wtorek, 21 sierpnia 2012

Dziadek do kapsli

Knorps skosił - cóż z tego, że była niedziela - a kiedy Knorps kosi, ostatni w całej wsi, to nieodwołalnie oznacza, że jesień blisko. Siedzieliśmy na tarasie obserwując, jak złoty łan za naszym płotem zmienia się w płaskie ściernisko. Milczeliśmy, każdy we własnym zamyśleniu, zresztą i tak nie było sensu niczego komentować - kombajn wszystko by zagłuszył. 
Zrobiło się trochę smutno, tylko Jaś z zachwytem spoglądał na kosząco-młócącą maszynę. 
Ale naprawdę smutno zrobi się dopiero, gdy jesienią ziemia zostanie zaorana i kolorowa szachownica pól zmieni się w jednolitą czarną grudę. 
Pakowaliśmy się, jakbyśmy wyjeżdżali na zawsze - książki dla dzieci, auta, kalosze. 
W drodze powrotnej szpalery drzew po obu stronach szosy miały rdzawy odcień. Jesienny.
Lato jeszcze w pełni, tym bardziej już się za nim tęskni.












































Jaś bawi się żółtym dziadkiem do orzechów. Z tej samej serii mamy jeszcze żółty otwieracz do butelek i korkociąg. 
Michaś: - Mamo, czy ja mogę się pobawić dziadkiem do kapsli?
Przypomniało mi się, że mój tata umiał otwierać butelki zębami. Dziadek do kapsli.


8 komentarzy:

  1. Malownicze zdjęcia tak jak słowa, dziadek do kapski, he, he ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesienny wpis, czuć zapach kolejnej pory roku, bo są skarpety, są swetry, są kalosze i inne kolory, to już nie lato, okulary słoneczne tego nie zmienią:-)
    Dziadek do kapsli - dobrze, że zapisane, będzie lepiej zapamiętane - warto:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czas już pożegnać lato :-( Choć zaskakuje fajnym ciepełkiem pod koniec :-)
    Dziadek do kapsli - świetne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Stanach, smutniejsza od ostatniego dnia letniego pobytu w Polsce była zawsze ostatnia niedziela w Lesie. Przypomniał mi się ten smutek, kiedy czytałam Twojego dzisiejszego posta. Chwilę przed wyjazdem siadałam wtedy na drewnianej huśtawce, choćby nie sama, to jednak w tym własnym zamyśleniu, o którym piszesz. Taka tęsknota, za latem, za czasem, którego kolejny odcinek właśnie się zamyka.

    Tata mojego męża potrafił pisać lewą ręką tak samo dobrze jak prawą. Żałuję, że William tego nie zobaczy, że nie zaokrąglą mu się oczy z dziecinnego zdumienia nad tą magiczną sztuczką. A jednak - niepoznany przez niego dziadek żyje w nim, oddycha, przepływa swoją krwią przez jego małe serce. I ta sztuczka nie ma sobie równych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. urocze...
    własnie sobie przypomniałam, że ostatnio OBIEKTEM OBIEKTYWU mego padła kura.
    a nawet kogut ;>

    OdpowiedzUsuń
  6. jakie piękne, piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pisanie lewą ręką jest dla mnie niewykonalne, chyba że na klawiaturze :) I kaligrafii zazdroszczę starszym pokoleniom.

    Dziękuje za wszystkie komentarze!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...