piątek, 28 maja 2010

Pierwszy raz sama

Hubert wybrał się na pępkowe do Cliva Owena, a ja po raz pierwszy zostałam sama z dwójką dzieci. Zapowiadało się łatwo i przyjemnie - Jaś spał, a Michasiowi włączyłam ukochane Teletubisie i udało mi się nawet poczytać książkę. Potem się zaczęło. Kiedy nadszedł czas na mycie, przewijanie i układanie Michasia do snu, Jaś zaczął lamentować. Przewinięcie, nakarmienie i noszenie na rękach nie przyniosło upragnionej ciszy, niestety każde odłożenie do łóżeczka kończyło się natychmiastowym płaczem. Postanowiłam więc chwilowo zignorować Jasia i zająć się Michasiem. Kiedy już udało mi się złapać Michasia, umyć, przewinąć i zapakować w piżamę - a wszystko przy akompaniamencie spazmatycznych szlochów Jasia - Michaś radośnie przykucnął, natężył się i z wielce zadowoloną miną strzelił olbrzymią kupę. Chcąc nie chcąc, bardziej nie chcąc, wszystkie czynności musiałam więc powtórzyć. Kiedy Michaś był już (po raz drugi) gotowy do pójścia spać i wystarczyło jeszcze tylko podać mu lekarstwa (bo przeziębiony), wzięłam Jasia na ręce, żeby spróbować uśpić najpierw jego. W tym czasie Michaś wpakował kalejdoskop do szklanki z wodą zalewając pół mieszkania. Odłożony Jaś ponownie zalał się łzami. A Michaś stanowczo odmówił przyjęcia lekarstw, wyrywając się, wymachując na oślep rękami i oblewając się od stóp do głów klejącym syropem. W dodatku, nie wiem kiedy, ale pewnie gdy zajmowałam się Jasiem, zdołał powyjmować z pudełek wszystkie płyty DVD z półki i porozrzucać po podłodze. Wtedy nie wytrzymałam i na skraju załamania nerwowego zadzwoniłam do Huberta z błaganiem, żeby natychmiast wracał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...