czwartek, 17 listopada 2011

Grecka tunika

Hubert już od dawna marzył skrycie o przyodzianiu się w grecką koszulę-tunikę, stawiając ją sobie za wzór wykwintu i szyku (jeżeli chodzi o współczesną modę męską), doskonale komponujący się ze słomkowym kapeluszem z muszelkami i temu podobnymi akcesoriami. Innymi słowy, strój nieomylnie zdradzający, że mamy do czynienia ze zdesperowanym turystą na krótkim rodzinnym urlopie.
Nie trzeba było długo czekać, już drugiego dnia, spuszczony na 5 minut z oczu pod pretekstem "wrócę poszukać zagubionej czapeczki Jasia", zdążył zaopatrzyć w rzeczoną tunikę nie tylko siebie, ale również Michasia. Początkowo próbował ukrywać ten zakup, jednak były to starania ze wszech miar nieporadne, wręcz w tej nieporadności rozbrajające. O ile wcześniej wodził tęsknym, szklistym wzrokiem po mijanych wystawach, na których piętrzyły się stosy wymarzonych koszul, o tyle z krótkich poszukiwań czapeczki (nota bene udanych; zapewne zgubienie czapki było z góry ukartowane jako pretekst do wymknięcia się z pola mojego widzenia) wrócił z wypiekami i podejrzanie wesoły. Tak wygląda człowiek spełniony.
Identyczne, poza rozmiarem, koszule-tuniki obu panów zdobią granatowe pasy, tu cieńsze, tam grubsze. Efekt - tak fason jak i zdobienie - nieodparcie przywodzi na myśl piżamę i to szpitalną. Niestety, kiedy wieczorem tata z dumą zademonstrował owe nabytki rodzinie, Michaś, dowiedziawszy się, że to on ma przyoblec się w ten mniejszy egzemplarz, wpadł w najczarniejszą rozpacz i histerycznie wręcz odżegnywał się od chociażby przymiarki. Nie pomógł nawet argument, że taką samą koszulę założy tata.
No cóż. Tacie wyraźnie zrzedła mina. Ale nie był to ostatni cios. Z dnia na dzień, Hubert pochmurniał. W nocy spał niespokojnie. Po tygodniu wyznał wreszcie, że cokolwiek dziwi go, że - jak do tej pory - nie widział ani jednego Greka w podobnej koszuli, która jawiła mu się jako sama kwintesencja greckiego stylu. Co więcej, jedyny zauważony osobnik w koszuli-tunice okazał się po paru chwilach niemieckim turystą postury i w wieku Helmutha Kohla, w obowiązkowych złotych okularach. Chwila pogłębionej refleksji i nieuchronnie nasunął się wniosek, że Grecy, jak również pozostała część populacji naszego globu, niewątpliwie uważają taką koszulę za szczyt obciachu. Do końca wakacji tunika nie opuściła już walizki, a i teraz cierpliwie czeka na zmianę trendów na samym dnie wora ze starymi ubraniami, w najgłębszych czeluściach piwnicy.

Na zdjęciach Rethymnon.






















11 komentarzy:

  1. Rozbrajający opis:) Opis zakupów w Twoim wydaniu staje się ciekawym, śmiesznym opowiadaniem - ma się ten dar do pisania:) Piękne zdjęcia ale... brakuje jednego... ujęcia małej i dużej koszuli - hihihihi

    OdpowiedzUsuń
  2. I zdjęcia Panów w tunikach, jak rozumiem, nie uświadczymy ;-)
    Szkoda...

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. No, właśnie: gdzie Ci panowie w tunikach?:)
    koronki i pomarańcze - moje ulubione w tym zestawie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Beata, chyba mam gdzieś zdjęcie obu panów w tunikach. Może kiedyś je tu wrzucę, jeśli Hubert nie będzie miał nic przeciwko :)

    Carrantuohill, bardzo klimatyczny ten Rethymnon jest. Z mnóstwem wąskich uliczek i rzędami doniczek pod murami :)

    Maggie, Delie, na razie Michaś w tunice musi wystarczyć. Na publikację H. w swoim egzemplarzu nie mam jeszcze autoryzacji :) I, co gorsza, mogę nie dostać, bo... chyba ciut za bardzo się opinała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rethymnon!!! jadłam w tej knajpie z zielonymi krzesłami:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia, niesamowicie oddają klimat miejsca, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. I chyba na dobre wyszło:))
    Przepiekne zdjęcia, wspaniale uchwyciłas światło...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Piekne zdjecia a panow w tunikach chyba tez nie widzialam... :-) M

    OdpowiedzUsuń
  9. hahahaha!! doskonałe:)
    iwona k.-o. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Robisz śliczne zdj , takie z duszą, ze można je oglądać cały czas, zapraszam do mnie, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...