niedziela, 17 lipca 2011

Tam gdzie latają strusie. Prawdziwe.

Kilka dni poza miastem. Prawie wszystko co jedliśmy, może z wyjątkiem dużej ilości lodów, pochodziło z własnych grządek. Nawet Michaś się przełamał, choć dotąd na zieleninę patrzył podejrzliwie. Bo, że Jaś jest miłośnikiem warzyw wszelakich z surowym selerem naciowym włącznie, to wiadomo nie od dziś.
Rozczarowało mnie trochę, że dzieci ponad spacery nad jezioro przedkładały spacery na plac zabaw (bałaław). Ale przynajmniej z placu zabaw z jednej strony był widok na wodę, a z drugiej na strzelistą iglicę kościoła. Takie bałaławy to ja poproszę!
Jaś za najfajniejszą zabawkę w domu uznał czajnik elektryczny. Nigdzie się bez niego nie ruszał, a przy każdej próbie odebrania go sobie wydawał wprost nieludzkie wrzaski. Dużo radości dostarczała mu również skrzętnie ukryta przez Babcię za kuchennymi drzwiami kolekcja butelek. Codziennie, zaraz po przebudzeniu, zostawałam obdarowana przynajmniej jedną.
Michaś natomiast przechodzi fazę entuzjastycznej konfrontacji literatury z rzeczywistością - jest niesłychanie zadowolony ilekroć spostrzeże coś, co widział wcześniej na obrazku w książeczce i podekscytowany informuje rodzinę o dokonanych odkryciach. Podkreśla przy tym, że wypatrzone rzeczy czy zwierzęta, w odróżnieniu od tych z książki, są prawdziwe. Jednym z takich odkryć był dostrzeżony przez Michasia przelatujący nad łąką bocian, jednak - co zdarza się nawet największym odkrywcom - mylnie sklasyfikowany. Z zapałem informował nieco zaskoczoną Babcię: - Dziobacz! Leci struś! Prawdziwy!








Samodzielnie zebrane poziomki. Dla Taty.


Ale po ciężkiej pracy w polu trzeba było pokrzepić się nazbieranymi poziomkami. Na szczęście jeszcze trochę dla Taty zostało, powinno wystarczyć.




11 komentarzy:

  1. Zaintrygował mnie tytuł.
    I jak patrzę na zdjęcia, to Wy chyba do naszej Babci pojechaliście! Ten sam koszyk, te same pola, takie same bociany. Prawdziwe!

    OdpowiedzUsuń
  2. jakie piekne zdjęcia. takie powinno byc prawdziwe polskie lato. napewno dzieci beda mialy wspaniale wspomnienia z takich wakacyjnych wypadow. pozdrawiam- malgosia

    OdpowiedzUsuń
  3. błogostan.......
    chciałabym aby i nam udał sie taki wyjzad na wies, gdzie wszystko plynie niezmiennym rytmem od lat

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudne chłopaki i pięknie uchwycone chwile.Oby częściej takie wyjazdy.
    Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. Zakochałam się w tym wianku! Poproszę o jeden ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aga, niemożliwe! Jesteśmy roztrzepani i nawet raz czy dwa pomyliliśmy drogę, ale żebyśmy pomylili Babcie? :)

    Małgosiu, to był pierwszy taki słoneczny tydzień tego lata :) A czy chłopcy będą mieli wspomnienia, to nie jestem pewna. Od kiedy właściwie ma się wspomnienia? :)

    Cacaovo, uda się! Kiedy wyjeżdżacie?

    Agnieszko, dziękuję :) Następny wyjazd już się szykuje :)

    Magdalena, a ja Twoje :)

    Ewa, teraz mi mówisz? :) Namęczyłam się przy tym wianku, ale niestety wśród moich dzieci nie było chętnych, żeby go nosić :)

    OdpowiedzUsuń
  7. I koniec posta wyjaśnił ten intrygujący tytuł :-). Śliczne letnie kadry i ten słoik poziomek, że też ja tutaj wcześniej nie trafiłam błąkając się po "blogowni" :-). Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Majaizgraja, miło mi, że tu trafiłaś :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. jestem tutaj pierwszy raz i jestem zachwycona Twoimi zdjęciami, wspaniałe. Obejrzałam posty wstecz. Będę zaglądać

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam takie klimaty.., poziomki z przyjemnoscia zjem, jabluszka skosztuje a wianek na glowe ubiore i tak razem z dziecmi wbiore sie na letni spacer... :-) M

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...