poniedziałek, 21 lutego 2011

Polski design i ostatnie zimowe kadry

Ponieważ wystawę w Muzeum Narodowym szeroko reklamowano w mediach, można było odnieść wrażenie, że większość eksponatów już wcześniej się gdzieś widziało, niewykluczone jednak że widziało się je już kiedyś we własnym domu, w domach rodziny i znajomych.
Sama kolekcja wzbudziła w nas mieszane uczucia: z jednej strony obudziła sentymenty - Hubert ocierał łzę, która pojawiła się w kąciku oka na widok chusteczki z ułanem, do której smarkał jak był mały, ja tymczasem zastanawiałam się, czy przywozić z działki fotele identyczne z wystawionymi, czy jeszcze poczekać. Z drugiej strony, dużą część eksponatów pamiętaliśmy z dzieciństwa jako niezbyt gustowne wyposażenie jeszcze mniej gustownych klitek w blokach z wielkiej płyty i trudno było przestawić się na myślenie o nich jako dziełach sztuki.
Wystawa pozostawiła we mnie poczucie niedosytu nie tyle pod względem jakości, co ilości zaprezentowanych dzieł, i nie tylko we mnie, bo co chwila ktoś pytał personelu, czy to już wszystko. Biorąc pod uwagę powszechną dostępność przedmiotów z tamtego okresu, z łatwością możnaby wypełnić nimi kilka sal, a nie jedną plus podest. Miejsca w Narodowym znalazłoby się dość, nie uwzględniając nawet pustki, która powstała na skutek wypożyczenia do Krakowa "Bitwy pod Grunwaldem".

Nie był to jedyny kontakt ze sztuką, jaki mieliśmy tamtego dnia. Odbierając chłopców od Dziadków, mogliśmy podziwiać piękny zielony fresk na ścianie, narysowany ręką Michasia. Pewnie będziemy jeszcze mieć okazję się nim pozachwycać, bo nie chciał się zmyć.







7 komentarzy:

  1. miałam zamiar wybrać się na tą wystawę ale już kolejna osoba wspomina małą ilość eksponatów..chyba po prostu będzie trzeba przejechać się po rodzinie i popodziwiać meble z prl-u;) hihi
    chociaż..łza nad ułańską chusteczką do nosa..może jednak warto;)
    nadal się waham;)
    ps. pałac królowej Śniegu na fotografiach wyszedł przepięknie! no i ten biały gołąb..:)
    rozpisałam się;]
    pozdrowienia!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mnie zmartwiłaś, że ta wystawa taka marna... Wiele sobie po niej obiecywałam. I też się spodziewałam szeregu sal z eksponatami... Szkoda.
    Na razie wiem, że i tak są tłumy. My trochę poczekamy.

    Piękne te białe Łazienki... Jakie ciche. A Ogród Saski taki uroczysty w tej bieli.

    I uśmiałam się, czytając ostatni akapit! Sfotografuj ten zielony fresk - bardzo jestem go ciekawa :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to bym nawet te kilka sztuk chciała zobaczyć. Bo to zdecydowanie moja bajka.

    I zdjęcia jak zawsze zachwycające, każde z osobna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wasz blog zachwyca mnie już od jakiegoś czasu :) Postanowiłam przyznać Wam wyróżnienie :) Szczegóły u mnie : )

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudne zdjęcia! U nas niestety też zimowo, mroźnie i biało.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, szkoda:( My nie dotarliśmy w ten weekend. Zatem zaczekam na mniejsze tłumy, bo ilość eksponatów pewnie się nie zmieni;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dotblogg, przejażdżka po rodzinie to dobry pomysł, pewnie babcie mają w szafach więcej serwisów do herbaty z tamtych lat :)

    Maggie, nie było strasznych tłumów, oglądania jest na 10-15 minut, więc duża rotacja.
    A w Łazienkach faktycznie panowała niezwykła cisza, przy temperaturze -10 nawet kaczkom nie chciało się kwakać.

    Aga, jeśli poczujesz niedosyt, zawsze możesz się pocieszyć stałymi ekspozycjami. Ja im zazwyczaj nie odpuszczam :)

    Anuszka, dziękuję za wyróżnienie, ogromnie mi miło!

    Margaretka, ja już z niecierpliwością wypatruję innych kolorów i pąków na drzewach.

    Delie, my dotarliśmy w niedzielę tuż przed zamknięciem, miałam nadzieję, że Cię spotkam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...