran; ten zaszczytny tytuł nadawany jest zasłużonym profesorom. Ścieżka, którą podążamy jest zatem przeznaczona dla najlepiej znających góry weteranów, którzy na szlaku niejedne zelówki zdarli i potrafią sobie poradzić nawet w najcięższych warunkach. H., mimo że obładowany, kroczy przeto dumnie i z wypiętą piersią, jakby na tej piersi nie Jaś wisiał, lecz moc orderów. Jakby nie górską ścieżką szedł, ale aleją zasłużonych, taką jak na Powązkach, tyle że dla żywych.

Podejrzewam, że H. mógł mieć rację. Wtaszczenie na samą górę i z powrotem Jasia, w dodatku Jasia momentami przysypiającego i stającego się wtedy ciężkim i niewygodnym niczym worek mąki, to nie są warunki komfortowe. Bez żadnych chust, nosideł i innych niegodnych emeritusa gadżetów.
Za to Michaś wszedł zupełnie sam i prawie zupełnie, choć już zdecydowanie mniej chętnie, sam zszedł. Zdopingowała go nowa ciupaga i perspektywa nagrody w postaci pieczątki w schronisku na szczycie.

Następnego dnia też się wspinaliśmy, bo to uzależnia - kiedy już raz pójdzie się w góry i zobaczy bieszczadzkie połoniny, to właściwie nie chce się już robić nic innego. Warunki były trudniejsze, bo trasa nie dość, że dłuższa i bardziej stroma, to jeszcze mokra i śliska. Jasia - podobnie jak poprzednio - trzeba było nieść, ale do tego doszły jeszcze kłopoty wychowawcze z Michasiem – na Bukowym Berdzie nie było schroniska, a co za tym idzie pieczątki w nagrodę, a ciupaga nie była już nowa, miała wszak dwa dni.
Dziś zdjęcia z pierwszej wędrówki, na Połoninę Wetlińską. Góry już zaczynają się czerwienić, choć wciąż dominuje zieleń. Za dwa, trzy tygodnie będzie jeszcze piękniej, kto jedzie? Słodka herbata nigdzie nie smakuje tak dobrze jak w schronisku.












Po powrocie Michaś chwalił się babci, że przez tę lornetkę wypatrzył niedźwiedzia. Hmm, no nie wiem.





19 komentarzy:

  1. hi, hi :), lubię Twoje poczucie humoru i cudowne migawki Waszych wojaży :), przypomniałaś mi jak w wieku 3 lat przeszłam 30 km, tylko dlatego, że zaraz miało być schronisko i picie - Wasz patent z pieczątką lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja byłam niestety kiedy było jeszcze zupełnie zielono :(
    Za to w tamtym roku było złoto i bardzo bardzo jesiennie.

    Piękne zdjęcia. Ostatnie - cud miód!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Twoje fotografie mam w pamięci - wielopiętrowe pasma gór, liście z kropelkami wody i stado owiec. Nie sposób zapomnieć :)

      Usuń
  3. Urzekające!! Miałem tu zajrzeć tylko na króciutką chwilę i w efekcie zostałem na bite 2 h. A praca w lesie...(tzn. moja, to nie jest początek żadnej refleksji o pracy leśników).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że przeszkodziłam w pracy. Chyba najwyższa pora przenieść stare wpisy do archiwum :)

      Usuń
  4. Piękne fotografie, zatęskniłam do gór...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero wróciłam, a też już tęsknię :)

      Usuń
  5. A wiesz, zawsze mnie wzruszają te zdjęcia z lornetką - takie właśnie: ojciec, syn, horyzont i lornetka - mamy dość podobną serię :) W górach i nad morzem... I bodaj na wiedeńskim Praterze, bośmy zaglądali, czy ktoś kogoś w wagoniku nie całuje? ;)

    Ej, w kaloszach w góry? Och, Małgosiu... Wstyd i hańba ;) a sklep z górskim ekwipunkiem całkiem niedaleko :)

    To co? Widzimy się jakoś?

    PS Kiedy zdjęcia mgły ujrzymy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My (podobno) przez tę lornetkę podglądaliśmy niedźwiedzie, ale się nie całowały, więc wasze widowisko daleko lepsze :)
      W kaloszach, w kaloszach, mokro było! No i szlak, bądź co bądź, emerycki. Na szczęście żadnych odcisków ani zwichnięć się nie nabawiliśmy. Następnym razem się poprawimy! To gdzie ten sklep? ;)
      Zdjęcia mgły pewnie jakoś niedługo, może jutro?
      Widzimy się koniecznie, zaraz piszę maila :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Taka wyprawa bardzo poprawia humor. Szkoda, że w Warszawie można się wspiąć najwyżej na Pałac Kultury :)

      Usuń
  7. Byłam tam przed dwoma tygodniami a nawet nie całkiem dwoma. Były już złote liście i czerwone i jagody na krzakach, u Ciebie trochę bardziej jesiennie. Oj wróciłabym tam natychmiast!

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne zdjęcia, jak zawsze z resztą :-)) Bardzo Wam zazdroszczę wyprawy, nam wciąż coś przeszkadza wybrać się w góry :-(
    Polecam Wam nosidło ze stelażem coby H. ręce nie odpadły ;-)) Wiem, że takie rzeczy można pożyczyć, nie trzeba od razu kupować :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozmarzyłam się. I znowu chcę w góry!
    Piękna relacja.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojjj... Ale boskie zdjęcia!!!
    Szczególnie, że byliśmy tam 3 lata temu i przywołałaś wspomnienia...
    Ach.. Ta ławeczka przy schronisku...
    I my byliśmy na dwa tygodnie. Dużo zobaczyliśmy, pamiętam, że też zwiedzaliśmy co nie co. O, np. szlakiem górskim, ale też po cerkwiach. I Przemyśl zwiedzaliśmy, i zamki w Krasiczynie i w Łańcucie.
    I na połoninie byliśmy. I mam też podobne zdjęcia. Ok, no podobne to one nie są niestaty, ale z tych samych miejsc.
    A tam mieliśmy przygodę.
    Było ładnie, słonecznie jak wchodziliśmy, a jak doszliśmy do schroniska zachmurzył osię. Jak weszliśmy na szczy to widzieliśmy taką chmurę, na wyciągniecie ręki, z której padało. Takiego czegoś jeszcze nie widziałam. Piękne. Na tle tych gór...
    No, a później...
    Tam, gdzie Michaś idzie po kamieniach, tam płynął wodospad - dosłownie. Taka byłą ulewa... I tu już było ok, ale jak schodziliśmy z samego szczytu to ześlizgiwaliśmy sie.
    Pozdrawiam!!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  11. piękne zdjęcia! byłam tam początkiem września, Mała Rawka, Wielka Rawka, Krzemieniec i totalna mgła dookoła ;) co prawda widoków nie zobaczyliśmy, ale czterogodzinny spacer po lesie to jest to! następny raz wybieram się w okolicach Wszystkich Świętych, a więc za 3 tygodnie, mam nadzieję, że będzie pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie bylam w gorach wiele lat a bardzo bym chciala. Mam nadzieje, ze kiedys przyjedziemy wszyscy razem i zaplanujemy gorska wyprawe takim wlasnie emeryckim szlakiem ... :-) Pozdrawiam. M

    OdpowiedzUsuń
  13. Ooo nasze dawne trasy:) Wcale nie emeryckie, protestuję! Studenckie:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...