wtorek, 12 kwietnia 2011

Mały lekoman

Minęły czasy, kiedy podanie choremu Michasiowi lekarstwa graniczyło z cudem. Jeszcze niespełna rok temu, na sam pomysł zaaplikowania mu czegokolwiek natychmiast dawał dyla, więc ganialiśmy za nim po całym domu z miarką-strzykawką wypełnioną pomarańczowym płynem, a kiedy już udało nam się go złapać i skłonić do otwarcia ust i tak większość klejącej się substancji lądowała na pościeli, fotelu, czy innym miejscu, w którym udało się Michałka zdybać.
Tamte czasy wydają się bardzo odległe, bo dziś nie ma dnia, żeby Michaś stanowczo nie domagał się dawki multiwitaminy, koniecznie z dokładką oraz dawki witaminy C w kroplach, najchętniej też z dokładką, a ostatnio, kiedy Jaś miał trzydniówkę, sceny zazdrości o Ibufen i wydzieranie tegoż specyfiku młodszemu bratu nie miały końca, przy czym łzy tryskały na wszystkie strony.
Upodobanie Michasia do przyjmowania lekarstw obejmuje również wpuszczanie soli morskiej do nosa połączone z czyszczeniem dziurek szpatułkami przynajmniej kilka razy dziennie. Ostatnio do tego wszystkiego doszło jeszcze nałogowe, graniczące wręcz z natręctwem, mycie rąk, ale tylko wtedy, gdy przyklei się do nich mikroskopijny paproch, bo gdy ręce są bardzo brudne, np. po zabawie w błocie, Michaś dla odmiany zwleka z ich umyciem najdłużej jak się da. Czyli wszystko jest w porządku.

Zdjęcia zostały zrobione pewnej wiosny, kiedy jeszcze nie prowadziłam bloga. A czcionkę podpatrzyłam kiedyś na blogu Ewy i bardzo mi się spodobała.





7 komentarzy:

  1. Hehehe, u nas podobnie ;-)

    M. wręcz upomina się o porcję wit. C i preparatu p/alergii do wieczornej porcji kaszy ;-)
    Zdumiewające...
    I mało optymistyczne ;-)
    Kolejny lekoman - klient idealny dla koncernów farmaceutycznych, hihi!

    Ale z myciem rąk to niekoniecznie - mogą być brudne!

    Zdjęcia przepyszne!
    Ta żaba - no obłędna!

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas leki w większości przyjowane były z radością:) i trzeba było podać także wszystkim misiom w okolicy. Woda morska do nosa też na porządku dziennym - nie wiem czemu ale moja Alka wybucha niezłym śmiechem przy tym:P

    Ale zdjęcia żabola skradły moje serce (szczególnie to drugie!)

    Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piekne wiosenne zdjecia i moje ulubione stokrotki ktore tak bardzo lubie...! a z lekarstwami kiedys tez mialam podobnie... :-) Pozdrawiam. M

    OdpowiedzUsuń
  4. A to tak jak u nas.
    Starsza siostra bez względu na to co przyjmuje - wymiotuje lub ma odruch wymiotny. Przyjmuje głównie tabletki.
    Młodsza łyka najgorsze świństwo z uśmiechem na twarzy i jeszcze się oblizuje.
    Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  5. jak zobaczyłam górną część pierwszego zdjęcia z żabą pomyślałam,że to krokodyl;)
    a co do leków to ciągle pamiętam jak będąc trzylatką uciekałam po ogrodzie przed moją babcią,która chciała mi dać jakąś tabletkę do połknięcia.Oczywiście płakałam wniebogłosy..to były czasy;)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
  6. Te zdjęcia zrobione obiektywem makro? Piękne. Lekomania ma się dobrze i u nas ;) Tran plus witamina C. Gdyby nie kontrola, mogliby wypijać butelkę dziennie. Czyli wszystko w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewa, nie makro :) Teleobiektywem zoom Canon EF-S 55-250 f/4.0-5.6 IS
    Tran?! Kiedyś niechcący przegryzłam kapsułkę z tranem i do dziś mam mdłości na samo wspomnienie tego rybnego zapachu :)

    Dziękuję za wszystkie komentarze!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...