poniedziałek, 30 maja 2011

Przyjęcie w ogrodzie i znikający goście

W sobotę byliśmy u przyjaciół na przyjęciu, którego akcja mimo lekkiego deszczu rozgrywała się w ogrodzie. Pani domu, oprócz wielu innych przydatnych umiejętności, posiada szczególny dar ustawiania mebli ogrodowych w najbardziej odpowiedni do sytuacji sposób. Tym razem wszyscy byli pod wrażeniem znakomitego ustawienia na werandzie stołu i krzeseł. Każdy mógł cieszyć się własnym wygodnym siedziskiem, swobodnym dostępem do potraw, bliskością - ale nie nadmierną - pozostałych gości oraz swobodnym przejściem, bez konieczności przeciskania się i deptania innym po nogach. Był tylko jeden   drobny mankament tego ustawiania, ale fakt że o nim wspominam świadczy wyłącznie o mojej nadmiernej drobiazgowości. Ów mankament był mianowicie taki, że co kilka chwil ktoś z gości nagle bezszelestnie znikał za okalającym werandę żywopłotem, razem z krzesłem. Niektórym udało się nawet wykręcić w powietrzu pełne salto! Ja niestety zatrzymałam się tylko w pozycji półleżącej na żywopłocie, ale za to z Jasiem na kolanach! Może przy następnej okazji mi się uda. O ile oczywiście rozstawienie mebli ogrodowych będzie równie sprzyjające.





5 komentarzy:

  1. no to było odlotowo!;) u mnie też było przyjęcie w ogrodzie:) szkoda,że był też deszcz, na szczęście w niedzielę udało się rozłożyć koce na suchej trawie w ogrodzie:))
    podoba mi się fotografia z chłopcami i psem:)
    uściski!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak u Chmielewskiej.
    Fajne są takie niespodzianki dla gości :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziś pierwszy raz natknęłam się na Pani blog. Spędziłam tu 2 godziny tak mnie wciągnęło:) Zasiadłam bez humoru a po lekturze wróciła do mnie pogoda ducha. Niech się Pani nie gniewa ale będzie to moje lekarstwo na prozę dnia codziennego. Zazdroszczę tylu możliwości wyjścia z chłopcami.Też mam synka - sztuk 1:) Ja mieszkam w niewielkim mieście i niestety każdy jest pozostawiany sam sobie w zakresie organizowania zabaw dzieciom. Place zabaw są - ale tak minimalistyczne, że aż strach - po taniości. Parki??? Brak! Tak czy owak blog staje się moim numerem 1. Pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dotblogg, odlotowo, że aż strach :)

    Polala, uwielbiam niespodzianki dla gości:) Następnym razem pewnie będą zapadnie i wnyki :)

    Beata, do mnie wróciła pogoda ducha po Twoich ciepłych słowach :)
    Ale za to zaletą niewielkich miast jest bliskość natury, lasy niemal na wyciągnięcie ręki, albo przynajmniej pola, łąki. Pod Warszawą dominujący widok to liczne hurtownie. A co do placów zabaw, to przecież i tak najważniejsza jest piaskownica, cała reszta jest czysto ozdobna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również jestem zwolenniczką niespodzianek dla gości.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...