wtorek, 18 października 2011

Spacer w towarzystwie sfory dzikich psów

Pierwszego dnia na Santorini wstałam o wschodzie słońca, kiedy wszyscy jeszcze spali i wybrałam się na samotny spacer ścieżką wijącą się szczytem wulkanu przez Thirę, Firostefani i Imerovigli. O świcie wyspa jest zupełnie opustoszała, a na wąskich uliczkach spotkałam jedynie kilka osób sprzątających chodniki i mężczyzn przepędzających osiołki ze wschodniej części wyspy na kalderę. Pierwsi turyści pojawią  się dopiero koło południa, kiedy do brzegu przybiją statki wycieczkowe. Mało kto decyduje się spędzić tu więcej niż jeden dzień, widocznie nie tylko u nas panuje przekonanie, że na tak niewielkiej wyspie nie ma wiele do zobaczenia, a wulkaniczne plaże odstraszają. My - podzielając poniekąd te obawy - przyjechaliśmy tylko na kilka dni i, jak się okazało, było to zdecydowanie za krótko. Każde miasteczko ma tu swój niepowtarzalny klimat, a czarne i czerwone plaże należą do najpiękniejszych, jakie widziałam. 






Celem mojej wędrówki miał być wiatrak, powszechnie znany z greckich albumów i pocztówek. Poprzedniego wieczoru w tawernie, w której jedliśmy kolację,  pewien uprzejmy Grek poinformował mnie, że wiatrak ów znajduje się w Imerovigli, tam więc skierowałam swoje kroki zatrzymując się często i podziwiając widoki.  Ależ tam pięknie!














Nie przypuszczałam, że mój spontaniczny spacer okaże się wyprawą w wysokie góry. Zabrałabym lepsze buty! 























Początkowo wędrowałam samotnie, od czasu do czasu mijałam jakiegoś greckiego kota i nawet prawie udało mi się pokonać moją kocią fobię. Minęłam Firostefani i Imerovigli, ale wiatraka nie było ani śladu. To znaczy spotkałam coś, co przypominało wiatrak, ale bez skrzydeł. Mnisi z pobliskiego klasztoru, do którego wstąpiłam zapytać o drogę, poinformowali mnie, że dwieście metrów stąd znajduje się miejsce widokowe, z którego na pewno zobaczę wiatrak. Chociaż z drugiej strony, wyglądali jakby nie do końca zrozumieli, że pytam o wiatrak, a ja nie wiedziałam, jak to jest po grecku. Niemniej jednak postanowiłam iść dalej, a gdy wkroczyłam na naprawdę opustoszałe i strome tereny, dołączyła do mnie sfora dzikich psów o całkiem pokaźnych rozmiarach i dopiero wtedy zdecydowałam się zawrócić. Wyobrażałam sobie, jak podgryzają mi kostki i jak próbuję się od nich opędzić w moich japonkach. Specjalnie zwolniłam kroku, żeby nie pomyślały przypadkiem, że się boję i próbuję im uciec. Kiedy napotkałam joggingującą Japonkę, zakiełkowała we mnie nadzieja, że psy mnie opuszczą i przyłączą się do niej, ale im nie przeszło to nawet przez myśl. Towarzyszyły mi aż do pierwszych zabudowań.
















Wróciłam do hotelu i obudziłam rodzinę na śniadanie.
A mitycznego wiatraka postanowiłam poszukać później. 

15 komentarzy:

  1. o kurcze.... jak tam pięknie.. te kolory..:)))
    Santorini powiadasz..muszę sobie zaafirmować tam jakieś wakacje..;)
    pozdrowienia!
    J

    OdpowiedzUsuń
  2. Achhh ... zawiesiłam się na chwilkę oglądając zdjęcia. Boskie!!! Szkoda ,że nie ma Twojej fotki w gronie psich kompanów. Co to za para na ostatniej fotce? Sesja ślubna?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dotblogg, pięknie do bólu :) Na pewno się nie wynudzisz. I po górach można się powspinać :)

    Beata, nie było nikogo, kto mógłby mi tam zrobić zdjęcie. Zresztą znów popsuł mi się autofocus i ostrość za każdym razem trzeba było ustawiać ręcznie.
    To chyba nie była sesja ślubna, bo nigdzie nie było widać fotografa. Pewnie romantyczny spacer nowożeńców :)

