piątek, 22 czerwca 2012

Tylko kilka dni

Jeśli wszystko potoczyłoby się zgodnie z planem, byłabym teraz w Rzymie na lotnisku Fiumicino, pijąc kawę albo snując się po sklepach z okularami przeciwsłonecznymi, wahając się i w końcu nie wybierając żadnych. Od czasu do czasu nerwowo spoglądałabym na tablicę odlotów. Razem z H. i z dziećmi czekałabym na lot do Katanii.  
Tymczasem jestem w domu, a za ścianą śpi chore dziecko.
Spakowana walizka leży otwarta na podłodze, wystarczy dopakować krem i szczotkę do zębów. Kawałek plażowego ręcznika wystaje smętnie, jakby ręcznik już stracił nadzieję, że pojedzie i postanowił na własną rękę walizkę opuścić.

Rano Michaś obudził się z gorączką i bolącym uchem. Trzy godziny przed planowanym wylotem pobiegliśmy do lekarza, żeby usłyszeć werdykt - ostra infekcja, podróż samolotem niewskazana. Kupiliśmy antybiotyk.
Gonitwa myśli - jechać? Zostać? Zdrowi jadą, Michaś zostaje z babcią? Dzieci jadą, dorośli zostają?

Podjęłam szybką decyzję - zostaję z Michasiem i spróbujemy dolecieć za kilka dni.
Godzinę przed wylotem przebukowałam nasze bilety. Kobieta po drugiej stronie słuchawki, słysząc mój łamiący się głos, obniżyła opłatę za zmianę rezerwacji o połowę. Sama jestem matkę i rozumiem, jak to jest, gdy dzieci chorują.

Teraz wiem, że to było jedyne akceptowalne dla mnie rozwiązanie. Nie zostawiłabym chorego dziecka na dwa tygodnie, nawet pod najlepszą opieką. Nie zaryzykowałabym też podróży z zapaleniem ucha, bo gdyby podczas startu lub lądowania nastąpiło uszkodzenie bębenka, nie wybaczyłabym sobie tego do końca życia.

Czekam.
Tylko kilka dni.
Minuty, odmierzane kolejnymi dawkami lekarstw, płyną bardzo wolno.






14 komentarzy:

  1. szybkiego powrotu do zdrowia, a potem udanych wakacji!
    PS przedostatnie zdjęcie jest BAJECZNE!

    OdpowiedzUsuń
  2. też bym tak zrobiła, najważniejsze, żeby było dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że podjęłaś najwłaściwszą i najmądrzejszą z możliwych decyzji. Wakacje poczekają i będą jeszcze lepsze niż być zamierzały. Jestem tego pewna.
    Piękna, wakacyjna sekwencja zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
  4. To tylko kilka dni, a później wiele pięknych dni!
    Dużo zdrowia dla Chłopca i cudownych, pełnych słońca wakacji!

    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. ... bo to po prostu była jedyna możliwa decyzja! Nie umiałabyś się cieszyć wyjazdem, wiedząc, że w Polsce został chory synek - tam bez niego minuty płynęłyby jeszcze wolniej, bo byłabyś bezradna i czułabyś się winna. Tak jak piszesz, infekcja uszu i lot niestety nie idą w parze... :( Raz jeden udało mi się znienacka ostro przeziębić zaraz po wylocie z Polski, potem była przesiadka we Frankfurcie, a już nad Stanami czułam się upiornie do płaczu, choć normalnie zniesę dużo :) Lot jakoś tak na człowieka w chorobie działa. A nie miałam nawet infekcji uszu, no i nie jestem małym dzieckiem! Poza tym, gdyby antybiotyk nie zadziałał, musiałabyś poszukiwać pediatry w obcym miejscu, a takich atrakcji, wiadomo, lepiej uniknąć.

    A Michaś pewnie zapamięta mamę, co to przy nim zostałą, jak był chory, bardziej niż same wakacje :)

    Dużo zdrowia! M.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szybkiego powrotu do zdrowia! I wspaniałych wakacji!

    OdpowiedzUsuń
  7. Życzę zdrowia! A zdjęcia - piękne!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dużo zdrowia dla Synka i oby jeszcze udało się dotrzeć na miejsce!
    Serdecznie pozdrawiam,
    Marta (stała czytelniczka i wielbicielka Twojego stylu pisania:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Małgosiu, życzę szybkiego powrotu do zdrowia!! I mam nadzieję, że czas będzie leciał już z każdym dniem szybciej!
    A te kolaże! Cudo. Przedostatnia fotografia... Boska.
    Jeszcze raz, zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasem prowadzenie bloga bardzo się przydaje - po wyjściu od lekarza byłam gotowa zwierzyć się ekspedientce w spożywczym. Tylko jakimś cudem nie zatrzymywałam przechodniów na ulicy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ochhh, tak to czasem jest - trudne decyzje, ale przeciez wiadomo, ze najwłaściwsze. Doczytałam w komentarzach powyzej, ze juz dobrze? :-) Dobrych, udanych wakacji!
    A zdjęcia bombastyczne, jak zwykle.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej, dopiero dzisiaj odczytałam Twój wpis, współczuję komplikacji przed wyjazdowych, ale już chyba lepiej.
    Trzymam kciuki - aby Rodzina czym prędzej była na wakacjach w komplecie!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojejku:((( Tak Ci współczuję. Nasz synek w dniu wyjazdu miał powiekę jak Gołota i okazało się, ze ma gradówkę. Okulistka dała maść i kazała lecieć... Nam się udało. Pozdrawiam i zdrówka dla małego!

    OdpowiedzUsuń
  14. Piekne zdjecia Malgosiu...! ja tez tesknie i tez bym chciala miec juz wakacje ... Zdrowia zycze i udanej, spokojnej podrozy ... M

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...