środa, 7 marca 2012

Łazienkowe rozmyślania

W niektórych domach szczere rozmowy najczęściej przeprowadza się w sypialni. W innych, do najintymniejszych zwierzeń dochodzi zazwyczaj w kuchni. W naszym domu rolę gabinetu terapeutycznego pełni łazienka, a rolę kozetki - sedes. Usytuowana naprzeciw regałów z książkami niewielka umywalnia, to zdecydowanie więcej niż tylko miejsce, w którym zaspokaja się podstawowe potrzeby ciała. 
Michasiowi niezwykle rzadko zdarza się udać do tego pomieszczenia bez książki lub gazetki motoryzacyjnej w ręku. I to własnie tu padają najważniejsze pytania.
Mamo, skąd się biorą dzieci? Babciu, dlaczego masz dwa brzuchy?
I odrobinę bardziej surrealistyczne.
Kiedy przestanę mieć ślinę w buzi? Bo przecież dorośli nie mają śliny na języku, tylko dzieci.
Ależ dorośli też mają!
Mamo, żartujesz, prawda?
Niekiedy Michaś tylko cichutko siedzi i rozmyśla. Porozmawiamy jak skończę. W zależności od aktualnie panującej pory roku, zmieniają się też tematy michasiowych kontemplacji.                                                                 
Idzie wiosna. Kiedy pojedziemy zmienić opony na wiosnowe?
Siedzenie na sedesie jest czynnością zbyt poważną, żeby wycieczki do łazienki urządzać o dowolnej porze, kiedy tylko przyjdzie nam ochota. Chwila, w której zostanie podjęta decyzja o natychmiastowej ekskursji musi być szczególna i dobrana z nadzwyczajnym rozmysłem. Najlepiej taka, kiedy mama upora się już z najbardziej palącymi domowymi obowiązkami i weźmie do ręki książkę. Wtedy, gdzieś w okolicy drugiego zdania, do moich uszu dobiega głośne skandowanie: mi chce siusiu! Mi chce siusiu!
O ile wzięcie przeze mnie do ręki książki jest dla Michasia ledwie delikatnym, przypominającym odległe pianie koguta, sygnałem do ogłoszenia konieczności udania się do łazienki, o tyle włączenie komputera działa w tym wypadku jak syrena alarmowa. Na widok sadowiącej się przed komputerem mamy, w ułamku sekundy zachciewa się iść do łazienki, choćby się tam było chwilę temu. Nawet gdyby się nie chciało, to się chce. Już samo wyobrażenie matki przy komputerze wywołuje znajome pulsowanie pęcherza. A okrzyk 'mi chce siusiu!' sam ciśnie się na usta. Ba, nie jeden, nie dwa, ale cała chmara, rój cały, dziesięć, sto okrzyków! Okrzyki wylatują parami i trójkami, dopóki mama od komputera nie wstanie i na ratunek nie przybiegnie. Bo nie z gardła się te okrzyki wyrywają, ale z samego pęcherza, a kto wie, może nawet z duszy samej.
Rzecz jasna, nasza łazienka jest równie dobrym miejscem jak każde inne, żeby trochę pochuliganić. Niekiedy w okolicach okołosedesowych można zaobserwować rzadki okaz mumii przypominającej niedużego chłopca zawiniętego w kilka rolek papieru toaletowego (Jaś). Czasem jakiś chłopiec tak strasznie nie może się doczekać kąpieli w wannie wypełnionej pianą, że wskakuje do wody w ubraniu (też Jaś).

17 komentarzy:

  1. Dzięki bardzo - jestem w pracy i nie oparłam się pokuszeniu zaglądnięcia TU i co? Parsknęłam na monitor!!! I tu pytanie koleżanek - co się stało??? Nie mogę im przecież powiedzieć, że właśnie przeczytałam: Babciu, dlaczego masz dwa brzuchy? Buahahahah Odpowiedziałam - NIC - coś mi się przypomniało - hihihi

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo, bardzo lubie Twoje wpisy, czytam wszystkie. Z komentowaniem gorzej, bo moj syn reaguje na widok matki przy komputerze rownie zywo jak Twoj :) U Willecznego nie pojawia sie jeszcze argument lazienkowy, mamy za to do czynienia z widoczna i rozbudowana reakcja bolowa, na skale kolki niemowlecej. No i dlatego matka czyta glownie w ukryciu, na iPodzie :) Fajnie, ze piszesz! Mile pozdrowienia - M.

