czwartek, 2 czerwca 2011

Dzień dziecka

- Którą koszulkę chcesz założyć? - z samego rana zapytałam nieopatrznie Michasia.
- Fioletową.
Okazało się, że tylko i wyłącznie fioletowa wchodzi w grę. Próba ubrania chłopca w jakąkolwiek inną koszulkę kończyła się awanturą i łzami. Jeśli o mnie chodzi, to właściwie nie miałam nic przeciwko temu, żeby założył fioletową. Szkoda tylko, że nie posiada żadnej w tym kolorze.
Włożenie butów również stało się źródłem niesnasek ponieważ Michaś postanowił, że albo opuści dom w moich balerinach, albo wcale. Przyciśnięty przyznał niechętnie, że owszem, może i są odrobinę za duże, ale nie na tyle żeby nie dało się w nich chodzić.


Duże stópki Michasia
















i małe brudne stópki Jasia.




A to wyczekany prezent z okazji dnia dziecka. Czerwone Ferrari, które miesiąc spędziło ukryte pod płachtą brezentu na balkonie dziadków. Na akumulator. Oburzona babcia dzwoniła do sklepu z reklamacją, że auto ma tylko dwa pedały i zapomnieli o zamontowaniu trzeciego. Gdzie się podziało sprzęgło?
O dziwo auto nie jest chińskie, a włoskie. Jak to Ferrari!




5 komentarzy:

  1. Przystojni faceci, ferrari...
    Oj coraz bardziej mi się tu podoba :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj to chyba był wspaniały Dzień Dziecka- oczywiście dla dzieci :)
    Chyba teraz musisz kupić tą fioletową koszulkę? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. u nas króluje zielona koszulka. jest jedna, ciągle ja piorę! :P

    OdpowiedzUsuń
  4. zdjęcie brudnych nóg ubawiło mnie szczerze :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...