    OdpowiedzUsuń
  4. też się zawisiłam! i chłonę!

    jakie piękne widoki i jakie piękne zdjęcia!
    wprost bajeczne!!!

    na Santorini mam od dawna chrapkę:)
    chociaż Grecja to nie do końca moje klimaty;)

    OdpowiedzUsuń
  5. piękne widoki, te biele i turkusy
    ach ja Ci Grecy pięknie tam mają!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak bardzo, bardzo żałuję, że kiedy tam byłam, aparat fotograficzny nie był moim nierozłącznym przyjacielem ;-) Choć i tak w życiu bym takich pięknych zdjęć jak Twoje stamtąd nie przywiozła!
    Ładniej na nich nawet niż w rzeczywistości ;-)

    Przepiękne są!!!

    Małgorzato, wracam i kontempluję jedno po drugim... I oliwki podskubuję ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na początku lat 90-tych obejrzałam film z 1982 roku "Letni kochankowie" z Daryl Hannah. Zapamiętałam go na lata. Wtedy jeszcze nie mogłam marzyć o egzotycznych wakacjach, a i miejsce filmowe nie było mi znane. Kilka lat potem przeczytałam książkę mojego wykładowcy z uniwersytetu Tadeusza Łoposzko "Największy kataklizm w dziejach ludzkości" i już wiedziałam, że to Thira, Santorini również zwaną.

    Marzenie, aby tam spędzić całe wakacje (jak bohaterowie filmu) nadal nie zostało spełnione. Trochę świadomie, bo byliśmy z rodziną bardzo blisko, na Krecie, ale uznaliśmy że komercyjna wycieczka z przewodnikiem to za mało.

    Zostawiamy to sobie na szczególną okazję. Pielęgnuję to marzenie ;)
    Zdjęcia oczywiście piękne, jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aga, ja też widziałam ten film! z genialną piosenką the Pointer Sisters! wtedy pierwszy raz zachciało mi się pojechać na Santorini:)
    chociaż na takie wakacje letnich kochanków już chyba jestem za stara:) chociaż kto wie?:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Delie, na wakacje letnich kochanków mi niestety nie pasujesz. Nie to, że za stara - to nigdy - tylko oni chyba rzadko kiedy wychodzą z pokoju :)

    Yba, bardzo!

    Enchocolatte, te biele i turkusy chyba tylko w ich klimacie mogą być piękne. Nijak nie da się tego przenieść na polską wieś :)

    Maggie, ja też czasem żałuję, że kiedyś aparat nie figurował na liście najpotrzebniejszych rzeczy do zabrania na wakacje. Ale w gruncie rzeczy jestem zadowolona, że wtedy chłonęłam widoki, a nie próbowałam ich zawłaszczać przy pomocy aparatu.

    Aga, też jestem zdania, że komercyjna wycieczka to za mało. W ogóle nie jestem zwolenniczką zorganizowanego zwiedzania z przewodnikiem, sama za bardzo lubię organizować :)
    Filmu nie widziałam, ale spróbuję go gdzieś wyszukać i obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepiękne widoki...ile wrażeń jak na jeden spacer!!
    Rodzina która nas odwiedziła w tym roku, jest tym miejscem szczerze zauroczona.Przyznam, że dopiero Twoje zdjęcia przemówiły moim imieniem:))) Cudowne!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. hihi, tamci leżeli półnadzy na skałach i trochę się szwendali po wyspie:)
    ale ostrzegam, że film nie jest najwyższych lotów:) wakacyjna historia w klimacie lat 80:)
    ale na licealistce z lat 90 robił wrażenie, że TAK można:)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Piekne zdjecia i widoki...! Na Santorini bylam kilka dni i wiele lat temu. Pamietam, ze podobalo mi sie to miejsce ale ogladajac Twoje zdjecia mam wrazenie, ze jest tam chyba teraz jeszcze piekniej..! bardzo milo ten czas wspominam...

    Milego dnia. M

    OdpowiedzUsuń
  13. chyba się popłaczę!
    jak tam pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Robisz swietne zdjecia, w moim guscie, lubie patrzec tu u Ciebie.
    Pozdrawiam,
    Kejt (tez fotografujaco-podrozujaca)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...