poniedziałek, 31 stycznia 2011

Muzeum Techniki

Za sprawą bloga Agi wybraliśmy się w sobotę z Michasiem do Muzeum Techniki.  Jaś w tym czasie smacznie spał u dziadków.
W muzeum od trzydziestu lat nie zmieniło się nic, nawet ekspozycje oznaczone jako czasowe pozostały te same. Pewnie osoba zarządzająca tą instytucją słusznie wyszła z założenia, że czasowy nie oznacza wcale krótkoterminowy.




Dobrze, że moi dziadkowie nie wybrali się z nami, bo pewnie przykro byłoby im oglądać w muzeum sprzęty, których oni do dziś w domu używają i wcale za zabytki nie uważają. Na przykład taki telefon.


Michasiowi bardzo się w muzeum podobało, szczególnie sala ze starymi samochodami, do której wracaliśmy kilka razy, modele statków, samolotów oraz wiatrak. Co nie znaczy, że udało nam się uniknąć rzutów na podłogę. A po wyjściu z muzeum poczuliśmy się naprawdę jak w czasach PRL, bo kolejka do kasy parkingowej pod Pałacem Kultury liczyła kilkadziesiąt osób. Pewnie do Centrum Nauki Kopernik nie była dłuższa.

sobota, 29 stycznia 2011

Bańkomat

Dziś w naszym domu robił furorę bańkomat na baterie. Urządzenie jest bardzo proste w użyciu, Michaś w mig nauczył się je obsługiwać, prawdę mówiąc mrówkojad błyskawicznie by się nauczył - wystarczy przycisnąć guzik i bańki same lecą, co tam lecą, one lecą w zastraszającym tempie i w ogromnej ilości. Wreszcie skończy się molestowanie rodziców o niekończące się dmuchanie baniek i dziecko zacznie być, przynajmniej w tej kwestii, samowystarczalne. Zresztą od kiedy przeczytałam w podobno poważnej gazecie historię o imprezowiczu, który dmuchając w gwizdek na dyskotece nabawił się obustronnej odmy i rozedmy, przy każdym dmuchaniu czy to balona, czy bańki, towarzyszy mi ta mroczna wizja. Więc może lepiej, że teraz bańki dmuchają się same.




Kolor oczu Jasia jeszcze się kształtuje, ale jakiekolwiek finalnie by nie były, widać, że ten kolor to nie po mnie.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Lampa

A jednak zostaję fanką lampy błyskowej. Do tej pory byłam zwolenniczką światła zastanego i nawet we wnętrzach wolałam dłuższe naświetlanie od bezdusznego błysku, który jak uważałam, spłaszcza twarz. Ale przy moich ruchliwych chłopakach większość zdjęć wychodziła ostatnio nieostra, więc zdecydowanie przyszła pora na wyciągnięcie z futerału gwiazdkowego prezentu i bliższe oględziny instrukcji obsługi.

Ucieczka z gołą pupą

Nie ma takiej sytuacji, w której nie byłoby fajnie czmychnąć rodzicom, ale zdecydowanie najfajniej jest uciekać z gołą pupą. A jak już uciekać, to z klasą i z użyciem wypróbowanych forteli na zostawienie goniącego rodzica w tyle. Ulubionym podstępem Michasia jest asysta grawitacyjna z wykorzystaniem fotela niczym pola grawitacyjnego Jowisza - obiegając fotel dookoła Michaś jak prom kosmiczny nie dość, że nie zwalnia, to jeszcze przyspiesza. Niestety tata ze względu na znacznie większą masę i - co za tym idzie - większą siłę odśrodkową, obiegając fotel musi zwolnić i kiedy zdoła wreszcie uporać się z meblem, Michaś jest już hen, na drugiej prostej i goła pupa znika za horyzontem.


Na końcu, za wszystkimi, z impetem pełznie Jaś. W mgnieniu oka przemieszcza się już z jednego końca domu w drugi. Skończyły się już czasy, kiedy wiedziałam, że z łatwością znajdę dziecko tam, gdzie je zostawiłam.
A kiedy znudzi mu się pełzanie, przyjmuje pozycję do raczkowania i kołysze się w miejscu to do przodu, to do tyłu. Tylko czekać, aż ruszy.


czwartek, 13 stycznia 2011

Trzy sposoby jedzenia widelcem. Mama goła.

Jest chyba wyłącznie kwestią przyzwyczajenia i skostniałej niechęci do zmiany utartych nawyków, że posługuję się widelcem zaledwie w jeden i to ten najbardziej sztampowy sposób. Michaś, w zależności od humoru, wybiera jedną z trzech metod. Pierwsza, to ujęcie widelca w jedną rękę, a pożywienia w drugą i równoczesne wetknięcie obu obiektów do szeroko otwartej buzi. Druga metoda, to nałożenie pożywienia na widelec ręką, a następnie widelca wraz z zawartością do buzi. Trzecia metoda, którą i ja stosuję, to nabicie upatrzonego kąska na widelec i skierowanie go do buzi. Zaznaczam, że trzecia metoda może okazać się najbardziej czasochłonna, np zjedzenie tym sposobem małej puszki kukurydzy zajęło ostatnio Michasiowi około dwie godziny. Nie było oczywiście mowy o jakiejkolwiek pomocy z mojej strony. A konsekwentne trzymanie się raz podjętej decyzji nie pozwoliło na zmianę metody w trakcie realizacji zadania.

Nie mogę nie napisać o wyrażeniu, które pada z ust Michasia przynajmniej kilka razy dziennie: mama goła. Wbrew temu, co utrzymuje dziecko, nie mam zwyczaju krzątać się po domu bez ubrania. Głowimy się co to może znaczyć, ale Michaś nie pali się do wyjaśnienia zagadki. Obawiam się, że znaczenia tej frazy, podobnie jak kilku innych, które niewyjaśnione już wyszły z użycia, możemy się nigdy nie dowiedzieć.


poniedziałek, 3 stycznia 2011

Siłacz

Z reguły śniadanie Jasia wygląda w ten sposób, że kiedy łyżka z kaszą się zbliża, Jaś dla zmyły szeroko otwiera buzię i w chwili gdy łyżka dotknie ust, gwałtownie odwraca głowę w bok o 90 stopni. Sylwestrowe śniadanie było wzbogacone o dodatkowe atrakcje - Jaś maksymalnie wychylił się z krzesełka, chwycił pierniczek zawieszony na choince, a następnie przyciągnął go do siebie wraz z choinką, która się przewróciła. To już staje się coroczną tradycją, że w naszym domu ktoś musi choinkę przewrócić. W zeszłym roku byłam to ja - ubrałam choinkę tylko z jednej strony i nie nastąpiło przeciążenie.

Wymarzona kolejka Michasia. Konstrukcje budowane po nocach przez tatę są systematycznie niszczone przez godzillę Jasia.



choinka u dziadków i Jaś, który dziś rano próbował stawać w łóżeczku, a wieczorem po raz pierwszy przyjął pozycję do raczkowania z jednoczesnym podniesieniem pupy i brzucha



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...