wtorek, 12 czerwca 2012

Jak pędziliśmy, żeby zdążyć na mecz

   Kiedy w miniony piątek cała Polska zasiadała przed telewizorami szykując się na mecz z Grecją, my wracaliśmy z parku dinozaurów do naszego domu na wsi, pędząc na łeb, na szyję z nadzieją, że zdążymy przynajmniej na drugą połowę. Dzieci po potężnej dawce strachu pochrapywały z tyłu w swoich fotelikach, a H. w pośpiechu obracał pokrętłem samochodowego radia dryfując po częstotliwościach w poszukiwaniu relacji na żywo. Już po chwili umilkło echo muzyki disco i z szumu dobiegła nas charakterystyczna chrypa i knajackie przeciąganie spółgłosek mojego ulubionego komentatora sportowego. 
   Podobnie jak wolę czytać eseje o muzyce poważnej, niż jej słuchać, podobnie jak preferuję oglądać fotografie potraw niż jeść, tak zdecydowanie przedkładam wysłuchanie emocjonującej relacji z meczu piłki nożnej - o ile nie gra w nim Cristiano Ronaldo - nad obejrzenie tego widowiska. Zwłaszcza, kiedy natchniony komentator z impetem wyrzuca z siebie tysiące słów na minutę i potrafi wywołać wrażenie, że polskiej drużynie wyrosły skrzydła i to już nie ci sami Maciek i Kuba kopią piłkę na szkolnym boisku, ale jedenastka superbohaterów o ponadnaturalnych umiejętnościach właśnie przejmuje panowanie nad stadionem. Oto nadciąga biało-czerwona husaria, bez żadnej litości zmiatając Grecję z mapy Europy. Za sprawą tej relacji, gol Lewandowskiego w 17. minucie nie był dla nas żadnym zaskoczeniem, a raczej naturalnym potwierdzeniem wspaniałej kondycji Polskiej Kadry Narodowej. Po tej akcji emocje komentatora sięgnęły zenitu i byliśmy prawie pewni, że nie dał rady wyjść ze studia o własnych siłach. Przypuszczaliśmy, że został wyniesiony na noszach w stanie, w najlepszym razie, przedzawałowym i natychmiast poddany czynnościom reanimacyjnym.
   Mimo, że na powrót do domu wybraliśmy drogę gorszej jakości, za to bardziej malowniczą, zdążyliśmy wrócić na drugą połowę. Niestety. Bo nie tylko okazało się, że Polacy grają jak zwykle i po godzinie nie wytrzymują kondycyjnie. Nie tylko byliśmy świadkami tego, jak hiszpański arbiter pokazuje czerwoną kartkę naszemu bramkarzowi. Nie tylko na naszych przerażonych oczach Grecy wbili nam remisowego gola, ale - jakby tego wszystkiego było mało - działkowy telewizor częściowo odmówił posłuszeństwa i zawodnicy obu drużyn mają twarze w kolorze soczystej zieleni. Posmutnieliśmy jeszcze bardziej, gdy zrozumieliśmy, że niebieska murawa to nie żaden nowy trend na Euro 2012, tylko zwykły figiel naszego odbiornika. W dodatku wiekowy telewizor miał problemy z przetwarzaniem zbyt dużej ilości cyfrowych informacji, w związku z czym co kilka chwil obraz ulegał zawieszeniu i mogliśmy przez kilkadziesiąt sekund obserwować na ekranie w dużym zbliżeniu nieruchomą włochatą łydkę któregoś z zawodników. Przy czym dźwięk, jak gdyby nigdy nic, płynął dalej w zwykłym tempie. Najwyraźniej nasz działkowy sprzęt postanowił pójść śladem polskiej drużyny na boisku i również oklapł. Przez moment rozważaliśmy nawet przeniesienie się do strefy kibica, która - sądząc po dobiegających stamtąd okrzykach - spontanicznie utworzyła się w lokalnym barze 'Szuwarek'. 
   Telewizor ożywił się dopiero na wieczorne wiadomości, które mogliśmy oglądać już w normalnej kolorystyce. Wystarczyło docisnąć poluzowaną wtyczkę od anteny.

Dziś wieczorem mecz z Rosją, będziecie oglądać? Wolicie kibicować w domu, na stadionie, czy w jakimś innym miejscu?










13 komentarzy:

  1. Uwielbiam Ciebie czytać!!!
    I zawsze mam uśmiech na twarzy:-)
    Mamy bardzo podobne okulary korekcyjne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwykły mecz - a tak ciekawie to wszystko opowiedziałaś :-)))
    Bardzo fajny pomysł na przedostatnim zdjęciu - nie wpadłabym na to ;-))

    OdpowiedzUsuń
  3. piękne kadry, okraszone uśmiechem od ucha do ucha przy czytaniu Twojej opowieści :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia. Tyle w nich ciepła!

    OdpowiedzUsuń
  5. Będę oglądać. Kibicować. Lubię i przed odbiornikiem i w strefie kibica i na stadionie. Zależy gdzie jestem i na co mam czas i ochotę jasna rzecz również :-)
    Polska gola! tralala!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam Twój wpis w momencie, gdy padła nasza dziewicza bramka wyrównująca w meczu z Rosją ;) Mam nadzieję, że Twój odbiornik działa tym razem lepiej i mogłaś tę akcję zobaczyć w odpowiednim kolorze ;) Piękne zdjęcia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzałam już w normalnym kolorze, chociaż tak się już zdążyłam przyzwyczaić do przekłamanej kolorystyki, że wciąż próbowałam sobie w głowie przekładać czerwony na zielony i odwrotnie :)

      Usuń
  7. Sama mogłabyś być komentatorem:) i to bardzo dobrym!!Zdjęcia jak zwykle cudne!!! No i wreszcie Tyyyy:) Pięknie!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne zdjęcia :)
    My najbardziej lubimy kibicować... u kogoś w domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże, jakie piękne zdjęcia! Zgadzam się też, że spokojnie możesz zostać komentatorem. Czegokolwiek:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakie fajne zdjecia ..., rodzinne i klimatyczne, takie jakie lubie ... M

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...