poniedziałek, 27 września 2010

Człowiek guma

Jaś staje się coraz bardziej wygimnastykowany. To nic, że jeszcze nie chodzi i sam nie siada, a gdy się go posadzi, potrafi zupełnie znienacka bezwładnie opaść do przodu lub na bok. Rekompensuje sobie te niedostatki z nawiąz- ką przymiotami i umiejętnościami, których normalny duży człowiek nie posiada. Spektakularne mostki połączone z dotknięciem głową pięt. Chwytne stopy. A dziś rano przyłapałam go na ssaniu dużego palca u nogi przez skarpetkę.


Własne stopy i uszy to jego ostatnie odkrycie. Z dużym zainteresowaniem miętosi je i analizuje. Potrafi też sięgnąć ręką po oddalony przedmiot, wziąć do ręki i nie zgubić w trzy sekundy. Szczególnie jeśli przypadkiem jest to żółta żyrafka.




Nadal jest bardzo pogodny i uśmiecha się pod byle pretekstem. A w nocy nigdy, ale to nigdy nie rozrabia tylko mocno śpi. Jeszcze się nie zdarzyło, żebyśmy musieli go nosić na rękach i śpiewać kołysanki czakając aż zaśnie, co u Michasia było na porządku nocnym. Inna sprawa, że te kołysanki usypiały wyłącznie mnie.

piątek, 24 września 2010

To patio i tamto patio

Rano bawiliśmy się na naszym patio. Na patio zawsze wychodzę z książką, ale jakoś jeszcze nigdy nie udało mi się poczytać. Wyciągnięcie przeze mnie książki Michał traktuje jako asumpt do wyjścia z piaskownicy (gdzie w moim mniemaniu jest bezpieczny) i ruszenia na stromą zjeżdżalnię, pod prąd.



Na tym motorze Michał od niedawna buja się sam.

Po południu próbowaliśmy wejść do stawu na naszym starym patio na Ursynowie. Robienie zdjęć nie jest możliwe kiedy trzyma się za nogi dziecko, które do połowy leży na kamieniach, a od połowy unosi się nad sadzawką z rybkami. Bardzo chcieliśmy je nakarmić, ale jakoś nie chciały jeść kamieni, które Michaś im serwował. Najwyraźniej nie były głodne.
Powetowaliśmy sobie tę porażkę u babci Joli demolując jej mieszkanie. Dosłownie. Od rozsypywania znalezionych w szufladzie przypraw poczynając, na wyciąganiu taśmy z kaset magnetofonowych kończąc. Najwyraźniej dziecko uznało, że czas już skończyć z tym lamusem i przejść na płyty cd.

środa, 22 września 2010

Lubię

1. Stare mury w kolorze ochry, z których schodzi tynk i farba, stare kamienice z mansardami, małe kawiarenki w tych kamienicach, ot jeden stolik, dwa krzesła i kwiatek w doniczce.

zdjęcie zostało zrobione przez mojego męża w Lizbonie podczas naszego miodowego miesiąca

2. Filmy Woody'ego Allena. Stare i nowe. Te, w których sam występuje i te, w których go nie ma. Których akcja toczy się w Nowym Jorku i te, w których toczy się gdzie indziej.

zdjęcie z plakatu do filmu Manhattan


3. Sławę i chwałę Jarosława Iwaszkiewicza. Za przenikliwość i dotknięcie niedotykalnego. Za każdym razem gdy do niej wracam odnoszę wrażenie, że napisał ją ktoś, kto rozumie więcej.


4. Spacery. Dzienne i nocne. W dowolnych okolicznościach - po mieście z zaglądaniem w każdą bramę, po lesie i brzegiem morza.



5. Kawę. Zwłaszcza tę poranną, z dużą ilością mleka. Niewiele rzeczy poza brakiem mleka jest w stanie skłonić mnie do wyjścia do sklepu przed prysznicem i w płaszczu zarzuconym na piżamę.


