środa, 6 kwietnia 2011

Miło dostać prezent bez okazji

Miło dostać prezent bez okazji, zwłaszcza jeżeli jest to płyta, której dawno chciało się posłuchać.
Z przyjemnością przyglądałam się srebrnemu krążkowi bez jednej ryski i postanowiłam, że tym razem będę o płytę dbać i nie pozwolę, żeby tygodniami walała się po samochodzie bez pudełka, z odciśniętymi śladami palców. Delikatnie ją odłożyłam i zanurkowałam za szafkę, żeby podłączyć wieżę do kontaktu. Trochę trwało zanim z tuzina splątanych kabli wyłuskałam ten właściwy, a kiedy się wynurzyłam, moim oczom ukazał się następujący widok: Michaś jeździł po srebrnej stronie płyty w kółko samochodem z uprzednio zdjętymi oponami, żłobiąc w niej głębokie rysy, Jaś tymczasem z zapałem żuł tekturowe opakowanie na płytę i był już w połowie.




9 komentarzy:

  1. :-DDDDDDDD
    Ale płytu oczywiście szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  2. No to pięknie Cie dzieci załatwiły :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. :):) E tam pudełko, co tam płyta ;) usmiech i zadowolenie dzieci - bezcenne..:) wiem cos o tym :)
    Podziwiam Twoje zdjęcia od dawna i chyba w tej sprawia napiszę kiedyś dłużej do Ciebie.
    Zaprasza i do mnie~!

    OdpowiedzUsuń
  4. :)))) mają chłopaki poczucie humoru...

    OdpowiedzUsuń
  5. Skąd ja znam te rysy na płytach! Ale nasze potrafią nawet po takim maratonie działać ;) Próbowałaś?

    OdpowiedzUsuń
  6. No to faktycznie prezent. I Ty się cieszyłaś i dzieci miały radość...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się nie potrafię długo gniewać, zwykle zarzucenie rączek na szyję załatwia sprawę.
    A płyta, o dziwo, działa bez zarzutu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Usmialam sie i jakie szczescie, ze plyta dziala... :-) Serdecznosci. M

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...