    OdpowiedzUsuń
  3. :)))
    Małgosiu, uwielbiam jak piszesz. I Twoje poczucie humoru! ;))
    Powiem Ci, że u nas jest bardzo pdobnie! Aż nie mogę w to uwierzyć.
    Jakiś czas temu, nasz Chłopiec mówił "idę do łazienki". Co wiązało się z tym, ze zaraz tzreba będzie wstać. Oj tak ;)
    Do dziś słysze czasem jakies głośne rozmowy sam, ze sobą w łazience. Nawe bardzo często ! :)) Można by rzec, ż eza każdym razem.
    I pamiętam, że jak był w wieku Michasia, to każda potrzeba fizjologiczna nie mogła się odbyć bez zabrania kilku książek ze sobą. Co więcej, kiedy zapomniał, hasło było "książka, przyniesiesz!!!" ;))
    Obudziłaś wspomnienia. Kurde jak to wszystko wylatuje z pamięci, aż smutno....

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mialam taki okres, ze siedzialam na kibelku godzinami;), byly dialogi z wlasnym ja, czytanie bajek, zabawy...Oj troche bylo ze mna zachodu;))
    Jak wybrnelas z pytania o brzuch(y)?:):), dobrze sie usmialam:)), cudny ten Was maly!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonale rozumiem Chłopców! Łazienka to intymne miejsce, więc odpowiednie do osobistych zwierzeń i rozmyślań :) Łazienka jest nietypowym miejscem, kojarzy mi się z czystością, perfekcjonizmem - idealne miejsce na oczyszczenie ciała i... duszy! :)

    Tekst napisany cudownie! O sprawach trudnych w lekki sposób. :)
    Pozdrawiam,
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie trudnych, a poważnych. :)

      Usuń
  6. po raz kolejny umarłam ze śmiechu :-)))))

    felietony pisuj, kobieto!
    a może już pisujesz? ;-) przyznaj no się!

    pozdrowienia! m.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, i znów mnie ubawiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uśmiałam się i ja... Twój wpis zafundowałam sobie na dobry początek dnia i na dobrą noc... Już Ci mówiłam, że uwiebiam Twój sposób pisania???

    OdpowiedzUsuń
  9. Gosiu! Jesteś niesamowita!!!!!!!!!!!
    Twój talent literacki i poczucie humoru nie przestaje mnie zaskakiwać!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Uśmialam się jak norka!
    Podpisuję się pod postulatem pisania FELIETONÓW!
    Iwona K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Iwonka :)
      Na razie zostanę przy blogowych, choć ostatnio coraz bardziej sporadycznych, wynurzeniach :)

      Usuń
  10. Zabawne, ale jakże to prawdziwe:) I pytania iście filozoficzne...od jakiegoś czasu i nas łazienka skłania do rozmów różnorakich, choć kiedy ja byłam dzieckiem, takim miejscem była kuchnia, w kuchni nie bałam się zadać mamie żadnego pytania..Świetnie się Ciebie czyta:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od jakiegoś czasu marzę o zamkniętej kuchni właśnie, choćby najmniejszej. Aneks kuchenny nie sprzyja filozofowaniu, ale przynajmniej mam oko na rozróby w salonie :)

      Usuń
  11. Dziewczyny, Wasze komentarze wspaniale poprawiły mi dzisiaj nastrój.
    Będę do nich wracać w gorszych chwilach :)
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wykasowało mi mój komentarz sprzed paru dni..chochlik jakiś..
    cudownie piszesz Małgosiu..:))
    uściski!
    J

    OdpowiedzUsuń
  13. Malgosiu, milo wiedziec, ze to miejsce nie tylko u nas sluzy do innych zajec ... :-) M

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...