poniedziałek, 9 maja 2011

Farby

Jeśli o mnie chodzi, to jestem raczej przeciwna dawaniu małym dzieciom farb do malowania, ale mój mąż jest jak najbardziej za. Ma w zwyczaju kupować ogromne tuby farb do malowania rękami, tygodniami trzymać je przede mną w ukryciu, a gdy nadchodzi słoneczna niedziela, wyciągać je triumfalnie niczym królika z kapelusza i dawać dzieciom do zabawy.
Można potem obserwować, jak z każdą minutą mina mu rzednie, ale kiedy napotyka mój wzrok, udaje że bawi się równie dobrze jak dzieci. A dzieci bawiły się doskonale.
Michaś, wielki zwolennik czystych rąk, przeżywał dylemat - myć ręce, czy nimi malować. W końcu zdecydował się pójść na kompromis - malował, co parę minut biegł do łazienki szorować ręce, po czym wracał by natychmiast z powrotem zanurzyć je w farbie. 
Jaś, na szczęście, nie miał takich rozterek, zdecydowanie wolał malować, z tym że od kartek wolał swoje ubranie. Najwyraźniej uznał, że spodnie w nudnym zielonym kolorze można fajnie przemalować na niebiesko.

3 komentarze:

  1. no, ja się też ich boję. Jeszcze takich nie zakupiliśmy. Ale jak już na prawdę będzie ciepło to kupię i pójdziemy na ogród i tam będziemy mazać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ale na jaki niebieski! wiesz ile trzeba się namieszać kolorów,żeby powstała taka głębia?;)
    zdjęcie prześliczne!:)
    uściski!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  3. :), jako dziecko wychowane między tubkami farby, płótnami i zapachem tempertyny nie powinnam mieć obiekcji, ale....kiedy zmywam farbę nie tylko ze stołu, ale z podłogi, kaloryferów i ścian to mam...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...