środa, 3 sierpnia 2011

Muzykowanie na tarasie Pałacu Ostrogskich i Muzeum Chopina

Dokładnie w momencie gdy przekraczaliśmy próg muzeum, Jaś który siedział tacie na barana postanowił wylać mu na głowę kartonik soku pomarańczowego. Chwilę później soczek spływał już sobie swobodnie po taty włosach i dalej, nie omijając oczu, na marynarkę i koszulę. Tym sposobem zaskoczony tata, który nie wiedzieć czemu od pewnego czasu zaczął w weekendy ubierać się bardzo elegancko, w kilka sekund z Wielkiego Gatsby'ego przedzierzgnął się w ofiarę powodzi.
Chwilę później Michaś począł wznosić histeryczne okrzyki w niepokojąco wysokiej, a co za tym idzie niezbyt przyjemnej dla ucha tonacji, oprotestowujące pomysł zwiedzania muzeum.
Dla taty tego było już za wiele. Odwrócił się na pięcie i chociaż bilety do muzeum były już kupione, udał się z Jasiem na pobliski plac zabaw. Michaś tymczasem łaskawie zgodził się poczekać w muzealnej salce zabaw dla dzieci.
Muzeum zwiedzałam więc sama.

Warto się wybrać w to miejsce choćby po to, żeby przez chwilę znaleźć się w murach przepięknego Pałacu Ostrogskich. Przypuszczam, że wielbiciele kompozytora spędzają tam całe dnie, niestety konieczność ciągłego zaglądania do salki zabaw i sprawdzania, czy Michaś wciąż tam jest nie pozwoliła mi spokojnie usiąść i ze słuchawkami na uszach zatopić się w Nokturnie cis-moll, ale następnym razem to zrobię! Chociaż Hubert śmiał się, że ja to raczej przyniosłabym własną płytę, niekoniecznie z muzyką poważną i poprosiła, żeby mi włączyli. 



Od zwiedzania muzeum Michaś wolał wspólnie z innymi dziećmi eksperymentować instrumentalnie na tarasie pałacu. Podczas gdy wiatr rozwiewał pozostawione na fortepianie nuty, Jaś nie wykazywał żadnego respektu dla muzyki i wybrał baraszkowanie w poduchach, która to czynność wprawiła go w stan niezmiernej ekscytacji. Na zakończenie wszyscy udaliśmy się na plac zabaw bawić się w autobus, w którym Michaś - kontroler biletów - upewniał się skrupulatnie, czy wszyscy posiadamy liście-bilety.


7 komentarzy:

  1. Świetna wyprawa! Tak wiele przygód w jeden dzień :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy załamany mężczyzna w kraciastej koszuli to tata?:)Boski zdjęcie z drzwiami. Wyglądają jakby za nimi była Alicja w krainie czarów;)

    OdpowiedzUsuń
  3. slucham od jakiegos czasu Chopina w samochodze w drodze w pracy, uwielbiam jego muzyke. a w muzeum jeszcze nie bylam, bardzo chetnie sie wybiore nastepnym razem jak bede w Warszawie. pieknie opisujesz wasze rodzinne przygody:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kass, dla mnie świetna, bo jako jedyna z całej rodziny obejrzałam muzealne zbiory :)
    Pozdrawiam!

    Beata, to nie tata :) Ale ten też wygląda, jakby dzieci mu dały w kość :) A za drzwiami faktycznie była kraina czarów.

    Małgosiu, ja też uwielbiam i też często słucham, chociaż nie w samodzie. Bo w samochodzie mój starszy syn ostatnio ciągle domaga się Sade :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i to są właśnie te zalety Warszawy. Tyle fajnych miejsc, tyle pomysłów na zabawę z dziećmi, dzieje się, dzieje.
    Aga (Nadziejka)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieciaki zaskakują nas jak mogą.
    Ciekawe czy mąż zakończy weekendową przygodę z elegancją czy zaprzestanie noszenia na barana latorośli z soczkiem w ręku.

    OdpowiedzUsuń
  7. fajnie,że jest takie miejsce dla dzieci niedaleko muzeum:)fotografia z nutami przywołała wspomnienia:)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...