6. Robienie zdjęć. Nie zmuszam nikogo do ich oglądania, bo jak mawiała Diane Arbus - nie miej wątpliwości, że twoje zdjęcia najbardziej będą się podobać tobie.


7. Jazdę konną. Niekoniecznie w takich landrynkowych warunkach jak te na zdjęciu. Może być z przeszkodami. Ostatnio tymi przeszkodami były dwie ciąże z rzędu, a teraz wyrosła jedna, za to okazała przeszkoda w postaci dwójki małych chłopców. Na szczęście pomiędzy ciążami udało nam się spędzić całe dwa tygodnie w stadninie w Kadynach.



8. Maroko. Kazby na pustyni. Marrakesz. Kuchnię z dużą ilością przypraw. Lampy. Meble. Wszystko.




9. Jesień. Za kolory. I za poczucie schyłkowości przed zimą. I jeszcze za to, że można przestać chodzić w półnegliżu i założyć trencz.



10. Ludzi z poczuciem humoru. Którzy potrafią szydzić w taki sposób, że wyszydzeni się na nich nie obrażają, tylko konają ze śmiechu. Jak Jerzy Pilch w felietonach. Jak HPZ, kiedy jest w odpowiednim nastroju.
Początkowo chciałam napisać, że lubię ludzi inteligentnych, ale bywają przecież inteligentni nudziarze. Za to poczucie humoru zawsze implikuje inteligencję.

wtorek, 21 września 2010

Szczyt uwielbienia

Jaki jest szczyt uwielbienia dla filmu Auta? Oglądać Auta i jednocześnie domagać się włączenia filmu Auta, który  j u ż   l e c i.
Oglądamy go codziennie. Staramy się nie oglądać go więcej niż raz dziennie, ale czasem się nie da. Mnie się ten film nie podobał, szczególnie że muzyka zagłusza w nim dubbing i rozumiałam mniej więcej co trzecie słowo. Aż wreszcie za setnym razem obejrzałam go uważnie. Z napisami. I kompletnie się rozkleiłam! Pociągałam nosem i miałam wilgotne oczy.
Ciekawe, czy przy setnym oglądaniu Wiedźmina też bym płakała ze wzruszenia. Ale - przynajmniej na razie - nie będę eksperymentować.





piątek, 17 września 2010

Figle z wiewiórkami

Korzystając z przerwy w opadach spędziliśmy trochę czasu w Łazienkach na pościgach za wiewiórkami i kaczkami. Dziwne - jeśli chodzi o ganianie zwierzyny, to można to robić godzinami i nogi się nie męczą, chyba że tejże zwierzynie, ale jeśli trzeba przejść samodzielnie kilka metrów alejką bez atrakcji w postaci wiewiórek, jest to wyczyn ponad siły.


Najpierw Michaś gonił wiewiórki.


A kiedy wiewiórki podchodziły zbyt blisko po orzeszka, Michaś uciekał i to wiewiórki goniły Michasia.


z babcią Izą




Zostało nam trochę orzechów i po powrocie do domu Michał nakarmił nimi tatę. Tata był bardzo zadowolony, bo orzechy mu smakowały, szkoda tylko że Michał przed nakarmieniem nie wyjmował ich ze skorupek.

środa, 15 września 2010

Lew

Ostatnim hitem w naszym domu jest zabawa w wydawanie odgłosów zwierząt. Na widok kota Michaś cieniutko miauczy, a na widok lwa - czy to z bajki, książki, czy zabawki z Lego - potężnie ryczy.
Kilka dni temu byliśmy w restauracji i przy stoliku obok usiadł pan. Pan mocno zarośnięty - z bujnymi kędziorami na głowie i potarganą, gęstą brodą.  No i stało się! Michał myślał, że to jest lew i zaczął na jego widok ryczeć! I nie skończyło się na jednym ryku. Co Michał spojrzał na pana, to ryczał. A ja nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy raczej spalić ze wstydu.

