środa, 18 stycznia 2012

Czerwona plaża

Ten wpis miałam zostawić na siarczyste mrozy, ale może one w tym roku wcale nie przyjdą? 
Za oknem śnieg, więc o czerwonej plaży na Santorini będzie dziś. Na rozgrzewkę.
Jeśli z jakichś przyczyn nie wypożyczyliśmy skutera, możemy się do niej dostać autobusem z Thiry. Nie potrzeba nawet mapy, bo na autobusie widnieje tabliczka z napisem "Red Beach". Za kierownicą oczywiście George Michael w wielkich okularach. Drugi George Michael w drodze sprzedaje bilety. Ale tym razem autobus nie dowiezie nas pod sam leżak, jak to miało miejsce w przypadku plaży czarnej, tylko zostawi nas u podnóża czerwonych skał.
Najpierw trzeba iść kawałek po schodkach. Potem schodki się kończą i przez chwilę nie wiadomo gdzie iść. W końcu nasz wzrok pada na wykutą w skale wąską stromą ścieżkę. Przeprawa z dziecięcym wózkiem wykluczona, więc Jaś musiał sobie tę przygodę odpuścić. Ale Marysia i Michaś dali radę. I ja też!
Po kilkunastu minutach wspinaczki czerwony piasek zachrzęścił nam pod stopami. Czuliśmy się jak zdobywcy! Jak pierwsi ludzie na Marsie! 
Tata w tym czasie raczył się lokalnym winem w tawernie w Akrotiri. W odrobinę nostalgicznej atmosferze, bo to był nasz ostatni dzień na Santorini.


ścieżka 



9 komentarzy:

  1. warto bylo pokonac takie trudnosci dla tego widoku!
    rozmarzylam sie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od razu cieplej się zrobiło :-) Michaś to już wprawiony podróżnik i turysta :-) Czego się nie robi dla tak oryginalnej plaży ;-))

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze trafiłaś z tym wpisem ;)))
    My na takiej plaży, zatoczce byliśmy w Chorwacji. Oczywiście nie aż tak oryginalnej. Bez czerwonego pisku i skał, ale kształtem przypomina tą z dzisiejszych zdjęć.
    Piękne widoki!

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  4. Poraczyłabym się i ja chętnie.
    W takich okolicznościach właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie przeniosłabym się tam na najbliższy tydzień :)
    Zwłaszcza, że w Warszawie ma być odwilż i deszcz. Chyba przyszła pora, żeby otworzyć butelkę greckiego wina :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, oglądając Twoje zdjęcia i patrząc, co mamy za oknem, to najlepsza pora na butelkę greckiego wina:-)
    Piękne zdjęcia, piękne wspomnienie, i myślę, że mój Mąż również nie zdecydowałby się na wspinaczkę a wybrałby mniej wyczynowy odpoczynek ze szklaneczką:-)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Heidi, H. bardzo się palił do wspinaczki, ale ktoś musiał się poświęcić i zostać z Jasiem i z wózkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale mi apetytu na wakacje narobiłaś:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przypomnialaś mi Nasza wspinaczke po czeronych górach w Utah...Ci którzy radzili nam nie jechac tam w środku lata, mieli duużo racji:-)).Piekne kolory i ta woda!!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...