sobota, 2 lipca 2011

Centrum Nauki Kopernik

Pogłoski o tym, że w dzień powszedni można do Kopernika wejść z marszu okazały się mocno przesadzone. Nie można. A przynajmniej nie w wakacje, chyba że jest się zorganizowaną grupą i posiada się rezerwację. W gigantycznej kolejce staliśmy trzy godziny, w tym godzinę na zewnątrz, w deszczu. Na szczęście czas w niej spędzony nam się nie dłużył, ponieważ Kopernik jest centrum nauki z prawdziwego zdarzenia, w którym wolontariusze z uśmiechem na twarzy demonstrują kolejkowiczom eksperymenty, jak słuchanie dźwięku sprężyny i przebijanie balonów wykałaczkami w taki sposób, żeby nie pękały. Uwagę najmłodszych przykuwał też stojący w hallu robot poruszający głową i rękami, migający światłami i do znudzenia powtarzający, że Kopernik była kobietą.
Głodni i spragnieni mogli nabyć w barze jaskrawoniebieskie, barwiące język napoje w pojemnikach przypominających fiolki do eksperymentów chemicznych oraz plastelinę do jedzenia.
Po wejściu do środka - kiedy już mi się udało oderwać Michałka od szafek z kluczykami w szatni, przy których mógłby spędzić wiele godzin i dla których już było warto stać w kolejce - naszym oczom ukazał się wielki plac zabaw w dyskretny sposób ukazujący prawa fizyki. Miejsce, w którym można znaleźć się w bańce mydlanej, włożyć rękę do tornada zmieniając kierunek jego wirowania lub podnieść samego siebie.
Michasiowi najbardziej przypadła do gustu machina z kolorowymi piłeczkami fruwającymi we wszystkich kierunkach. Trzeba było je potem zbierać z podłogi i wrzucać w najróżniejsze lejki, zapadki i szufladki.
Na drugim miejscu znalazły się drewniane segmenty, z których należało zbudować tor dla kulki w taki sposób, aby pokonała całą trasę bez zatrzymania.
Opłacone godziny za parkowanie już dawno minęły, a my wciąż z równym entuzjazmem przemierzaliśmy drogę od jednego eksponatu do drugiego i odnoszę wrażenie, że i tak połowy nie zobaczyliśmy. Ostatnie chwile spędziliśmy w  galerii Bzzz! przeznaczonej dla dzieci w wieku przedszkolnym.





 Nareszcie upragnione wejście, ale to dopiero jedna trzecia część kolejki.





 Wielka machina z piłeczkami - niekwestionowany numer jeden u Michasia. 



 trąba powietrzna, której można dotknąć



 Te niebieskie klocki to skrzydła, które można założyć na ręce i skierować pod strumień powietrza, aby przez chwilę poczuć się  jak ptak. Niestety moje ręce się nie zmieściły.

 wrzeciono toczące się pod górę zamiast w dół i bączek, którego prędkość wyświetla się na ekranie






uderzające o siebie płyty tektoniczne

Bilety są interaktywnymi kartami, na których na bieżąco można zapisywać wyniki przeprowadzanych przez siebie eksperymentów, a po przyjściu do domu ściągnąć na swój komputer ze specjalnie utworzonej strony internetowej. 

- Michałku, co ci się najbardziej podobało w Centrum Kopernik?
- Było sucho.
No tak, po niekończącym się moknięciu w kolejce, Kopernik musiał się dziecku jawić przede wszystkim jako suche i ciepłe miejsce.

9 komentarzy:

  1. Wielu rzeczy, o których piszesz zupełnie nie pamiętam, albo nawet nie zwróciłam na nie uwagi :-o Jednak wycieczka do Kopernika z jednym dzieckiem jest o wiele skuteczniejsza ;-))
    Kacerkowi podobały się dokładnie takie same rzeczy jak Michasiowi :-) Choć machina z kuleczkami była atrakcyjna dla jednego i drugiego synka :-)
    Michaś miał tyle wrażeń w Koperniku, że nie dziwię się jego odpowiedzi ;-))

    P.S. Zakonnica "the best" :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cierpliwe, kochane Dziecko. Ja nie znalazłam w sobie odpowiednich pokładów cierpliwości. Zdjęcia wyszły Ci fantastycznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. wow! Twoje zdjęcia przekonują mnie,żeby odwiedzić to miejsce w czasie mojej wycieczki warszawskiej, kolejka jednak odstrasza okropnie:( zawsze tam tak jest??
    uściski!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dag, z dwójką dzieci pewnie nie dałabym rady. I podobnie jak Ty mam wrażenie, że na wiele rzeczy nie zwróciłam uwagi, trzeba się będzie wybrać drugi raz :)

    Aga, aż się zdziwiłam że tak cierpliwie to wytrzymał, pewnie dzięki różnym "kolejkowym" atrakcjom. Ja się do Kopernika przymierzałam jakieś 10 razy i zawsze po zobaczeniu ciągnącej się w nieskończoność kolejki rezygnowałam.

    Justa, z pewnością miejsce jest warte odwiedzenia. Kolejki okropne, ale mam nadzieję, że z czasem będą krótsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wielki podziw za cierpliwość w kolejce!
    Fantastyczne miejsce!
    Też bym się chciała znaleźć w bańce mydlanej...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, czyli dotarliście tam :-) No my jeszcze trochę poczekamy ;-) Dokumentacja znakomita! A ten Twój mały dżentelmen z parasolem - cudo!

    I że było sucho - to mnie rozbawiło!!!
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejka ludzi z parasolami niesamowita ale mysle, ze warto bylo czekac bo miejsce wyglada super i wiele w nim fajnych atrakcji...! a zakonnice na zdjeciach swietne, bardzo mi sie podobaja... :-)

    Pozdrawiam. M

    OdpowiedzUsuń
  8. Margaretko, gdybym wiedziała, że będziemy tak długo czekać, pewnie bym zrezygowała. Początkowo kolejka szybko się poruszała i szacowałam, że będziemy stać godzinę, ale kiedy zamknięto kasy ze względu na limit zwiedzających w środku, zaczęliśmy posuwać się dużo wolniej.
    Ja też bym chciała się znaleźć w bańce mydlanej :) Może następnym razem? :)

    Maggie, dotarliśmy :) I już nie mogę się doczekać następnego razu :) Ale tym razem postaram się umówić z kimś znajomym żeby "podzielić się" staniem.

    Mamsan, zakonnica rozmawiająca przez telefon komórkowy przed zatłoczonym wejściem do Kopernika sprawiała wrażenie jakby pytała Najwyższą Instancję, czy nie da się wejść bez kolejki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę Wam cierpliwości, wczoraj byliśmy w warszawie i mieliśmy w planach Kopernika, ale jak pani na infolinii powiedziała o tej trzygodzinnej kolejce to nawet nie próbowaliśmy, nie wytrzymałabym :( a już od dawna marzę by zabrać moją Majkę na bzzzz :)

    Cieszę się bardzo ze znalazłam Twojego bloga i zapraszam w swoje skromne progi naszadolinateczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...