sobota, 21 lipca 2012

Cisza, która zapadła

   Daj Boże każdemu tak się cieszyć z sukcesów, jak to czynili Włosi po zwycięskim meczu z Portugalią dającym awans do finału Euro. Jeśli Włosi (nie włoscy kibice, bo to zakładałoby istnienie jakichś włoskich nie-kibiców), jeśli więc Włosi manifestowali swą radość, to w taki sposób, że w nocy która nastąpiła po zwycięstwie można było zapomnieć o jakimkolwiek pójściu spać. Jeśli jeździli samochodami dookoła placu, przy którym stał nasz hotel, to czynili to trąbiąc klaksonami, pokrzykując i dąc ile sił w wuwuzele. Jeśli mieli do tych samochodów przyczepione flagi w barwach narodowych, to były to flagi pełnowymiarowe, przynajmniej metr na dwa, nie jakieś miniaturki, które w Warszawie można było kupić na każdym skrzyżowaniu, ale wiadomo – jaka drużyna, taka flaga i odwrotnie. Nawet  śmieciarka zgarnąwszy tuż po północy ostatnią partię śmieci, przyłączyła się do ogólnego wiwatowania i szaleńczej jazdy w kółko. Nawet carabinieri, jeśli nie czynnie, bo nie wypadało, to przynajmniej brakiem interwencji się przyłączyli.
    Mogliśmy się złościć, że w tym hałasie nie możemy spać, mogliśmy nawet mniej lub bardziej skrycie kibicować Portugalii, nie mogliśmy wszakże nie wyjść na balkon i nie cieszyć się razem z Włochami.
Kilka dni później, po przegranym z Hiszpanią finale, nie było żadnych wrzasków, klaksonów, fajerwerków. Niby można było spać spokojnie, a jakoś nie szło; radość Włochów z wejścia do finału była intensywna, cisza która zapadła po jego przegraniu – stokroć intensywniejsza.   


    Rzecz oczywista nie było mowy o jakimś zaszywaniu się w domu i samotniczym oglądaniu meczu. Włosi masowo wylegli na ulice, żeby kibicować swojej drużynie na placach, skwerach oraz wszelkich lokalach gastronomicznych, przy czym rodzaj oferowanej gastronomii, a nawet jej brak nie miał tu znaczenia. Grubym nietaktem było kibicowanie w domu, a jeśli nie było, to tylko gromadne, nigdy w pojedynkę. Kibicowali wszyscy, od dzieci w wieku przedszkolnym po sędziwe staruszki. W chwilach gdy włoska drużyna szturmowała bramkę przeciwnika, nawet staruszki, a może zwłaszcza staruszki zrywały się z krzeseł i głośno dopingowały.
    Losy półfinału wzorem Włochów śledziłam w kawiarni, siedziałam jednak dość daleko od telewizora i gole liczyłam wybuchami entuzjazmu kibiców siedzących bliżej, jakkolwiek „siedzących” to nie jest właściwe słowo w sytuacji, gdy strzałom na bramkę towarzyszy gremialne zrywanie się do pozycji pionowej. I to zrywanie się z takim impetem, że większość krzeseł lądowała poprzewracana na chodniku.
    W którymś momencie w geście szacunku brałam się już do zrywania czapki z głowy, nabrałam bowiem pewności, że jest siedem zero dla Włochów. Najwyraźniej albo z psychologią (mylnie zinterpretowałam reakcje kibiców), albo z arytmetyką u mnie słabo. Cóż, gdy przesiąść się bliżej nie było jak – wszystkie lepsze miejsca obstawione grubo wcześniej.

8 komentarzy:

  1. Eh jakie te Włoskie uliczki są piękne. Na ostatnim zdjęciu widać jak wszyscy się jednoczą i tworzą jedną wielką rodzinę. Myślę, że dzięki Euro w Polsce mieliśmy tego namiastkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. cisza może być brzmiąca...
    piękne zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowne zdjecia, uliczki są takie piekne, magiczne, tajemnicze.... chetnie bym sie tam teraz przeniosła....

    OdpowiedzUsuń
  4. Małgosiu, udzieliły mi się właśnie (jak zawsze) opisane emocje!:)
    Nie rozumiem wydawców… powinnaś pisać felietony!:)))
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. wspaniałe.genialne fotografie. czuję się jakbym przed chwilą spacerowała po uliczkach tego miasta ogarniętego tamtą atmosferą :))
    uściski!
    J

    OdpowiedzUsuń
  6. świetne zdjecia i doskonały tekst, przyłaczam sie do opini - powinnas mieć własne felietony w magazynach, choc wówczas ukazywałby sie tylko raz w miesiącu... i dobrze, ze zdąrzyłaś na te wakcje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przypomniałaś mi zeszłoroczne wakacje! Choć z pewnością w tym roku było we Włoszech wyjątkowo ;) Taka cisza niesie się ulicami po całym mieście.

    OdpowiedzUsuń
  8. PIĘKNE, WSPANIAŁE!
    Uwielbiam włoski klimat, może w przyszłym roku:-)
    Myślałam o Tobie, jako namacalnej "uczestniczce" finału mistrzostw. Matko, ale porównanie:-)
    Musiało to być bardzoooo fajne uczucie.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...