poniedziałek, 4 kwietnia 2011

A jednak się kręci

W piątek Michaś z Jasiem złożyli tacie od dawna zapowiadaną wizytę w pracy. Michaś co prawda był już tam wcześniej, ale z poprzednich odwiedzin nie zapamiętał wiele, gdyż z chwilą przekroczenia progu budynku zapadł w kamienny sen i obudził się dopiero dobre pół godziny po wyjściu.
Inspiracją do tej wizyty stało się odnalezione w telefonie taty zdjęcie przedstawiające pejzaż rozpościerający się za oknem biura, a w szczególności zdobiące szczyt jednego z budynków obracające się logo Mercedesa. Ponieważ marki samochodów nie od dziś są konikiem Michasia, tak ostentacyjna manifestacja jednej z nich sprawiła, że luźno rzucona przeze mnie propozycja, aby złożyć tacie nieoczekiwaną gospodarską wizytę, wprawiła Michasia w niezwykłe podniecenie, o którym dobitnie świadczyły szalone podskoki i okrzyki "Hura! Hura!", które do tej pory się nie zdarzały.
Upragnione logo Michaś dostrzegł już w windzie i powitał przyśpieszonym monologiem. Na przemian dziwiąc się i parskając śmiechem wskazywał je palcem i dopytywał się rodziców "- Widzisz? -Widzisz? Wieeelkie!" Najwyraźniej dla Michasia sam koncept umieszczenia czegokolwiek związanego z motoryzacją na dachu wysokiego budynku wydawał się nieodparcie zabawny, bo przecież samochody jeżdżą po ulicach, na dole.
Natychmiast po wejściu do taty pokoju podbiegł do okna, aby upewnić się, że logo wciąż tam jest. Podekscytowany był do tego stopnia, że nawet na zadane przez jedną z koleżanek taty z pracy pytanie, czy ma na imię Michaś, zapomniał, jak to ma ostatnio w zwyczaju, kategorycznie zaprzeczyć.
Tymczasem młodszy brat, nie wykazując najmniejszych przejawów lęku wysokości, opierał się o szklaną ścianę na dwudziestym piątym piętrze, co dla większości osób z tatą włącznie stanowi dość ekstremalne przeżycie. Jaś okazał się nieocenionym gościem - dzięki swym małym gabarytom spenetrował wszystkie zakamarki gabinetu taty, co i rusz wynurzał się spod biurek, blatów czy szaf dzierżąc w dłoni lub częściej w buzi dawno zaginione markery i inne biurowe skarby, jak również kilka dokumentów, których tata bezskutecznie poszukiwał od co najmniej pół roku. Na koniec bez wahania dał nura do kosza na śmieci wyłaniając się triumfalnie z dwoma papierowymi kubkami po kawie.
W drodze powrotnej Michaś zaczął przejawiać lęk wysokości - ilekroć szklana winda ruszała szparko w dół szybu, zaciskał z całych sił wszystkie cztery kończyny wokół szyi taty, przez co można było odnieść wrażenie, że na grzecznościowe pozdrowienia wsiadających do windy pasażerów tata odpowiada zdawkowo i cokolwiek bełkotliwie.

6 komentarzy:

  1. Podziwiam wszystkich małych chłopców, którzy znają na pamięć marki samochodów. Ja do dzisiaj jestem na bakier z tą listą ;) Kolaż jak kadr z filmu. Podoba mi się bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewo, ja też podziwiam :)
    A ten kadr to z jakiegoś posępnego filmu, bo bloczyska sprawiają przygnębiające wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brrrr... Bo ja mam lęk wysokości ;-)
    Kolaż cudny!
    A samochody rozróżniam po kolorze! Ale markę własnego znam ;-) Modelu już nie, hehe!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi te bloczyska przypomniały NYC ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moj starszy syn jak byl maly tez uwielbial samochody i sacerujac zatrzymywal sie przy prawie kazdym z informacja co to za marka... Dzisiaj juz duzo starszy nie wszystkie marki tak dobrze pamieta jak kiedys jak byl maly... :-)

    Kolaz bardzo fajny... Pozdrawiam serdecznie. M

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja swój samochód rozpoznaję tylko po miejscu w swoim garażu. Bo z odnalezieniem go na obcych parkingach zawsze mam kłopot :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...