zdjęcia z placu zabaw przy Filtrach

wtorek, 14 września 2010

Muzeum Motoryzacji

Ponieważ ze wszystkich miejsc przeznaczonych do zwiedzania Michaś najbardziej lubi parkingi, w niedzielny poranek wybraliśmy się do Muzeum Motoryzacji. Przyznaję, że nie miałam pojęcia, że przy Filtrowej - czyli bardzo blisko nas - istnieje takie miejsce.
Muzeum, zajmujące parter zwykłej mieszkalnej kamienicy, jest ukryte w głębi podwórza, a żeby się do niego dostać, trzeba zadzwonić domofonem.
Nasz pomysł spotkał się z uznaniem Michała, któremu w muzeum podobało się wszystko, a najbardziej miniaturowe auta w szklanych gablotkach. Szkoda tylko, że nie pozwoliliśmy ich wyjąć i zabrać do domu.



Michaś informował innych zwiedzających, że to co mają przed oczami to auta. W końcu niektórzy mogli nie wiedzieć, bo przecież nie było przewodnika.





ulica Filtrowa


tak wygląda chłopiec, który nie chce chodzić na własnych nogach:

sobota, 11 września 2010

Auta

W piątek wybraliśmy się na spacer do parku karmić kaczki. Niestety kaczki pozostały głodne, bo wszystkie bułki zjadł Michaś. Kaczki mogą sobie być mama, ale to jeszcze nie powód, żeby się z nimi dzielić drugim śniadaniem.

A dziś Michaś wprowadzał Jasia w arkana motoryzacji. I to Jasia siedzącego! Na krzesełku! Chociaż Michaś z wielką cierpliwością tłumaczył po kilka razy co to jest auto, a co apuka, skutek tych nauk był umiarkowany, a zainteresowanie ze strony młodszego brata nikłe. W świecie Jasia na razie niepodzielnie panuje żyrafka.




środa, 8 września 2010

Dynia

Była zamówiona na Halloween. W jednym egzemplarzu. Ale dziadek Jaś, którego ogrodnicza dusza nie uznaje minimalizmu, wyhodował dwadzieścia. Niektóre olbrzymie, kilkudziesięciocentymetrowe. Wszystkie zdecydowanie zbyt ładne żeby je zjeść.

wtorek, 7 września 2010

Kulki

Kulki jeżdżą samochodami. Albo są rozrzucane po całym mieszkaniu, im bardziej pod łóżko czy niską szafkę, tym lepiej.
Wszystko w nich jest fajne. Kulistość. Szklistość. Przenikanie światła. Kolory. Michał lubi wszystkie kulki jednakowo, moja ulubiona to ta herbaciana. 
Takie kulki to trochę dziecięca wersja chińskich kul z Baoding i faktycznie zabawa nimi niesamowicie relaksuje. A po zabawie kulkami śpi się najlepiej. Jak zwykle na plecach z rękami w górze. Mnie po kilku minutach w takiej pozycji bolałyby wszystkie stawy, podejrzewam że z kolanowymi włącznie.



poniedziałek, 6 września 2010

Buty

Jaś zdecydowanie nie akceptuje mnie za kierownicą. O ile w innych sytuacjach uśmiech prawie nie schodzi mu z twarzy, o tyle w samochodzie marszczy czoło i przygląda mi się z przyganą. Przez cały czas, dopóki się nie zatrzymamy. Nie wiem na ile jest to niechęć do kobiet za kierownicą w ogóle, a na ile sprawa indywidualna.


Te buty przypominają mi Pana od filozofii z czasów licealnych. Pan od filozofii nosił takie same tylko całe w kolorze brązowym. Całość dopełniały rozciągnięte swetry w kolorach płodów ziemi.
Moje dzieci nie mają szans na taką stylizację, za szybko rosną i swetry nie zdążą się rozciągnąć.
Chyba, że kupowałabym już rozciągnięte.


Sobota na Nowym Świecie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...