wtorek, 14 sierpnia 2012

Tam gdzie mieszka słońce

 - Musicie pojechać do Ragusy - któregoś dnia kategorycznie stwierdziła nasza signora. 
Właścicielka naszego hotelu, jako jedna z nielicznych mieszkanek Sycylii mówiła po angielsku. Więcej! - nie tylko mówiła, ale również tego pięknego języka nauczała! Co, ma się rozumieć wcale nie oznacza, że udawało jej się po angielsku dokończyć każde rozpoczęte zdanie, bo udawało się rzadko. Ale w kwestii Ragusy właśnie początek okazał się kluczowy, reszty mogliśmy się śmiało domyślić zdając na intuicję. 
- Musicie pojechać do Ragusy, la città è la più agiata del mezzogiorno d'Italia, molto pittoresche. Bardzo piękna! 
Ponieważ po włosku nawet stek wyzwisk brzmi jak poezja i ponieważ signorze się nie odmawia, pojechaliśmy.


Ragusa to właściwie dwa miasta - stare i nowe - przyklejone do sąsiednich zboczy górskich i połączone czterema mostami. Pod mostami - przepaść bezdenna. Nie wiem dokładnie, jaka była wysokość filarów stanowiących podporę mostu, którym przejeżdżaliśmy, ale strach było prowadzić z otwartymi oczami. Zresztą mrugać też strach. Tym większa ulga, gdy w końcu zatrzymaliśmy się na parkingu w dolinie.
Widoki zapierały dech. Ale największych zaburzeń oddechowych doznaliśmy nie tyle na skutek oszałamiających widoków, ile w następstwie długotrwałej wspinaczki, bowiem całe nasze bycie w Ragusie śmiało można określić mianem jednego wielkiego pięcia się w górę. Najpierw parkingowym busem, potem po 333 schodach, które zaczynały się u stóp katedry San Giorgio, wreszcie krętymi uliczkami aż na przedmieścia nowej Ragusy, skąd roztaczał się wspaniały widok na panoramę starej Ragusa Ibla. Wdrapaliśmy się chyba tylko dzięki cudownej pomocy tej Św. Marii "od schodów", pod której wezwaniem był jeden z mijanych kościołów.

Na górze już tylko słońce i dachy, dachy. Tu i ówdzie nad dachami sterczy wieża kościoła. Gdzieś w dole plac zabaw, na którym rano huśtałam Jasia. Osobliwie, w odróżnieniu od ostatnich dni, na horyzoncie nie majaczyła Etna. Tylko rozległa, przetykana świetlną nitką zielona materia Doliny Noto.

5 komentarzy:

  1. Ale widok i to słońce, jestem ciekawa dalszych wrażeń i czy signora była za przewodnika :)?

    OdpowiedzUsuń
  2. "Ponieważ po włosku nawet stek wyzwisk brzmi jak poezja i ponieważ signorze się nie odmawia, pojechaliśmy." hahahhaha :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz racje, w jezyku wloskim nawet stek wyzwisk brzmi pieknie ... :-) Pozdrawiam serdecznie. M

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...