poniedziałek, 14 lutego 2011

Szachy. Dzień włóczenia się po mieście.

W sobotę chłopców odwiedziły Marysia z koleżanką i przywiozły szachy. Okazuje się, że nawet gdy nie zna się zasad i przesuwa figury na chybił trafił, gra może sprawiać ogromną przyjemność.
Michaś asystował dziewczynom nie tylko w szachach, ale absolutnie we wszystkim i niczym narrator komentował ich wszelkie poczynania. A Jaś przez długą chwilę stał w swoim łóżeczku i zapominając o codziennej porcji wrzasków łypał okiem na to, co działo się w pokoju.
Chyba na tym polega sekret rodzin wielodzietnych - młodsze dzieci zafascynowane starszymi bawią się same, a rodzice mogą się w tym czasie poprzytulać :)

A potem Hubert przeczuwając, że ten spokój może nie trwać wiecznie i że spędzenie całego dnia z czwórką dzieci to może być dla mnie zbyt wiele, wspaniałomyślnie dał mi wolne.






Nie pamiętam, kiedy ostatnio spędziłam cały dzień z przyjaciółką na włóczeniu się po mieście. Po galeriach i kawiarniach. Dawno!
Poszłyśmy na targi rękodzieła. Potem zjadłyśmy lunch na Chłodnej 25, z deserem i kawą z sercem z pianki. Obejrzałyśmy zdjęcia Amerykanina w Warszawie. Bardzo, bardzo smutne zdjęcia.
Nie fotografowałam, bo tym razem byłam uczestnikiem wydarzeń, a nie obserwatorem. Tylko jedno zdjęcie, kiedy nocą wracałyśmy do domu.

10 komentarzy:

  1. Oby więcej takich wieczorów:)))
    A szachy są zupełnie odlotowe:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawdziwa żółta armia ;)
    I magiczny wieczór w stolicy, za którą tęsknię ogromnie. Wieczór bez dzieci, z przyjaciółką! Brakuje mi takich wieczorów.
    Brakuje mi tego miasta.
    Dobrze, że mogę do niego wracać czasami. Wirtualnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Obejrzałam zdjęcia z wystawy. Wzruszające, smutne i to zupełnie nie moja Warszawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Delie, no właśnie, oby więcej :) Planujemy wkrótce wybrać się na spacer po nocnej Warszawie połączony z robieniem zdjęć, ale musi się trochę ocieplić, bo w sobotę ręce grabiały.

    Ewa, ja [na wystawie] w którymś momencie przestałam czytać podpisy pod zdjęciami, bo widok cierpienia anonimowych ludzi, szczególnie dzieci, aż tak nie porusza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w weekend bawiłam się z Chrześniakiem, i ku mojemu zadowoleniu stwierdziłam, że od czasu mojego dzieciństwa, zabawki tak po prawdzie się nie zmieniły. I tak najważniejsza jest wyobraźnia.
    Choć nie wiedzieć czemu mój Chrześniak bawiąc się rekinem, mówił, że potrzebna jest "wóda" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, taaaaakie szachy.....

    OdpowiedzUsuń
  7. Szachy sa niesamowite a takie wieczory z przyjaciolka, bardzo mi takich brak... zdjec z wystawy jeszcze nie widzialam ale za chwilke to zrobie...

    Pozdrawiam. M

    OdpowiedzUsuń
  8. Super te szachy, nie dziwę się, że dzieciom się podobały :-) Ja też chętnie bym takimi zagrała, bo te standardowe to takie trochę nudne są :-o
    Oj taki czas bez dzieci jest bardzo potrzebny, niezbędny wręcz :-)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie zapominaj że też masz zdjęcie przy szchownicy ( miałaś ze 2 i pół roku)a przy tym minę jakbys w tej grze zęby zjadła (wszystkie 14)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie widziałam tego zdjęcia, musisz mi pokazać :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...