sobota, 10 lipca 2010

Kawa na Mariensztacie i teatr Due Mondi

Niedzielną kawę wypiliśmy w naszej ulubionej kawiarni na Mariensztacie studiując program teatrów ulicznych. Jaś w tym czasie spał, Michał uparcie przeganiał gołębie z jednego kąta rynku w drugi, a Marysia piła frappe (a później opowiadała, że piła grappę, czym wprawiła w osłupienie swoją mamę).
A wieczorem na Placu Zamkowym, już bez przychówku, oglądaliśmy przedstawienie włoskiego teatru Due Mondi, które polegało głównie na przepędzaniu publiczności z miejsca na miejsce. Ledwo człowiek zdążył znaleźć sobie dogodną niszę w tłumie, gdzie nikt nie zasłaniał i odetchnąć z ulgą, że portfel na miejscu, a już kazali wstawać  i ruszać dalej.






Ci panowie na szczudłach to wojsko. Każdy pretekst żeby połazić na szczudłach jest dobry. Ale nadal uważam, że wchodzenie na szczudłach w publiczność i tratowanie ludzi to już lekka przesada.
Absurdalny był opis przedstawienia wydrukowany na małych karteczkach, rozpoczynający się słowami: "W małej wiosce aziatycznej, jeden generał podlega ludzi do siebie i weżmie władzę". W tej wiosce aziatycznej generał oczywiście biegał na szczudłach.
A przy absurdach pozostając - spotkałam ostatnio dawno nie widzianego kolegę, który na mój widok tak się zdziwił, że potknął się o wronę. Kolega nazywa się Wroński. Jego przyjaciel nazywa się Wróblewski. Ciekawe, czy potknął się kiedyś o wróbla.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...